czwartek, 21 lipca 2022

Idź w stronę słońca...

Idź, a poczujesz niesamowity przypływ energii. Człowiek źle się czuje w szarościach dnia. Kiedy tylko słońce wyjrzy zza chmur, automatycznie kieruje głowę w stronę słońca. To normalny atawistyczny odruch.

Póki więc lato trwa i spośród wszechobecnej zieleni słońce strzelać będzie w nas swoimi złocistymi ciepłymi promykami, ba, czasami wręcz gorącymi, będziemy czuć się dobrze. Niech więc nam strzela do końca świata... a nawet i dłużej. 

 


Także i zimową porą warto korzystać z promieni słonecznych i ładować swoje akumulatory. Słońce to nasze zdrowie, to nasze dobre samopoczucie. 

 


Nawet kiedy przebywamy gdzieś w zamkniętym pomieszczeniu, kierujmy się ku słońcu. Słońce to życie. Bez niego świat by nie istniał... my też nie. 

 


Z cyklu: „Przemyślenia z życia wzięte”


poniedziałek, 18 lipca 2022

Poczytaj nam Miłka (17)

 

Książeczek mam mnóstwo! —

zaprasza dzieci Miłka. —

Siadajcie wokół mnie

przeczytam wam kilka:


Nadchodzą wakacje,

więc o nich dziś będzie.

W ich czar was wprowadzić

 wszak mam na względzie.



Niech żyją wakacje


Zakwitły już akacje,

cudowne białe kwiatki...

Zaczynają więc wakacje

wszystkie szkolne dziatki.


Znów gwarno będzie wkoło,

bo jakżeby inaczej,

gdy dzieciom jest wesoło,

to musi być tak raczej.



Radosnych więc wakacji,

życzę z serca mego,

dzieciom każdej nacji...

ze świata calutkiego!



Wakacje czas zacząć

 

Lato, lato, piękne jest lato!

Wie o tym mama, wie także tato.

I każde dziecko też świetnie wie:

To czas wakacji... każdy ich chce.


Wszak wakacje to fajna rzecz,

Każde z nas — powinno je mieć,

By przyrody bliżej być,

By ją podziwiać i pięknie żyć.


Na wakacjach przygód moc

Czeka dzieciaki — aż po noc.

Słońce raduje — po szary zmierzch...

Ten cudny czas garściami bierz!


A więc w drogę! Ruszać pora!

Nie zapomnij wziąć śpiwora.

No i ruszaj w szeroki świat...

Wciąż wesół bądź, z wakacji rad.

 


Wakacje z naturą

 

Hen za miastem rośnie las
I zaprasza dzieci was…
Pięknie wokół szumią drzewa,
A chór ptaków głośno śpiewa.

Chodźcie dzieci — wszystkie wraz,
Bo wakacji nadszedł czas!!!


No to w drogę, przyszła pora,
Odejść od kompa i telewizora.
Torbę szkolną rzucić w kąt,
Siedzieć w domu — wielki błąd!

Chodźcie dzieci — wszystkie wraz,
Bo wakacji nadszedł czas!!!

Na ramiona plecak załóż
I wygodne buty nałóż
Hej, do lasu! — Hej, per pedes!
Tak by zrobił Archimedes.

Chodźcie dzieci — wszystkie wraz,
Bo wakacji nadszedł czas!!!



Gdy do lasu już dotrzemy
W kole wielkim się zbierzemy,
Zaśpiewamy głośno wraz
Aż odpowie echem las.

Chodźcie dzieci — wszystkie wraz,
Bo wakacji nadszedł czas!!!


Potem dalej… głębiej w las…
Śpiew na ustach… marsz… i marsz!
W środku lasu jest polana,
Zabawimy tam do rana.


Wprzódy obóz rozbijemy
I ognisko rozpalimy…
Potem miło już zmęczeni,
Przy ognisku zasiądziemy.


Magia ognia czyni cuda,
Nie dopadnie nas tu nuda…
Wnet gawędę rozpoczniemy,
Moc przygody poznać chcemy.

Las i polana, noc i ognisko —
Wszystko to dla nas — bardzo blisko.
Życie jest piękne! Wierzcie nam.
Żyć w zgodzie z naturą życzymy wam!

Późna noc… Ciemno wokoło…
I choć nam ciągle jest wesoło,
 Zanućmy piosnkę smętną wraz.
Tak pożegnamy cichnący las.


Do namiotu!!! Spać już pora…
Chyżo wskakujmy do śpiwora…
Do snu nas utuli gwiaździsta noc,
A ranek przyniesie znów przygód moc.

 
(zdjęcie z Internetu)


Chodźcie dzieci! Wszystkie wraz,
Bo wakacji nadszedł czas!
Chodźcie dzieci! Chodźcie wraz —
ZEW NATURY — wzywa nas!!!
 

wtorek, 12 lipca 2022

Pełna uciszenia melancholia zaklęta w kałużach

Deszczu mało było tej wiosny. Zbyt mało. Lato jak do tej pory też jest w deszcz ubogie. Może się jeszcze namyśli i nawodni ziemię dostatecznie? Dobrze by było, bo sucha jak pieprz. Rolnicy się martwią, że plony będą o wiele niższe.

Sucho też i w lasach. Ściółka aż skrzypi pod nogami. Wszędzie przesadne upały i co rusz słychać o kolejnych pożarach.

Deszcz, kiedy nawet trochę popada, szybko wsiąka w ziemię jak w gąbkę. Przez to i kałuż prawie nie widać. A jak już gdzieś są, to jakieś takie melancholijne. Pewnie czują, że ich żywot będzie krótki.

 

 

Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"

 

poniedziałek, 11 lipca 2022

Sprawiedliwość idzie za prawem?

Aequitas sequitur legem (Sprawiedliwość idzie za prawem)? Niekoniecznie. Często bywa na odwrót. Prawo i Sprawiedliwość — w rękach złych ludzi — to tylko czcze słowa. 

 


Przy takim PiS to nawet Temida kołowacieje i traci sprawność umysłową. Szkoda. Wszak powinna być bardziej odporna na zakusy tych tam — zwykłych „miękiszonów”:

 

Co z tobą, Temido?


Ludzie się rodzą...

I jak to w życiu:

Jedni żyją wolni,

Inni siedzą w kiciu.

Tymczasem nie każdy,
Co w kiciu garuje

Jest winny przestępstwa

A pokutuje.

Podważać wyroki

Ktoś chyba może?

Na Boga nie liczmy...

On nie pomoże.

Bogini Temida?

Powinna i może...

Jak plamy pozmywa

Na swoim honorze.


Słyszysz, Temido?

Niewinni błagają,

Wstaw się za nimi,

Nim w pierdlu skonają.

Raz jeszcze się pochyl

Nad dolą skazanego

I osądź od nowa

Więźnia niewinnego.


***

Niestety w życiu

I tak też bywa,

Że wolny — choć winny,

Swój sekret ukrywa...

Tymczasem powinien

Spakować manatki,

I w pierś się bijąc,

Ruszyć za kratki.

(HKCz 2019)


Z cyklu: „Pół żartem, pół serio”


środa, 6 lipca 2022

Jakie narodziny, takie życie...

Lata lecą jak szalone i za czorta spowolnić ich się nie da. No i stało się, znów jestem o rok starsza.

Od kiedy pamiętam nie lubię swoich urodzin. Wolałabym obchodzić imieniny, ale tak się składa, że mam je akurat w tym samym dniu. Czy nie pech?!

A wszystko to wina moich rodziców, którzy oczekując na przyjście syna, zgodnie z zapewnieniem miejscowej położnej, nie brali nawet pod uwagę, że może być inaczej. Dwie córki już mieli. Wszystko mieli przygotowane więc dla chłopczyka, nawet imię.

Skoro ich więc zawiodłam, skoro pozwoliłam sobie przyjść na świat jako dziewczynka, jako trzeci dziurawiec, jak to żartobliwie mawiał mój tata, to jakąś karę musiałam ponieść. I poniosłam. Dali mi takie imię, jakie stało w kalendarzu w dniu moich narodzin.

Rodzice w końcu musieli się z tym faktem pogodzić, że nie dane im było przywitać syneczka. Niebieskie ubranka zamienili więc na różowe i ja, niby ten fakt, rosłam sobie spokojnie zupełnie nieświadoma zawodu, jaki im sprawiłam.

Przez parę kolejnych lat na nic się też godzić nie musiałam, bo też nic jeszcze nie rozumiałam. To normalne.

Jednak kiedy miałam jakieś pięć, sześć lat, no!, to zaczęłam się już wkurzać na dobre. Bo jak to tak, moje siostrzyczki dwa razy w roku obchodziły swoje święta, a ja, nie wiedzieć czemu, tylko raz?!

A to co za niesprawiedliwość! Pal sześć owe obchodzenie, ale tych dwukrotnie otrzymywanych prezentów darować przecież nie mogłam. Tłumaczenia rodziców wcale mnie nie przekonywało.

Aż do dorosłości niemalże trzymało mnie to uczucie niesprawiedliwości, tyle że z roku na rok coraz słabiej. Aż w końcu zupełnie o nim zapomniałam, bo jako dorosła dziewczyna swoje urodzino-imieniny po swojemu obchodziłam.

I muszę przyznać, jako że akurat w niedzielę wrzaskiem oznajmiłam swoje przekornie przyjście na świat, w moim życiu często przytrafiają mi się niesamowite sytuacje. Jakieś niezwykłe przygody; jakiś dziwne zbiegi okoliczności; jakiś pech i to szczególnie udziwniony... Ale i, co najbardziej sobie cenię: szczęście w nieszczęściu (też najczęściej mocno udziwnione). I potem te wszystkie niewiarygodne sytuacje urastały, i nadal urastają, do rangi rodzinnych anegdot. Po czasie one też i mnie bawią. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jest inaczej. Bo jakoś tak się stało, że od dziecka mam duże poczucie humoru i potrafię śmiać się z samej siebie... Co mnie bardzo cieszy. I nie tylko mnie.

Wspominając o moim brawurowym przyjściu na świat, przypomniała mi się pewna niesamowita historia, jaką przeżyłam w dniu któryś już tam swoich urodzino-imienin. Co się wydarzyło? Już opowiadam: Otóż dzień ten już z samego rana dziwnie się zaczął, gdyż ni stąd, ni zowąd, zostałam odcięta od świata. Całkowicie. I to na wiele godzin. Telefon stacjonarny nagle przestał działać. Moja komórka również, ale że ta akurat, to wiedziałam czemu. Po prostu zapomniałam zaopatrzyć ją w nową kartę.

Byłam wkurzona tą sytuacją jak sto diabłów. Wiedziałam, że moi bliscy i znajomi zewsząd będą do mnie dzwonić z życzeniami… A tu klops! Telefon ani mru-mru. Ba, dwa telefony.

Co sobie o mnie wszyscy pomyślą? — zastanawiałam się ze zgrozą.

By ratować się jakoś w tej sytuacji, puściłam e-mailem dwa sygnały SOS do mojej córki z prośbą o ratunek. Czekając na jej reakcję, pobiegłam do kuchni i zabrałam się za przygotowywanie poczęstunku dla moich popołudniowych gości. Minęło ponad trzy godziny, w kuchni unosiły się wspaniałe zapachy, a córka jak się nie meldowała z pomocą, tak się nie melduje.

Postanowiłam zostawić wszystko i skoczyć w try miga do najbliższego kiosku po zakup karty do komórki. Zaczęłam się już ubierać, a tu nagle, wpada moja córcia z przerażoną miną i od progu zamiast życzenia deklamować, krzyczy:

A cóż to się z tobą dzieje?! Dzwoniłam już chyba ze sto razy na obydwa telefony, a ty nie odbierasz.

Pewnie się wystraszyła, że kopnęłam w kalendarz, albo co… — pomyślałam ubawiona. Bo też córka wie, że ze mnie taki już dziwoląg życiowy i nigdy nie wiadomo, co zmaluję, albo co życie mi zmaluje. Tym bardziej, że wiedziała, iż poprzedniego dnia kupiłam grzyby azjatyckie na targu. A wiadomo, jak z grzybami nieraz bywa. Kochana córeczka! Tak bardzo się o swoją matkę martwiła. Rozrzewniłam się swoimi myślami. Ale nic! Do myśli swoich się nie przyznałam, tylko odpowiedziałam pytaniem na pytanie:

A ty czemu nie zaglądasz do poczty elektronicznej? Hę?

Wreszcie powyjaśniałyśmy sobie co i dlaczego i potem były już życzenia, buziaki, prezenty… I córka zniknęła. Mówiła, że tylko na moment. Rzeczywiście, po pół godzinie zjawiła się na powrót i wręczyła mi jeszcze jeden prezent. Telefon! Piękny, nowiusieńki z przeróżnistymi bajerami. Córka uznała, że ten mój to ze starości działać przestał. Ależ zrobiła mi niespodziankę. Byłam wniebowzięta. Obie byłyśmy.

Córka natychmiast zabrała się za podłączanie tego cacka, i… i nic, cisza. Nowiusieńki telefon także nie wydał z siebie żadnego tit-tit. No i co się w końcu okazało?

Ano okazało się to, że działać nie mógł — siłą rzeczy. A rzecz miała związek z odwiedzinami mojej znajomej i jej córeczki w dniu poprzednim. Córeczka znajomej, Oleńka, przytargała z sobą swojego pupilka. Chomika. W pewnym momencie zwierzątko wymsknęło jej się z rączek, truchcikiem pognało przez pokój, i schowało się za meblami. Wszystkie trzy szukałyśmy za nim chyba ze dwie godziny i czorta nie można było znaleźć.

Oleńka była zrozpaczona. Ja również, bo nie uśmiechało mi się z tym zębiastym stworem w nocy samej zostać. W końcu, kiedy obie wybierały się już do domu ze względu na późną porę, nakazując mi zaraz dać znać jak tylko chomik skądś wylezie, to nagle ten mały stworek sam wylazł. Spoza mojego biurka.

Można się domyśleć, co tam robił... Tak, ten czort jeden przegryzł mi kabel od telefonu. A to ci bestia niewyżyta! No ale koniec końców przyznać muszę, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mam nowiusieńki telefon!

Od wieczornych godzin, kiedy już z życzeniami zjawił się u mnie syn, mój żywy prezent urodzinowo-imieninowy (a jak!, żeby było śmiesznie urodziłam go w dniu swoich urodzin i imienin) i przegryziony kabel wymienił, życzenia telefoniczne odbierałam przepięknym, filigranowym, bajeranckim cackiem.

No i czy nie szczęściara ze mnie? Jasne, że tak! Nie na darmo przyszłam na świat w niedzielę.

 

 

Z cyklu: "Opowieści o poważnej i żartobliwej treści"


niedziela, 3 lipca 2022

Letnie łany, łąki, lasy... Krajobrazy na pulpit komputera

Gdziekolwiek jestem, w jakimkolwiek kraju, zawsze zwracam uwagę na pola, łąki, lasy. Zachwyca mnie ich piękno. Zwłaszcza w tych krajach, gdzie ludzie dbają o estetykę swojego otoczenia.

Co piękniejsze krajobrazy z lubością fotografuję i zamieszczam w specjalnym albumie. Często do niego później zaglądam i wybieram sobie na pulpit komputera taki akurat obrazek, jaki mi się najbardziej w danym momencie podoba, w zależności od nastroju, czy też pory roku. Dzisiaj wybieram obrazki lata, bo:

Lato do życia wokół się budzi,
w jego anturażu nikt się nie nudzi,

wszak lato wszystkich stawia do pionu...
wystarczy tylko wyjść czasem z domu.

Iiii???


 

Obrazki letnich krajobrazów są cudowne, aż dech zapiera, kiedy się na nie patrzy. Tak widzą je osoby wrażliwe na piękno.

 











Piękne lato jak przyszło, tak pięknie trwa. Trudno usiedzieć w domu. Prawie codziennie mnie gdzieś nosi. Jak nie rowerem, to per pedes — z kijkami Nordic Walking. Uwielbiam tą cudowną letnią zieleń. Na razie jest soczysta, ale zauważa się już niestety, że z dnia na dzień blednie. Jest zbyt gorąco, a deszczu jakoś niewiele. 

 

Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"