Amorki coraz smutniejsze, wciąż się zamartwiają,
szeregi bezrobotnych bez końca powiększając.
Z cyklu: „Pół żartem, pół serio”
INNE MOJE BLOGI TO: 1. "Szczęśliwa Kobieta" - Blog na tematy z życia wzięte; 2. "Na cętce źrenicy i w obiektywie" - Blog fotograficzny
Amorki coraz smutniejsze, wciąż się zamartwiają,
szeregi bezrobotnych bez końca powiększając.
Z cyklu: „Pół żartem, pół serio”
Nie wiem, czy powinnam być zadowolona, czy nie, ale mam jakąś dziwną słabość do rękawiczek. Pewnie to taka sama jak u niektórych kobiet do butów czy torebek. Jak sięgnę pamięcią, zawsze ich miałam od groma i ciut, ciut. Różnych, przeróżnych. I ciepłych na zimę z różnej włóczki i w różnych kolorach, i ze wszystkimi palcami i z jednym palcem, i skórzane ocieplane, i... nawet już nie mogę sobie przypomnieć, jakie jeszcze.
Na inne pory roku nie inaczej. Też ich miałam mnóstwo. Przede wszystkim skórzane, tyle że z cieniutkiej skórki i też w różnych kolorach. Ale i z innych tkanin również. Zwłaszcza bawełniane. Ba, nawet ażurkowe miałam… To znaczy mam nadal. Mają już zdrowo ponad 30 lat, a ciągle są w idealnym stanie.
Niektórych rękawiczek nie miałam nawet okazji założyć. O wielu zapominałam… Ale je miałam i mam. Coś mi się wydaję, że je chyba nawet kolekcjonuję. Zresztą, czy chcę, czy nie chcę, kolekcja sama się robi.
Czasami nawet śpię w rękawiczkach. Nie, to żadne fanaberie podstarzałej dziewczynki. Żadne też kaprysy. Śpię w rękawiczkach z czysto praktycznych powodów. Pielęgnacyjnych. Bo na odmianę nie cierpię gumowych rękawiczek. Na gumę mam uczulenie. No i kiedy oddaję się sprzątaniu na ten przykład, to czynię to gołymi rękami. A przy takim sprzątaniu, wiadomo, ma się kontakt z różnymi chemikaliami, po których, co tu dużo gadać, zostaje ślad na rękach. To aby się pozbyć tych niechcianych śladów i ręce doprowadzić do w miarę ładnego wyglądu, przed spaniem smaruję je grubo kremem odżywczym lub oliwą z oliwek i zakładam bawełniane rękawiczki. Białe oczywiście.
Czemu mnie tak nagle naszło na takie wyznania? Ano pewnie dlatego, że będąc dzisiaj w lesie, znalazłam samotną rękawiczkę na śniegu. Nie taką, o jakiej w zamierzchłych czasach śpiewały Alibabki. Zupełnie realną.
Rękawiczka jak rękawiczka, a mnie wprawiła w zadumę. Taka ładniutka a taka samotna… i to jeszcze na śniegu. Biedulka! Żal mi się jej w końcu zrobiło, bo taki już wrażliwy i uczuciowy ze mnie człowiek. Podniosłam ją i przyjrzałam się jej wnikliwie. Była piękna, i taka cieplutka. I choć było mi jej żal, że taka samotna, powiesiłam ją na gałęzi pobliskiego drzewa. Pomyślałam sobie, że w ten sposób będzie bardziej widoczna, i ten ktoś, komu się wymsknęła, będzie miał możliwość ją odnaleźć. Wcześniej jednak do jej śladu na śniegu przyłożyłam swoją rękawiczkę i jej ślad też odcisnęłam. Poczułam zadowolenie. Samotnej rękawiczce z pewnością będzie teraz raźniej czekać na swojego właściciela z rękawiczką do pary.
Zadowolona z siebie pobiegłam do auta. Siadając za kierownicą, zmieniłam rękawiczki z wełnianych na skórzane, coby mi się kierownica lepiej rąk trzymała, i pojechałam do domu.
Wchodząc do przedpokoju, z lubością popatrzyłam na swoje dwie pary użytych rękawiczek i powiesiłam je na kaloryferze, by ładnie wyschły, rzecz jasna. Po wypiciu porannej kawy zabrałam się natychmiast za zaplanowane dzień wcześniej polerowanie łazienki. Bez rękawiczek oczywiście, wszak guma mnie mierzi.
Kiedy wieczorem spojrzałam na swoje ręce, byłam pewna, że spać pójdę w rękawiczkach. Koniecznie też z Dżemem, bo lubię. Nie, nie z tym do jedzenia. W łóżku niczego już nie jadam, a już zwłaszcza po umyciu zębów. Dżem do spania mam na myśli — „Do kołyski”:
https://youtu.be/vdZUK85318w?t=18
Z cyklu: "Opowieści o poważnej i żartobliwej treści"
Wreszcie nadszedł ten upragniony dzień. Dziś na Ziemię przybywa Mikołaj. W oczekiwaniu na jego przybycie, życzę Wam kochane dzieci wielu ciekawych wrażeń podczas obserwacji nieba. A kiedy Mikołaj zapuka już do Waszych drzwi, przyjmijcie go radośnie. I nie bójcie się go. Mikołaj, choć ma dużą rózgę, dzieci nie bije.
Mikołaj kocha Was wszystkie. I te grzeczne, i te mniej grzeczne. Dając Wam prezenty, wierzy, tak jak Wy wierzycie w niego, że wszystkie będziecie szczęśliwe, grzeczne i dobre.
Przybywaj już Mikołaju,
Dzieci czekają na ciebie...
Z nosem przyklejonym do szyby,
Oczami wędrując po niebie.
Taka ze mnie melepeta,
Starość przyszła, głowa nie ta.
Kogo winić za to trzeba?...
Ślę pytanie wprost do Nieba.
***
Człowiek naharuje się w życiu jak wół tylko po to, żeby się w końcu aż tak głupio i brzydko zestarzeć? Co za życie?! Kto je takie wymyślił?
Kochana Nastko,
i jak, wyszło Ci coś z tego Twojego medytowania pod jabłonią? Czy może spadającym jabłkiem w czerep dostałaś… i nici wyszły? Hihihi!
Myślałam, że dopiero z domu do Ciebie napiszę, ale tak mi tu dobrze na wsi, że jeszcze z tego miejsca muszę się z Tobą podzielić moją radością…
Aha, żebym nie zapomniała. Bardzo Ci dziękuję za przypomnienie mi o tym grysiku z polewą malinową. Też w dzieciństwie takie jedzonko jadałam… Se nie myśl! I też do dziś lubię. Poprosiłam nawet moją Mamę, żeby mi jak za dawnych lat taki ugotowała. No i wyobraź sobie, że teraz każdego ranka mam go na śniadanie. Bo też soku Mama ma już kilka dużych butli. Sama nazbierała malin w pobliskim lesie, zanim przyjechałam. Masz rację, takie jedzonko to mód w gębie. Czuję się tu jak w raju. Naprawdę.
A wiesz, co mi się w tym raju przytrafiło? Otóż siedzę ja sobie pod drzewem, tym razem pod śliwą, tak mi miło, ciepło, błogo, no to siedzę i siedzę... i nagle, zmorzył mnie sen, to się zdrzemnęłam. Nie wiem, jak długo uskuteczniałam drzemkę, ale gdy się obudziłam, popatrz no, co nad głową zobaczyłam.
Specjalnie ten widoczek uwieczniłam, tak mnie zafascynował. Jak tylko oczy otworzyłam, przez moment nie wiedziałam, co jest grane i gdzie jestem. Już nie wspomnę o raju… no, tym prawdziwym (niby). Bo co ja bym miała w raju robić ze swą czortowską naturą? Hihihi! Pomyślałam, że to jakieś UFO, albo coś w tym rodzaju, i że mnie cichaczem napromieniowuje. Tym bardziej, że akurat śniło mi się, że fruwam niczym ptak w obłokach, i nagle, ni stąd, ni zowąd widzę złocistą łunę świetlną. Nie wiedziałam już, czy to jeszcze sen, czy już jawa. Mówię Ci, zanim się po drzemce całkowicie ocknęłam, dobrą chwilę trwałam w takim stanie zdezorientowania. Wreszcie przetarłam swoje paczajki i aż śmiechem buchnęłam ze swojej fantazji. Widzisz, Nastulko droga, co to spokój i beztroska robi z człowiekiem? Fantazjowanie go ogarnia. Nieziemskie w dodatku… Hihihi! A ja myślałam, że niezdolna już jestem do takiego sennego fantazjowania, a co dopiero na jawie. Że mój umysł to taki raczej ścisły i skłania się li tylko do realistycznego sposobu myślenia i że zdolności do fantazjowania od dawna mam ograniczone… A tu masz! Promienie z samych niebios zobaczyłam… Ty, Nastka, a może ze mną coś nie tak? Ale co tam! Ja się nawet cieszę, bo doszłam do wniosku, że fantazjowanie to cudowna rzecz. Zresztą, Ty sama najlepiej wiesz, bo na co dzień fantazjujesz ile wlezie. Czego wyrazem są Twoje bajeczki, baśnie, opowiadania i cała masa tekstów, które wymyślasz na poczekaniu. A może ja teraz też zacznę pisać? Hihihi! Kto wie?... Kto wie?
Pozdrawiam fantazyjnie, Maryna
Witam, Maryńka.
Góra nie bez powodu tak Cię napromieniowała. Jak nic jesteś wybranką. Teraz tylko czekać na jakieś konkretne efekty tego zabiegu. Oj, przydałby mi się taki snop promieni. Wszak na zdjęciu widzę wyraźnie, że żaden to promyczek a snop. I to dużego kalibru. Najwyraźniej już tam pod tą śliwą odgórnie na Ciebie czekał. Zazdrościć Ci nie będę, bom Ci życzliwa. A bądź sobie wybranką. Pewnie Góra wie co robi. No ale może byś mi tak choć jeden mikro-promyczek z tego snopa podarowała, co? Może on by coś zadziałał i rozjaśnił mój ostatnimi czasy przymulony umysł?
Tak że nic a nic się nie przejmuj, wszystko jest z Tobą okey. A może nawet i lepiej. Z pewnością w najbliższej przyszłości to się okaże… że lepiej. Już Ty coś nowego wymyślisz, by świat zadziwić. Zresztą, po takiej dawce odgórnego napromieniowania nie masz już wyjścia. Po prostu musisz. Hihihi!
Sama więc widzisz, że nic a nic żałować nie powinnaś, iż Twój umysł nie jest aż taki ścisły. Toż to istna katorga żyć z takim umysłem. Myślę, że o wiele fajniej jest móc pobujać sobie w obłokach z luźnym rozumowaniem. Wiem coś o tym. Bujaj więc Maryńka ile wlezie, ku chwale swojej i naszej… Wszak Góra najwyraźniej tak chce. Świetlana przyszłość przed Tobą. Mówię Ci!
Już zawczasu ślę Ci czołobitne ukłony, Nastka
PS
A Ty się ze mnie nie nabijaj. Widzę, że Twoja fantazja już zaczęła pracować na wysokich obrotach. No dobra, dostałam zgniłym jabłkiem w mój osobisty czajnik, zagwizdałam z wrażenia… i poszłam medytować do pokoju. Zadowolona?
(2009)
Z cyklu: „Teksty epistolarne”
Pierwszy śnieżek u nas już
Spadł bardzo nieśmiało...
Coraz piękniej wokół jest,
Wszak robi się biało.
Choinki w białej szacie
Do lasu zapraszają...
O nadchodzących świętach
Nam przypominają.
Leśnicy wystraszeni
Sprzęt swój porzucili
I do swoich domów
Pędem spinkolili.
Stoję na tle bieli,
Śniegu się nie boję...
Coraz mocniej sypie,
Ja wciąż sobie stoję.
I będę słupem stała,
Aż bałwanem się stanę...
Że co, że nim już jestem?
Trudno, tak i pozostanę. ;)
Z cyklu: „Pół żartem, pół serio”
Niedawno znów tam byłam. Kiedy tylko wjechałam rowerem do zagrody, wśród pierzastych zrobiło się wielkie poruszenie. Każde od razu się mną zainteresowało i podchodziło do mnie jak najbliżej tylko się dało.
Emu, nazywany zwyczajnym, nie był znów taki zwyczajny. Był jakiś taki podekscytowany, ruchliwy, że nie mogłam mu nawet zdjęcia spokojnie zrobić. Za każdym razem, co się tylko nastawiłam do pstryknięcia, chciał dziobnąć aparat. A robił to z bardzo dużym impetem — z wyrzutu swojej długiej szyi. W końcu, po któryś tam już z moich uników, udało mu się i z całej siły dziobnął obiektyw. Ślad jego ataku pozostanie na nim już na zawsze. Musiałam bardzo uważać, aby mi aparatu całkiem nie zniszczył. Albo nawet nie porwał. Strasznie był szybki. A ta jego mała główka kręciła mu się na wszystkie strony niczym peryskop. Drugi zaś emu jaja chyba wysiadywał, bo w ogóle się z miejsca nie ruszał i nie reagował na moje nawoływania. Tylko mnie czujnie obserwował.
Kur i kurek w zagrodzie jest mnóstwo. Chodzą sobie wszędzie. I w ogóle się ludzi nie boją. Jeden kogut chodził za mną krok w krok. Coś ode mnie chciał? A może za stróża zagrody robił tylko?
Jedynie gęsi były jakoś mniej towarzyskie. Podchodziły do mnie na krótko i zaraz odchodziły dostojnym krokiem.
Podobnie zachowywał się czarny indor i co rusz odwracał się do mnie tyłem. A tak bardzo chciałam sfotografować jego piękne czerwone korale. I nie udało się.
Wszystkie ptaki żyją ze sobą w dobrej komitywie. W wielu miejscach można było spotkać ich mieszane towarzystwo, które miało sobie dużo do wygęgania, wykwakania, wykokania.
Niektóre gąski były chyba świeżo po "skubaniu", bo im jakoś tak skrzydła opadły. Ale było widać, że nie wiele sobie z tego robiły.
Gołębi w zagrodzie też jest mnóstwo. Co rusz jakiś podfruwał do mnie i bacznie mnie obserwował, gruchając cichutko.
Zainteresowanie ptactwa moim rowerem było duże. Czasami musiałam całe to towarzystwo wręcz od roweru odpędzać. Ich szczególne zainteresowanie oponami stawało się momentami niebezpieczne. Dla mojego roweru oczywiście. Ale w sumie dla mnie też. No bo jak bym do domu wróciła?
Bliski kontakt z naszymi braćmi mniejszymi daje dużo radości i odprężenia od trosk dnia codziennego. Kto nie wierzy, niech spróbuje choć na chwilę pobyć w ich towarzystwie (gdziekolwiek tylko one są), sam się wtedy przekona, że to szczera prawda.
Z cyklu: „Zoologia stosowana”