Jest coś
niezwykle fascynującego w tym, z jaką konsekwencją ludzkość od
lat czepia się blondynek. Można by wręcz odnieść wrażenie, że
to narodowy sport. Albo międzynarodowy — bo dowcipy o blondynkach
nie znają granic. Prawdy również.
Bo
przecież według dowcipów blondynka to istota wyjątkowa:
głupiutka, naiwna, niezaradna i lekko nieobecna. Ciekawe tylko,
dlaczego akurat te cechy przypisano jednemu kolorowi włosów. Czy
ktoś kiedyś zrobił na ten temat badania? Ankiety? Analizy
statystyczne? Oczywiście nie. Ale dowcip musi się zgadzać.
A
przecież, gdyby się tak uprzeć, te same przywary można by z
powodzeniem rozparcelować między brunetki, szatynki i rude. Ale nie
— blondynka jest wdzięcznym celem. Jasna, widoczna, łatwa do
trafienia. Dowcipnisie od siedmiu boleści uwielbiają takie cele.
Pozwolę
sobie jednak wtrącić, jako blondynka z urodzenia — z bogatym
doświadczeniem życiowym nabytym z wiekiem, że wcale nie czuję się
ani wyjątkowo głupia, ani chronicznie naiwna, ani życiowo
nieporadna. Nie gubię się codziennie w drodze do domu, potrafię
liczyć do dziesięciu bez pomocy kalkulatora i — uwaga —
ogarniam rzeczywistość. No dobrze, bywam roztrzepana. Ale
roztrzepanie to nie brak rozumu. To nadmiar myśli.
Dlatego
apeluję: nie obrażajmy blondynek. Zwłaszcza że blondynki mają w
sobie moc bomby. I nie chodzi tu wcale o blond pasemka. Chodzi o tę
bombę, która wpada w oko, rani serce, dziurawi kieszeń i wychodzi
bokiem. Cicha, skuteczna i absolutnie legalna.
Oczywiście
lubię dowcipy o blondynkach. Naprawdę. Pod warunkiem że są choć
odrobinę inteligentne i nie opierają się wyłącznie na założeniu,
że kolor włosów zastępuje mózg. Lubię się śmiać. Śmiech to
zdrowie. Głupie dowcipy — już niekoniecznie.
Zresztą,
jak głosi znana zasada: „Nieważne, jak o tobie mówią — ważne,
żeby mówili”. Patrząc na liczbę dowcipów o blondynkach, można
by wręcz uznać, że świat myśli o nas bez przerwy. O innych jakoś
rzadziej. Ale nie będę wymieniać, bo jeszcze ktoś poczuje się
pominięty.
A że
mężczyźni kochają blondynki? To niemal pewnik. W końcu to oni
najczęściej produkują dowcipy na nasz temat. Miłość bywa różnie
okazywana.
A tak
zupełnie serio — my, blondynki, doskonale wiemy, że „blondynka”
w dowcipach nie oznacza koloru włosów. To raczej pewien specyficzny
stan umysłu. Tych, którzy je opowiadają.
Na koniec
klasyk:
Brunetka, ruda i blondynka założyły się, że przepłyną
20 kilometrów z wyspy na ląd. Brunetka przepłynęła 5 km,
straciła siły i utonęła. Ruda przepłynęła 10 km, straciła
siły i utonęła. Blondynka przepłynęła 19,5 km, po czym uznała,
że nie ma już siły płynąć dalej — więc wróciła na wyspę.
------------------------------------------------------------------
Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne. Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie, możesz to zrobić tutaj:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych
Samo czytanie już jest dla mnie darem.
Dziękuję 💗 Halszka