wtorek, 11 lutego 2020

Pobajaj nam Miłka (4)

Baju, baju, baju baj
baje bajki Miłka...
Siądźcie dzieci wokół niej,
będzie ich dziś kilka.

Będzie bajka o Charlocie
i egoiście Chomiku.
Będzie także i o Sroczce
i o siwym Koniku.

Cicho dzieci, cicho sza!
Miłka zaczyna bajać...
Pierwsza baja o Charlocie,
po czym kolejne baje:





Mrówka Charlota

Małej mrówce imieniem Charlota,
Zobaczyć morze przyszła ochota.
Cały już tydzień kufer pakuje,
Okazji na podróż wypatruje.

— Może by tak… samolotem?
Nie. Ten pomysł przemyślę potem.
Wiem! Lepszy będzie autostop.
Auto staje… A ja — hop!
Dobry pomysł, lecz ma wady.
Z ciężkim kufrem wsiąść nie dam rady.
— Och Charlotko! — gniewa się jej mama.
— Takich pomysłów nie miewa dama.

Lecz ta Charlota jest bardzo uparta,
W swoim pomyśle stanowcza i zwarta.
— Ja tylko chcę zobaczyć morze,
Czy nikt zrozumieć tego nie może?!

Wiele pomysłów na podróż już miała,
Żaden nie wypalił, czegoś się bała.
Nikomu się przyznać jednak nie chciała.
— Jestem odważna! — wciąż powtarzała.
I w końcu powzięła postanowienie:
— Wyjeżdżam jutro. Zdania nie zmienię.

I choć wciąż tylko na etapie myślenia,
Ale już widzi jak na do widzenia
Wszystkim chusteczką białą macha
I do pojazdu już wsiąść się nie waha.

Myśli te robią ogromne wrażenie…
— Nie zwlekam dłużej. Spełniam marzenie!
Lecz jaki pojazd? Chyba nie… pociąg?
I znów strach się w nią wwierca niczym korkociąg.

— Och Charlotko! — wzdycha jej mama.
— Co tak obmyślasz tutaj sama?

A Charlota?... Ciągle duma.
Mętlik ma w głowie. Nic nie kuma.
— Wszystkie pomysły są do bani.
— Samą już siebie za nie gani.

Myśli dalej: — Trudna rada…
Dłużej tak myśleć nie wypada.
Stalowe pojazdy zapomnieć muszę,
Inaczej w podróż nigdy nie ruszę.
Bo takie pojazdy to istne potwory,
Lękam się ich jak sennej zmory.
Do kitu te wszystkie moje pomysły…
Zaraz… już wiem! Skoczę do Wisły!

— Tak, to jest pomysł — z radością pomyślała
I sama do siebie się w głos zaśmiała.
— Wisła do morza wpada niezbicie…
Fujara ze mnie, żadne to wszak odkrycie.

— Patyczków parę, źdźbeł trawy kilka,
Zbudować tratwę to tylko chwilka.
Na ster użyję rybiej łuski,
A potem już w rejs, choćby do… Ustki.
Ach, jeszcze żagiel… zrobię go z liścia…
Oj, chyba popłynę. Nie mam już wyjścia!

— Och Charlotko! — martwi się mama.
— Uważaj na siebie, będziesz tam sama.
Na podróż upiekłam ci pyszną szarlotkę...
— I bliska już płaczu, przytuliła Charlotkę.

— No to w drogę! Wypływać już czas…
Do zobaczenia! Żegnam was!

Ostatnie spojrzenie w stronę mrowiska.
Żal się rozstawać. Płaczu jest bliska.
Na tratwę jednak wsiąść się nie waha.
Wszystkim znajomym chusteczką macha.

— Zobaczę morze i... jadę z powrotem.
O mojej podróży opowiem wam potem!



Chomik Egoista

Małemu chomikowi imieniem Egoista,
Najeść się na zapas — to rzecz oczywista.
Mieć pełny brzuszek — to jego wola,
I napchać jedzeniem dwa boczne wola.

Pochłania wszystko co znajdzie na drodze,
Czym inne zwierzątka zasmuca srodze.
W swej zachłanności granice postradał…
Ależ egoista! Tylko sam się najadał.

I chociaż inni jeść też coś muszą…
Jedzenie znika zanim coś ruszą.
— Och, Egoisto, co z ciebie za egoista?!
Trudno żyć z takim — to rzecz oczywista.

Raz chomik poszedł na wycieczkę do lasu...
— Chować jedzenie!!! I to zawczasu!
— W panikę wpadły leśne zwierzątka
I każde co może upycha po kątkach.
Lecz chomik sobie nic z tego nie robił…
Jeść, i mieć co jeść — to jego hobby.
Głośno zawołał: — Spiżarnia moja nie będzie pusta!
— I ruszył jeszcze raźniej ze śpiewem na ustach:

Jestem sobie Egoista,
Żyję sobie sam!
Hej!!!
Niechaj do mnie nikt nie bryka,
Guza będzie miał!
Hej!!!
Tylko siebie kocham
I o siebie dbam.
Czuję się jak w niebie,
Bo wszystko mam… i mam, i mam!

I tak zawodząc na cały las,
Szedł dziarskim krokiem, podskakując co raz.

Aż tu nagle!... Co się dzieje?!
Cały las ożył i głośno się śmieje.
Do śpiewu odeszła mu zrazu ochota,
Bo się zagapił i… wpadł do błota.

Stał tak nieborak w błocie po pas...
Bez pomocy, choć zwierzaków pełen las.
Tylko wiaterek szumiał gdzieś w oddali,
Coś o tym jak to wielcy egoiśśśści sssstają się mali.

A echo to wszystko powtórzyło
I jeszcze od siebie coś dorzuciło:
— Jesteś egoistą? Żyjesz sobie sam?
Twoja wola! Lecz jedną radę ci jednak dam:

— Życie jest piękne, lecz czasem mniej,
Dużo przyjaciół więc lepiej miej…
A żebyś liczyć na nich mógł,
Spłacaj im zawsze przyjaźni dług.


Mama Sroczka

Po starym drzewie Sroczka skakała.
Za swymi dziećmi wszędzie szukała.
Jedno znalazła — policzyła.
Drugie znalazła — policzyła.
Trzecie znalazła — policzyła.
Czwarte znalazła… pewność straciła.
A kiedy i piąte przyuważyła,
Rachubę dzieci całkiem straciła…
Z wrażenia w końcu z kretesem zdębiała,
Gdyż zapomniała ile dzieci miała.


Siwy koń

Hej ty koniu, siwy koniu,
pięknym żeś rumakiem.
Ech pognałabym ja z tobą,
upajając się wiatru smakiem.
Choćby na oklep i bez baczmagów,
byleby z tobą, boś koń na schwał.
I heya! z kopyta galopem,
a w szczerym polu już tylko cwał.

Hej ty koniu, siwy koniu, 
dokąd ty tak gnasz?
Parskasz, prychasz, rwiesz z kopyta,
rozwichrzoną grzywę masz.

Czujesz pewnie zapach wiosny
W południowym wietrze...
Galopujesz po horyzont,
chrapami wciągając powietrze.

Ech ty koniu, siwy koniu,
pięknyś ty ogierek!
Marzysz pewnie o swej klaczy
słodkiej jak cukierek.

Marzenia jak skrzydlaty pegaz
niech cię w przestworza niosą,
a ujrzysz wnet w obłokach klacz,
przystrojoną srebrzystą rosą.

Ech ty koniu, siwy koniu,
gnaj po horyzont, gnaj!
Gdy znów wrócisz do mnie we śnie,
w moim sercu zakwitnie raj!


By osiągnąć cel...


By osiągnąć cel trzeba czasem zboczyć z kursu. Należy jednak uważać, żeby tylko z kątem zboczenia nie przeszarżować zbytnio.






czwartek, 6 lutego 2020

Co z tą fortuną?

Fortuna lubi się toczyć. Albo kołem, albo kulą. Najlepiej, żeby się kulą toczyła, wtedy potrafi urosnąć do ogromnych rozmiarów. Tyle że po osiągnięciu swojego apogeum, czasem szybko topnieje.








112 SOS Alarm

Niedawno po raz pierwszy w życiu miałam okazję zadzwonić na numer alarmowy 112. Był poniedziałek, swoim zwyczajem z samego rana wybrałam się na kijki do lasu. Kiedy na parkingu na szczycie góry wysiadłam z auta, zobaczyłam, że wszędzie pełno śniegu i mgła choć oko wykol. Pomaszerowałam więc odśnieżoną dróżką wzdłuż skraju lasu.




Pokonywałam akurat jakiś 6 kilometr i zbliżałam się do gospody znajdującej się pod lasem. Wtedy nagle usłyszałam przeciągłe i głośne ujadanie psów. Zdziwiło mnie to bardzo, ponieważ takie szczekanie psów to tu rzadkość. Bezpańskich psów nie ma tu w ogóle. Wszystkie psy mają swoich właścicieli, a żaden właściciel nie dopuszcza do tego, aby jego pies czy psy robiły takie larum. Zwłaszcza tak długo. A te psy, które słyszałam w oddali, ujadały i ujadały, i to jakoś tak żałośnie. Postanowiłam podejść bliżej gospody, aby zobaczyć co tam się dzieje. Wiedziałam, że gospoda o tej porze jest nieczynna. Kiedy się do niej zbliżyłam, na niewielkim placu zabaw, tuż obok gospody, zobaczyłam trzy wilczury, jeden leżał na śniegu, a dwa stały nad nim i szczekały wniebogłosy. Usłyszałam też szczekanie jeszcze jednego psa, ale gdzieś z głębi lasu. Zdębiałam! Nie wiedziałam, co mam robić. Dookoła nie było żywej duszy. Ludzkiej duszy. Oczywiście oprócz mojej, strwożonej już nie na żarty. Wprawdzie nie mam lęku przed psami, bo jestem „psią mamą” od zawsze, ale trzy wilczury i czwarty gdzieś tam, to trochę za dużo jak dla mnie w tych okolicznościach. Postałam tak z dobry kwadrans z nadzieją, że może coś się zmieni, że może właściciel tych psów się pojawi albo że psy same z siebie przestaną szczekać, ale nie, psy szczekały nadal i jeszcze bardziej donośnie. Niewiele już myśląc, postanowiłam użyć telefon komórkowy i zadzwonić na numer alarmowy — 112. Tak też uczyniłam. W końcu po to on jest. Odebrał miły głos męski. Przedstawiłam sprawę co i jak, i kiedy skończyłam nadawać, męski głos zaczął mnie dopytywać jak się nazywam, gdzie teraz jestem, i co widzę dookoła. Podałam grzecznie swoje nazwisko i zgodnie z prawdą powiedziałam, że stoję jakieś 50 m od tego miejsca gdzie są te psy i że żadnego człowieka do tej pory nie widziałam, ani po drodze ani w tym miejscu gdzie stoję. Męski głos poprosił mnie wtedy, żebym jeszcze na moment poczekała. No to czekałam. Po krótkiej chwili w słuchawce usłyszałam:
— OK., mamy panią, dziękujemy, już jedziemy! 
— Pewnie przez satelitę namierzyli mnie, a właściwie moją komórkę — pomyślałam i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku ruszyłam w drogę powrotną.
Kiedy dochodziłam już do swojego auta, usłyszałam nadlatujący helikopter. Choć mgła nadal była gęsta jak mleko, wnet go też zobaczyłam między gałęziami drzew. Leciał nisko i kierował się w stronę gospody.



Do dziś nie wiem, co się tam właściwie stało. Dowiem się pewnie z naszej lokalnej gazety. Pewnie w kronice policyjnej napiszą, tak jak napisali o śmierci mojego sąsiada z domu z naprzeciwka, którego zwłoki wybawiłam od zupełnego rozkładu*. Ale wtedy dzwoniłam z domu, telefonem stacjonarnym, toteż od razu wiedziałam, co się stało. Policja poinformowała mnie osobiście i podziękowała za czujność i reakcję.

* link do tej historii: "Jak dobrze mieć sąsiada"

wtorek, 4 lutego 2020

Życie jest zbyt krótkie, by karmić się złymi wspomnieniami

Mało jest ludzi na świecie, którym dane było mieć szczęśliwe dzieciństwo i młodość. A jeszcze mniej, którzy potrafią wyprzeć z pamięci złe wspomnienia a tylko dobre zachować. Wielka to szkoda. Życie jest zbyt krótkie, by karmić się złymi wspomnieniami, by tracić czas na ich wieczne rozpamiętywanie. 






Piękno i dziwaczność w drzewach zaklęte

Są drzewa, obok których nie można przejść obojętnie, tak zachwycają i zadziwiają jednocześnie. Jedne pięknem, inne dziwacznością. A jeszcze inne, i jednym i drugim. Zwłaszcza ich pnie swoim wyglądem potrafią wprawiać w osłupienie.

Fani dendroterapii mają swoje ulubione drzewa i do przytulania wybierają te najładniejsze, najzdrowsze. A czy do takich dziwacznych drzew można się przytulić? Niech każdy odpowie sobie sam.




Każdy, kto ma wyobraźnię, widzi w nich coś innego. Czym innym go zachwycają, czym innym zadziwiają… I o to właśnie chodzi. Przyroda jest piękna, bardzo tajemnicza i inspirująca.





niedziela, 2 lutego 2020

Pobajaj nam Miłka (3)

Baju, baju, baju baj
baje bajki Miłka...
Siądźcie dzieci wokół niej,
będzie ich dziś kilka.

Będzie bajka o Biedronce
Będzie i o Wronie.
Będzie także o Wiewiórce
i Syrenie w oceanie.

Cicho dzieci, cicho sza!
Miłka zaczyna bajać...
Pierwsza baja o Biedronce,
po czym kolejne baje:




Radość Biedroneczki Kropeczki


Biedroneczka Kropeczka fruwa po łące,
Trzyma liczydło w swej prawej rączce.
Fruwa i fruwa i nie znajduje
Tego akurat, co potrzebuje.

Cóż jej potrzeba, czy wiecie dzieci?
Słoneczko już wie — i mocno świeci.
Po całej łączce strzela promykami
I się zabawia rosy kropelkami.

Pewne już zgadłyście, drogie dzieci,
Że nie na darmo słońce tak świeci…
Chce pomóc jej znaleźć to, czego szuka,
Bo też dla niego to żadna sztuka.

Czego więc szuka ta nasza Kropeczka?
Kropelki rosy wielkiej jak beczka,
By niczym zwierciadło jej posłużyła,
Gdy ona swe kropki będzie liczyła:

Dzięki słoneczku, gdy taką ujrzała,
Aż się w głos kontent radośnie zaśmiała.
Przejrzała się w niej jak w zwierciadełku,
Licząc głośno kropki na liczydełku:

— Jedna, dwie, trzy… po stronie prawej.
Jedna, dwie, trzy… po stronie lewej.
A to na liczydle daje wszak sześć...
Dorosłe życie mogę już wieść!!!—
Krzyknęła głośno i frruu! poleciała
Prosto do nieba, bo tam lecieć chciała.

***

Słoneczko Biedronkę wciąż obserwowało,
Widząc ją całą happy, w głos się zaśmiało.
I choć wie, że jej kropki nie świadczą o wieku,
Nic nie powiedziało, gdyż świat zna od wieków.
Wie, że wszyscy na Ziemi swe radości mają,
Lubi na nie patrzeć, bo mu sił dodają.



Wrona bez ogona?

— Kra, krra, krrra!!! — zakrakała Wrona.
— Kto powiedział, że nie mam ogona?
Niech lepiej zamknie swój wstrętny dziób,
Bo zaraz będzie mój największy wróg!

I coś tam jeszcze zakrakała…
I fruuu… na drzewo poleciała.
Siedzi na drzewie i spod oka
Spogląda wzburzona z wysoka.

Nikt Wrony się jednak nie wystraszył,
Każdy zajęty sobą w gnieździe się zaszył.
— To z tchórzostwa — Wrona pomyślała.
— A nuże, tchórze! — wesoło zakrakała.

— Kto powiedział, że nie mam ogona?!
— Jeszcze raz głośno zakrakała ona
I zrobiła minę niczym obrażona dama…

  • Och Wrono, nikt nie powiedział… To ty sama!


Wizyta Wiewióreczki

To ja Wiewióreczka...
Czekam tu od rana,
Aż wyjrzysz przez okno
I dasz mi banana.

Lubię też orzeszki,
Każdy o tym wie.
Też o tym pamiętaj,
Zanim wszystkie zjesz.

Kto umie się dzielić,
Przyjaciół znajduje...
Tego się też lubi
I bardzo szanuje.



Bajeczny ocean

Baju baj, bajają fale w oceanie…
Zewsząd się słyszy ich bajeczne pluskanie.
Syrena morska tak je zaczarowała,
Gdy po wodach oceanu ongiś pływała.

Urzeczona bezkresnym pięknem oceanu,
Nakazała falom strzec jego stanu…
A kiedy w głębinach cud anemony ujrzała,
W purpurowych kwiatuszkach się zakochała.

W bajkowe postacie anemony przemieniła
I miłością gorącą każdą postać otoczyła…
Od tamtej pory kołyszą się fale na oceanie,
A z głębin dobiega chóralne śpiewanie.

Baju baj, baju baj… oceanie bajeczny.
Strzec ciebie będziemy byś był bezpieczny,
Bo my jesteśmy strażnicy bajkowi,
Do walki o twoje piękno — zawsze gotowi.