czwartek, 8 października 2026

Jesień to nie tyle pora roku, co stan umysłu

Jesień łatwo oskarżyć o szarość, chłód i deszcz. Tyle tylko, że jesień sama w sobie nie jest ani smutna, ani ponura. To my czasem patrzymy na nią przez niewłaściwe okulary. Wystarczy wyjść z domu, żeby zobaczyć, ile ma kolorów.


Ludzie w większości na jesień psioczą: a że szarobura, a że mokra, a że wietrzna, a że zimna... Wreszcie — że najbrzydsza i najsmutniejsza ze wszystkich pór roku. Ja jednak myślę, że jesień ma przede wszystkim pecha do ludzi. A właściwie do ich nastawienia.

Bo kiedy człowiek z góry uzna, że czegoś nie lubi, niezwykle trudno przekonać go, że może być inaczej. Zwłaszcza jeśli z narzekania uczynił sobie niemal codzienny rytuał i wszystko, co złe, potrafi bez trudu zrzucić na aurę za oknem.

Przyznam szczerze, że kiedyś i ja nie przepadałam za jesienią. Wydawała mi się ponura, chłodna i jakaś taka... nie moja. Na szczęście z czasem udało mi się zmienić do niej nastawienie. I dziś patrzę na nią zupełnie inaczej.

Dziś już wiem, że jedną z najgorszych rzeczy, jakie można sobie zafundować jesienią i zimą, jest zamknąć się w czterech ścianach i nie wyściubiać nosa na dwór. To dopiero potrafi popsuć samopoczucie. Człowiekowi robi się ciężko na duszy, a i o depresję nietrudno.

Dlatego coraz bardziej wierzę w stare powiedzenie, że nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie. Wiem, wiem — slogan już mocno wytarty, ale przecież nie wszystko, co wytarte, przestaje być prawdziwe.

Kiedy więc tylko mam możliwość — a mieć ją muszę, bo usilnie się o nią staram — kilka razy w tygodniu uciekam na łono natury. O każdej porze roku. Bez względu na pogodę, wiatr, deszcz czy chłód. Jeszcze nigdy nie zmarzłam. Co najwyżej się spociłam... dla zdrowotności.

Niech się wali, niech się pali, a ja — w las! Dzisiaj też, między jednym obowiązkiem a drugim, znalazłam chwilę, żeby tam zajrzeć. I dobrze zrobiłam. Nie dość, że porządnie się dotleniłam, przewietrzyłam głowę i nabrałam oddechu, to jeszcze po drodze utrwaliłam wiele pięknych obrazków... Oto jeden z nich, który najbardziej działa na moją wyobraźnię.



Jesień, która dla jednych jest szara i smutna, dla mnie znów okazała się pełna kolorów. Bo może jesień rzeczywiście nie jest porą roku. Może jest stanem umysłu. A od nas zależy, jakie kolory w niej zobaczymy.