niedziela, 12 grudnia 2021

13 grudnia 1981 rok, dzień wprowadzenia Stanu Wojennego. Wspomnienia

 
Wprowadzenie Stanu Wojennego było ogromnym dramatem nie tylko dla Solidarności i internowanych działaczy, było także ogromnym dramatem dla zwykłych Polaków, których ten potworny dzień zastał w różnych sytuacjach życiowych w kraju, ale także i za granicą.

Mnie zastał niestety za granicą. Dramat swój opisałam we wspomnieniu pt. „Przeklęta data 13 grudnia 1981 roku”.

 

(Obrazek z Internetu)

Każdy z nas przeżywał w tym czasie swoje mniejsze lub większe dramaty... Każdy po swojemu. Każdy na miarę swojego wieku. Nasze dzieci także.*

 

Dzieciaki zmartwione

Bardzo wtedy były...

Teleranek im zabrały

Jakieś ciemne siły!


Kiedy już podrosły,

O szoku zapomniały,

Ale stan wojenny

Stale pamiętały.


Czy nasze przeżycia, przeżycia naszych dzieci, były mniej istotne, mniej dramatyczne... niż tych na górze?

 

* Nasze dzieci także "13 grudnia 1981 roku też była niedziela”

 

Leśne roślinki szronem malowane pobudzają wyobraźnię

Te niezwykłe dzieła Matki Natury w lesie można już oglądać od paru dni. Każda, najmniejsza nawet i całkowicie już wysuszona roślinka, kiedy jest szronem otulona, wygląda bajecznie pięknie, pobudza wyobraźnię. Obrazki te są jednak bardzo nietrwale, dlatego tym bardziej warte uwiecznienia.

 


Przyroda, jak na prawdziwą artystę przystało, zdobi nasz świat. Z najdrobniejszych nawet rzeczy potrafi stworzyć piękne obrazki. Człowieka zaś rolą jest je podziwiać... i utrwalać.


Z cyklu: "Fotofantasmagorie"


sobota, 11 grudnia 2021

Pierwszy atak zimy odparty

Pierwszy poważny atak zimy nastąpił u nas w tym tygodniu. Narzekać więc nie możemy, gdyż po raz pierwszy od wielu lat zima zaatakowała nas o wiele później. A do tego, ten jej atak jest całkiem znośny i łatwy do odparcia.

Wprawdzie śnieg sypał z nieba dużymi płatkami już parę dni temu, to jednak na ziemi nie utrzymało się go dużo. Temperatura była plusowa i śnieg w zetknięciu z ziemią się po prostu topił.

W ostatnich latach zima najczęściej atakowała nas dużo wcześniej. Bywało, że już nawet w połowie października.

Najbardziej utrwalił mi się w pamięci atak zimy w październiku parę lat temu, bo wtedy mało życia nie straciłam pod spadającymi konarami, łamiącymi się pod ciężarem śniegu.*

Wszystkie drzewa, jak to w październiku, mają jeszcze liście, i po prostu nie wytrzymywały ciężaru śniegu, który za przyczyną liści właśnie, zatrzymywał się na nich. A muszę przyznać, że wtedy bardzo duża masa śniegu na nie napadała. Sypało gęstym śniegiem przez całą noc i dzień. Pod naporem tak ogromnej masy śniegu zdarzało się, że nawet grube konary drzew łamały się jak zapałki.

Tym razem pierwszy atak zimy mi się nawet podobał. Wędrowało mi się po górach i lasach całkiem fajnie. Powietrze było rześkie i oddychało się przyjemnie.

Pomna jednak swoich przeżyć sprzed lat, ciągle nasłuchiwałam, zwłaszcza kiedy przechodziłam przez gęsty las, czy nie rozlegnie się gdzieś ten charakterystyczny dźwięk łamiących się drzew. Tak na wszelki wypadek, żeby samemu się strzec… i sobą, jakby co, nikomu głowy nie zawracać.

 

Bardzo mi się podoba to miejsce na szczycie góry. Parę dni wcześniej wyglądało tak:

 


A w czasie mojej dzisiejszej wędrówki wyglądało tak:

 


Przyroda jest wspaniałym artystą.


***

Pierwszy śnieżek u nas już 

Spadł bardzo nieśmiało...

Coraz piękniej wokół jest,

Wszak robi się biało.

 


Choinki w białej szacie

Do lasu zapraszają...

O nadchodzących świętach

Nam przypominają.



Leśnicy wystraszeni

Sprzęt swój porzucili

I do swoich domów

Pędem spinkolili.



Stoję na tle bieli,

Śniegu się nie boję...

Coraz mocniej sypie,

Ja wciąż sobie stoję.



I będę słupem stała,

Aż bałwanem się stanę...

Że co, że nim już jestem?

Trudno, tak i pozostanę. ;)



No, dobra! Wracam do domu…


Z cyklu: "Opowieści o poważnej i żartobliwej treści"


* „Mało życia nie straciłam pod spadającymi konarami, łamiącymi się pod ciężarem śniegu” — pisałam o tym we Wspomnieniu pt. „Mam jeszcze... żyć”.



środa, 8 grudnia 2021

Pytania (retoryczne) do samozwańczego wodza

 

Jeśliś jest patriotą, jako wszem powiadasz,

czemu skłócasz naród i knebel zakładasz?


Jeśli wierzysz w Boga, czym się afiszujesz,

czemu jadem wzgardy wciąż na innych plujesz?


Jeśli wciąż moc wodza ambicję posiadasz,

czemu z ludźmi złymi się tylko układasz?


Jeśli zbawicielem pragniesz być narodu,

czemu siejesz wrogość i agresji odór?


***

Ech, ty siewco nienawiści, trudno nie mieć dosyć ciebie.

Idź ty lepiej już na rentę, zacznij myśleć o... macebie.

 

Zbliża się zima. Pamiętajmy o dzikich zwierzętach

Zima to trudny czas nie tylko dla ludzi, dla zwierząt także. Zwłaszcza leśnych. Czas pomyśleć o ich sytuacji. A kiedy nadejdą srogie mrozy i obfite opady śniegu — dokarmiać je.

Wędrując leśnymi ścieżynkami, można zaobserwować, że leśnicy już od dawna są przygotowani do zimy i już dużo wcześniej zrobili zapasy dla zwierzyny leśnej. 

 


Nie zaskoczy ich więc żadna sroga zima i kiedy zajdzie potrzeba dokarmiania zwierząt, paszę dla nich mają na podorędziu. Tak że bez najmniejszej zwłoki będą mogli przystąpić do ich ratowania od śmierci głodowej.

Wprawdzie zwierzęta leśne posiadają naturalny instynkt, który podpowiada im jak przetrwać zimę bez ingerencji człowieka, jednak w czasie bardzo mroźnej zimy, zwłaszcza z obfitymi opadami śniegu, same mogą sobie nie poradzić i cierpieć głód. Człowiek powinien im wtedy pomóc i je dokarmiać.

 


Leśnicy znają zwierzęta najlepiej i wiedzą, że aby nie wyrządzić im krzywdy, powinno się je mądrze dokarmiać, tzn. tylko sporadycznie. Wtedy, kiedy gruba warstwa śniegu, a także ujemna temperatura utrudnia im w lesie dostęp do pokarmu oraz wody.

 


Jest wielu prawdziwych przyjaciół zwierząt, którzy bardzo chętnie włączają się w akcje ich dokarmiania. Jednak leśnicy apelują, by nie czynić tego na własną rękę. Raz, aby zwierzętom nie zaszkodzić, karmiąc je nieodpowiednią karmą. Drugi raz, aby nie narazić się na niebezpieczeństwo. Należy pamiętać, że wszystkie zwierzęta leśne są dzikie, przez co i niebezpieczne dla człowieka. Nie należy więc pomagać im na siłę, ale zawsze w porozumieniu i pod okiem służb leśnych. Przy dokarmianiu zwierząt istotną rzeczą jest także to, aby wiedzieć, co i w jakich porcjach one jadają. Inaczej można im bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Należy także pamiętać, że dokarmianie zwierząt musi się odbywać tylko w okresie zimowym. Bo gdybyśmy przyzwyczaili je do całorocznego dokarmiania, to chcąc nie chcąc, zmniejszylibyśmy ich samodzielność, instynkt samozachowawczy. A to mogłoby mieć dla nich katastrofalne skutki, gdyż w efekcie zmniejszyłyby się ich szanse na przeżycie w razie nagłego pogorszenia się warunków. I kiedy człowiek w porę nie dotarłby do nich z pomocą. W okresie zimowym istotną rzeczą jest także odśnieżanie dróżek leśnych prowadzących zwierzęta do wodopoju i miejsc, z których czerpią swój naturalny pokarm.

Tu gdzie mieszkam, leśnicy montują zamaskowane kamery (widać to na pierwszym zdjęciu na powyższym kolażu) naprzeciw miejsc dokarmiania zwierząt, aby dokładnie zwierzętom się przyjrzeć i ocenić ich potrzeby.

Wszystkie zwierzęta zimową porą wymagają specjalnej opieki. Przydomowe także. Zwłaszcza te dziko żyjące obok nas. Najczęściej dokarmiamy ptaki.

 


W Polsce jednak także bezpańskie psy i koty trzeba dokarmiać, bo jest ich niestety ciągle jeszcze sporo. W zachodnich krajach UE problem ten nie istnieje. Już dawno temu został rozwiązany i nie ma tam bezpańskich zwierząt. Wszystkie mają swoje domy.

Należy przede wszystkim pamiętać, że gdy już zaczniemy dokarmiać zwierzęta dziko żyjące obok nas, musimy robić to systematycznie. Inaczej narazimy je na śmierć. Te osoby więc, które z różnych względów nie stać na systematyczność — w ogóle nie powinny zaczynać dokarmiania. 

 


Dokarmianie zwierząt to nie zabawa, to obowiązek. Nie zapominajmy!


poniedziałek, 6 grudnia 2021

Śmiech ma potężną moc

Ludzie pozytywnie nastawieni do świata chętnie się uśmiechają do innych. Potrafią też śmiać się z samego siebie. A to wielka zaleta w dzisiejszym nienawistnym świecie... Daje odpór i wytrąca broń z ręki tym, którzy lubią dokuczać i poniżać innych.

 


Z cyklu: „Przemyślenia z życia wzięte”


Tierpark Jägerhof - Mini ZOO w Pfullendorf

Tierpark Jägerhof to kolejna atrakcja* w Pfullendorf. Zostało założone przez Josefa Jäger w 2000 roku. To niewielkie prywatne ZOO jest licznie odwiedzane, zwłaszcza przez rodziny z dziećmi. Przecież to wielka atrakcja przyglądać się z bliska życiu zwierząt. Jest ich tu ponad 300 różnych gatunków. Można je samemu karmić. Specjalny pokarm jest do kupienia na terenie ZOO.

Niektóre zwierzaki można głaskać i wśród nich przebywać w ich zagrodzie. Dzieci mogą sobie pojeździć na kucyku. Mogą także pobierać naukę jazdy konnej. Taką możliwość mają również dorośli i młodzież.

Kiedy ostatni raz z dziećmi odwiedzałam to ZOO, była deszczowa pogoda. Niektóre zwierzaki pochowały się i niestety nie wszystkie mogliśmy zobaczyć. Ale i tak było fajnie, bo wiele do nas jednak podchodziło lub podfruwało i mimo deszczu łasiło się przymilnie. Oczekując oczywiście, że coś im się pysznego do dzioba, czy też mordki dostanie. Udało mi się więc trochę zdjęć im zrobić.

 


Po przekroczeniu oryginalnego wejścia świat zwierząt stanął przed nami otworem. Najpierw swoje kroki skierowaliśmy do ptactwa. Było ich mnóstwo. Nie wszystkie jednak były nami zainteresowane... Pewnie były już nakarmione przez wcześniejszych gości.

 


Kaczuchom deszcz nie przeszkadzał. Hurmem okupowały swój wybieg, kwacząc wniebogłosy. Gęsi podobnie. Jak "zmokłe kury" przemierzały przejścia między klatkami, i śpiesząc się, podchodziły do nas. Głośno gęgając, niecierpliwie czekały
na smakołyki. Tak niecierpliwie, że aż mi obiektyw podziobały. Został ślad na zawsze. Natomiast kury wszelkiej maści, gdacząc w różnej tonacji, siedziały w klatkach, deszcz je więc nie zmoczył, ale pewnie wolałyby słońce i wybieg.

 


Z kolei szop na nasz widok zwiał do swojego domku. Nie wiem, co mu się w nas nie spodobało. Jednak na naszą usilną prośbę, popartą smakołykiem w dłoni, wyszedł łaskawie na chwilkę.

 


Zajączków było dużo, ale tylko jeden do nas przykicał, inne się pochowały w kojcu i tylko zaglądały z zaciekawieniem na nas. Zaś świnki morskie, wiadomo, ze względu na ich mało przewidywalną naturę, musiały siedzieć w swoich domkach. A było ich mnóstwo. Jedna przez drugą przepychały się do siatki i proszącym wzrokiem domagały się czegoś do mordki. Dostały. Tylko nie wiem, czy wszystkie.

 


Azjatyckie wiewiórki na żywo widziałam po raz pierwszy. Były jednak tak strasznie szybkie, że nie sposób było zrobić im zdjęcie. Po klatkach poruszały się w szalonym tempie jak... bakterie pod mikroskopem. To unikalne gryzonie. W dzisiejszych czasach coraz trudniej znaleźć je w naturalnych warunkach.

Najmłodsza wnuczka była bardzo zawiedziona, że nie mogła się lepiej przyjrzeć tym szalonym zwierzaczkom. Ze smutkiem stwierdziła, że pewnie jej nie lubią. W drodze do restauracji (na ciepłe "papu") wytłumaczyliśmy jej dlaczego te akurat wiewiórki są takie szybkie. Zrozumiała. 

 


Z tymi dziwnymi kozicami pochodziliśmy sobie po małej łączce przy stadninie. Były bardzo przymilne. Co rusz zatrzymywały się jednak, i podnosząc swe rogate głowy, patrzyły nam prosto w oczy... Co chciały?

 


Ech, te konie!... Dla mnie to najpiękniejsze zwierzęta na świecie. Zwłaszcza czarne. Mogłabym tak stać i stać i podziwiać je bez końca... Mimo deszczu.


* kolejna atrakcja, gdyż już wcześniej pisałam o tamtejszym niezwykłym Parku Wodnym (Seepark Linzgau)