Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Süß oder sauer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Süß oder sauer. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 października 2023

Halloween to nie tylko zabawy w klimacie zaświatów i duchów

 

Kiedy nastaje upiorny Halloween*,

wszystkie dzieciaki strasznie się cieszą,

wszak to okazja na przebieranki

w upiorne duchy co bardzo śmieszą.


To też okazja, żeby być w strachu,

by go łagodzić groźnym okrzykiem:

Cukierek lub psikus! — przed każdym domem,

gdzie każdy mięknie przed takim ryzykiem.


Potem już hojnie wrzuca do worków

straszliwym duchom, czarcim potworom

masę cukierków, keksów, wafelków,

śmiejąc się w oczy wszystkim upiorom.


O to też chodzi w święcie Halloween,

by dzieci uwolnić od wszelkich lęków

poprzez zabawę i moc radości,

z wykorzystaniem z zaświatów wątków.



O Halloween, skąd się wywodzi, jakie były jego obrządki, tradycje, wierzenia, a także o obecnych zabawach — pisałam obszernie > tutaj.

***

Kiedyś nie przepadałam za świętem Halloween. Od kiedy przekonałam się jednak, że dzieciaki bardzo lubią tę radosną maskaradę odnoszącą się przecież do Święta Zmarłych, tradycję tę polubiłam. I już od lat, kiedy dzieciaki przebrane w różne straszydła przychodzą do mnie z zawołaniem: „Süß oder sauer” (dokł. tłum. z niem. „słodkie albo kwaśne, czyli "cukierek albo psikus”), zawsze obdarowuję je różnymi słodyczami. Ba, biorę w nim nawet czynny udział. Przy tylu Wnuczkach nie mam wyjścia. I też straszę, dwojąc się, a czasem nawet i trojąc...



Happy Halloween więcŻyczenie to oczywiście nie dotyczy tych, których to święto brzydzi, obraża albo wkurza. Życzenie to dotyczy wszystkich tych, którzy mają poczucie humoru i lubią się bawić. A także obserwować jak się inni bawią. Zwłaszcza dzieci.

Halloween w katolickiej Polsce nie jest dobrze przyjmowany. Szkoda, bo dzieciaki dzięki tej zabawie, choć „upiornej”, to jednak bardzo radosnej, oprócz słodyczy, jakie otrzymują od sąsiadów w tym dniu, zdobywają coś jeszcze. Otóż zdobywają pewną wiedzę. Uczą się pokonywać różne swoje codzienne lęki. Także lęk przed śmiercią.


wtorek, 30 października 2018

Halloween — trick or treat

Kiedyś nie przepadałam za świętem Halloween. Od kiedy przekonałam się jednak, że dzieciaki bardzo lubią tę radosną maskaradę odnoszącą się do Święta Zmarłych, tradycję tę polubiłam. I już od lat, kiedy dzieciaki przebrane w różne „straszydła” przychodzą do mnie z zawołaniem: „Süß oder sauer” (dokł. tłum. z niem. „słodkie albo kwaśne, czyli "cukierek albo psikus”), zawsze obdarowuję je różnymi słodyczami.
Halloween to naprawdę radosna zabawa. Myślę, że zacni Celtowie, gdzieś tam w zaświatach, nie obrażają się, że ich obrządek ku czci boga śmierci —Samhaina, dzisiaj tak wygląda. Bo też Halloween (od ang. określenia All-Hallow, czyli „w przeddzień wszystkich świętych”), wywodzi się właśnie z ich, sprzed 2,5 tys. lat, celtyckiego obrządku.

Halloween w katolickiej Polsce jednak ciągle nie jest dobrze przyjmowany. Szkoda, bo dzieciaki dzięki tej zabawie, choć „upiornej”, to jednak bardzo radosnej, uczą się pokonywać swoje różne lęki dnia codziennego. Także lęk przed śmiercią.

Już tyle lat żyję w Niemczech i do tej pory w Halloween jeszcze nigdy żaden upiór, żaden duch w domowych pieleszach mnie nie nawiedził. Tym razem było inaczej. Kiedy wieczorem 31 października, jak co roku, przygotowywałam się do Święta Zmarłych, nagle u drzwi rozległ się dzwonek. Otworzyłam... i zamarłam.
W pierwszym momencie się wystraszyłam. Nawet bardzo. Gdyż w głębi schodów, w ciemnościach, najpierw usłyszałam przeraźliwe głosy, tak jakby jęki potępieńców, a dopiero później zobaczyłam dwa upiory. W tak niemiłym wrażeniu trwałam na szczęście krótką chwilę, bo wnet uszu moich dobiegł śmiech, w którym rozpoznałam moje Wnuczki. Nagle oboje krzyknęli:
Süß oder sauer! — i za moment zobaczyłam też i moją Córkę, która zmaterializowała się znienacka za ich plecami.

Śmiechu było co niemiara. Wnuczki oczywiście dostały ode mnie słodkości do swojego już dość wypełnionego worka, po czym, z tą samą „misją”, powędrowały do pozostałej rodzinki i znajomych. Za dwie godziny Córka miała ich do mnie przywieźć na noc. Ubawiona radosnymi minkami przybyłych, zabrałam się za szykowanie kolacji.
Nie minął kwadrans i znów usłyszałam dzwonek u drzwi. Tym razem otworzyłam okno... i znów zobaczyłam upiory. W ilości pięciu sztuk. Upiory były nieco większe. Po ich zawołaniu: — „Süß oder sauer!" — powrzucałam im przez okno kilka garści cukierków do ich opasłego worka i szczęśliwe dzieciaki pobiegły dalej.

Zdębiałam, kiedy za jakieś kolejne naście minut ponownie usłyszałam dzwonek u drzwi. Jak się potem okazało, jeszcze i trzy razy różne upiory zjawiały się u mnie. Ubaw miałam po pachy, bo wszystkie zjawiały się w krótkim odstępie czasu. Ale zaczynałam się już martwić, że słodyczy mi braknie. Bo skąd mogłam wiedzieć, że z upiorami nagle worek się rozwiąże? Tyle lat nic, aż tu nagle ich tylu. Może to coś oznacza? No, przynajmniej tyle, że będę musiała pamiętać, aby w następnych latach przed Halloween lepiej zaopatrzyć się w słodycze.

Rano, w Dniu Święta Zmarłych, obudziłam się z miłym uczuciem. Śnił mi się mój Ojciec. Zmarł ponad 40 lat temu. Ojciec nic nie mówił, ale patrzył na mnie. Dokładnie zapamiętałam Jego twarz, była uśmiechnięta.
Wnuczki jeszcze spały. Wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do kuchni po znicze. Zapaliłam jeden w pokoju stołowym, a kilka, tradycyjnie już, w ogrodzie.
Zapalając znicze w ogrodzie, spojrzałam na rozjaśniające się błękitem niebo, i wtedy, przypomniało mi się, że to właśnie Celtowie wierzyli, iż w noc z 31 października na 1 listopada duchy zmarłych schodzą na ziemię, aby odwiedzić swoich bliskich. Ta noc jest magiczna według ich wierzeń, bowiem wieczorem kończy się lato i stary rok, a zima i nowy rok, zaczynają się dopiero o świcie. Dwanaście nocnych godzin nie należy więc ani do lata, ani do zimy, są niczyje. To dwanaście godzin magicznej nocy, kiedy to dusze zmarłych odwiedzają swoich bliskich.

Wprawdzie to tylko pogańskie wierzenia, ale że ja mam bujną wyobraźnię — w płomieniu jednego ze zniczy zobaczyłam nagle twarz Ojca... Była tak samo uśmiechnięta jak w moim śnie.