sobota, 30 lipca 2022

Lipiec się kończy, dojrzewanie roślin trwa

Z końcem lipca świat nabiera barw i zapachów. Wszystkie rośliny pięknie dojrzewają. Kwiaty pysznią się pięknymi kolorami; owoce coraz bardziej smakują; zboża powoli szykują się do żniw.

 


Ten powojnik dopiero od kilku lat pnie się po drzewach u mnie w ogrodzie. Nie wiem, skąd się wziął. Ja go nie sadziłam. Najwyraźniej jakiś samorodek, ale bardzo ładny... i jeszcze bardziej tajemniczy. 

 


Moja imienniczka w tym roku szczególnie pięknie obrodziła. Aż dziw bierze. Taka susza, a ona się czerwieni... Może ze złości?



Jabłka też powoli dojrzewają. Wprawdzie do października mają jeszcze czas, ale czy długotrwała susza je nie wykończy? Mam nadzieję, że jednak nie.

 


Zboża pięknieją,

Ich źdźbła tężeją,
Ziarna pęcznieją.

Natura tkliwa,

Wiatr łanem kiwa...
Wnet przyjdą żniwa.


W tym roku wszystkie rośliny w procesie dojrzewania mają o wiele trudniej niż chociażby w poprzednim roku, wszak deszczu było bardzo mało już w czasie wiosny i teraz susza daje im się we znaki podwójnie.

Widać jednak, że dzielnie walczą z niedogodnościami i mimo to dojrzewają... dla nas, dla naszego dobra. 

Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"


środa, 27 lipca 2022

Półkolonijny Teatrzyk Dziecięcy zaprasza do świata bajek. Opowiastka Mexa

Nie wiem, jak wy, dzieci, ale ja bardzo lubię wakacyjne półkolonie. U nas co roku zaczynają się w sierpniu, bo my też dopiero na koniec lipca rozpoczynamy wakacje. Nie tak jak w Polsce pod koniec czerwca, jak mówi moja babcia. A babcia wie, bo w Polsce w szkole pracowała.

Z wielkim wytęsknieniem czekam już na te nasze półkolonie. Na nich jest zawsze mnóstwo dzieci w różnym wieku. Wszyscy jesteśmy podzieleni na grupy i mamy swoich wychowawców. A mieści się ona w takim dużym drewnianym domu położonym w pięknym, zalesionym miejscu na szczycie góry. Tam jemy drugie śniadanie, obiad i podwieczorek. Codziennie mamy dużo różnych atrakcji. Gramy w różne gry, uczymy się śpiewać, jeździmy na wycieczki. Mamy też różne pogawędki z policjantami, strażakami, lekarzami, sportowcami, a nawet aktorami. Fajnie jest na tej naszej półkolonii, mówię wam.

Na zakończenie turnusu urządzamy zawsze przedstawienie dla naszych rodziców, dziadków, ale też i dla innych gości. W tym roku z pewnością będzie podobnie. Póki co, opowiem wam o przedstawieniu z poprzedniego roku:

Pogoda w tym ważnym dla nas półkolonistów dniu była deszczowa i deszcz co rusz popadywał, ale to nie przeszkadzało ani nam aktorom, ani widzom. Bo też wśród aktorów i publiczności atmosfera była gorąca. Przedstawienie odbyło się na dworze, na specjalnie zmontowanej scenie. Do świetlicy wszyscy przenieśliśmy się później, na dalszą część imprezy.

Swoje role z różnych bajek odgrywaliśmy z wielkim przejęciem. Była i mała trema, ale gromkie brawa widzów dodawały nam odwagi i przedstawienie szło jak… z płatka, jak to babcia nieraz mówi.

Wszyscy byliśmy pięknie ucharakteryzowani. Wyglądaliśmy jak prawdziwe postacie z bajek. A scenografia? Ha, ta to była dopiero wspaniała. Jak na teatr przystało, wymagała też trochę wyobraźni, ale przecież o to chodzi, aby każdy z widzów swoją wyobraźnię przyjemnie wytężał. Dzieciaki same scenerię przygotowały, rekwizyty także. Najwięcej dziewczynki ze starszych grup.

 

 

Kiedy graliśmy na scenie, niektórzy aktorzy po wypowiedzeniu swoich pierwszych kwestii, rozglądali się po widowni, szukając wzrokiem swoich bliskich. Ten, który kogoś ze swojej rodzinki wypatrzył, uradowany szybciutko się uśmiechnął, kiwnął rączką… i dalej grał swoją rolę. Jednak zdarzało się i tak, że nie każdy od razu potrafił się przestawić na granie i sufler musiał niektórym z nas tekst podpowiadać. Mnie też raz musiał. Wtedy, gdy rozproszyło mnie szczęknięcie naszego psa Aramisa i na chwilkę się zawiesiłem. Bo moją mamę, tatę, babcię i starszą siostrę to ja już wcześniej widziałem, gdy tylko w roli małpki dumnie wchodziłem na scenę. Wszyscy razem siedzieli uśmiechnięci w drugim rzędzie. Aramis też.

Tak że sufler miał co robić... Tak, tak, jak na szanujący się teatrzyk przystało, mieliśmy też i suflera. Nawet dwóch. Obaj dzielnie trwali w ukryciu, jeden z prawej strony sceny, drugi z lewej i co rusz nam podpowiadali, jak zaszła taka potrzeba.

Po odegraniu wszystkich przygotowanych przez nas inscenizacji, przyszedł czas na tańce i śpiewy. No, to wtedy już było superowo, bo i reszta dzieci, a także widzowie się dołączyli i śpiewali razem z nami, klaszcząc przy tym do rytmu. Och, jakże głośno i wesoło było na scenie i na widowni. Pewnie aż cały las tętnił naszym radosnym śpiewem, a pracowite jak zawsze echo niosło te dźwięki jeszcze dalej.

Na koniec, kiedy już śpiewać przestaliśmy, podziękowaliśmy wszystkim naszym wychowawcom za wspaniały wspólnie spędzony czas i paniom kucharkom za pyszne jedzenie, a także gościom za tak liczne przybycie... i roześmiani zeszliśmy ze sceny. Wszak czekał na nas jeszcze pyszny poczęstunek i wiele innych atrakcji, jak na przykład uwielbiana przez nas loteria fantowa.

W międzyczasie, my, aktorzy teatrzyku, i pozostałe dzieciaki, chętnie pozowaliśmy do zdjęć... I słusznie! Tak myślę, bo był to nasz wielki i radosny dzień. A że widzów, uśmiechów i braw było sporo, to i zdjęć było sporo.

Przed rozejściem się do domów, jak co roku, wszystkie dzieciaki na szybko ustawiły się w dwuszeregu i zawołały chórem:

Do następnego roku! Zapraszamy wszystkich!

Do następnego! Dziękujemy za zaproszenie! Będziemy na pewno! — też chórem odpowiedzieli goście.


niedziela, 24 lipca 2022

Już niedługo, prezesie Kaczyński


 
(Fot. Piotr BlawickiEast News)


Od siedmiu niemalże lat, za przyczyną Kaczyńskiego, jestem zniesmaczona sytuacją w kraju. Za jego despotycznych rządów — z tylnego siedzenia — Polska zmieniła się nie do poznania. Oczywiście na gorsze w moich oczach. Tak jak i w oczach większości Polaków. A tylko dlatego, jak swojego czasu pisał New York Times, że: „znajduje się w szponach bólu, zemsty i paranoi"? Na to wygląda. Trudno się z tym pogodzić, że z powodu widzimisię jednego człowieka cały naród musi znów cierpieć.

Bo jakże to tak? Przez kilkadziesiąt lat Polacy obalali reżim komunistyczny po to tylko, żeby teraz dać się zniewolić temu oderwanemu od rzeczywistości człowiekowi — spychającemu Polskę w odmęty zacofania? Po to, żeby wraz z rozpasanymi purpuratami władającymi kościołami mógł włazić z buciorami w osobiste życie Polaków?... Toż to się w głowie nie mieści.

Bardzo zawiodłam się też na opozycji. Generalnie jest do bani. Nad czym bardzo ubolewam. No dobra, muszę jednak przyznać, że od czasu powrotu Donalda Tuska do krajowej polityki zaczęła się jawić nadzieja, że w najbliższym czasie opozycja weźmie się wreszcie porządnie w karby i się zjednoczy, i że wreszcie odsunie od rządzenia tego nienawistnego, małego (nie tylko wzrostem) człowieka.

Warto w tym miejscu też przypomnieć, jakie zdanie o swoich synach miał ich ojciec. Otóż Rajmund Kaczyński wielokrotnie przestrzegał przed oddaniem władzy Lechowi i Jarosławowi:

— „Boże, uchroń Polskę przed moimi synami narwańcami”.

Niejednokrotnie też powtarzał:

— „Moim dzieciom nie wolno dawać władzy. Zniszczą każdego, kto jest od nich lepszy, bo są złośliwi”.

Pytanie nasuwa się więc samo: — Czy ojciec może się mylić w opinii o własnych dzieciach?

Ostatnio despota Kaczyński, jako niedoszły „emerytowany zbawiciel narodu” (to jego marzenie, o którym nieraz mówił), sam się opozycji boleśnie podkłada, wszak wyraźnie traci grunt pod nogami i nie potrafi opanować wrzenia w swojej niby to zjednoczonej prawicy.

Nadzieja rośnie więc z dnia na dzień. Jeszcze trochę, a Polska znów się podniesie. Polakom będzie się żyło znów normalnie i z czasem coraz dostatniej, dzięki swojej pracy i Unii Europejskiej. A Kaczyński pójdzie wreszcie na emeryturę i wraz ze swoją świtą zostanie sprawiedliwie rozliczony: za zawłaszczenie TV publicznej; za zakłamywanie historii; za zawłaszczanie kościołów; za korupcje; za nepotyzm; za przekręty... i wreszcie — za wszystkie afery, których się dopuścił wraz z innymi członkami PiS. A jest już ich, jak wypunktowali dziennikarze — ponad siedemset.

Mam głęboką nadzieję, że mu się nie uda przechytrzyć losu i przed odpowiedzialnością zwiać na Węgry wraz ze swoimi wybrańcami, gdzie, jak twierdzą niektórzy dziennikarze, nad Balatonem szykują sobie rezydencję, po to też, aby po utracie władzy — wpływać stamtąd na losy Polski... No nie daj Bóg!

 

piątek, 22 lipca 2022

Taxi Babcia przyjechała. Opowiastka Mexa

 Dzisiaj w przedszkolu mieliśmy bardzo ważną uroczystość. Witaliśmy dwójkę nowych przedszkolaków. Chłopczyka i dziewczynkę. Wszystkie dzieci były tym faktem niesamowicie podniecone, ale dzięki naszym paniom przedszkolankom uroczystość przebiegła miło i radośnie. Nowe przedszkolaki szybko pozbyły się tremy i poczuły się swobodnie. Były śpiewy, były tańce, a potem wspólny obiad i po nim zabawy w ogrodzie.

Gdy przyszedł czas powrotu do domu, zaczynali się schodzić rodzice dzieci, albo dziadkowie. Ja wyczekiwałem na moją babcię.

Kiedy tylko zajechała na parking przedszkola i wychodziła z auta, wyskoczyłem zza żywopłotu ze swoim aparacikiem fotograficznym, który dostałam od niej na urodziny i... pstryk!, zrobiłem jej zdjęcie, i zaraz zawołałem:

Taxi Babcia przyjechała! — Babcia się śmiała, a ja razem z nią.


Bardzo lubię, kiedy babcia mnie odbiera z przedszkola, bo potem jedziemy do niej do domu i w jej ogrodzie gramy w piłkę nożną. Babcia już dawno nauczyła mnie grać, jak byłem jeszcze bardzo malutki. A jak się już zmęczymy kopaniem piłki, wtedy proszę babcię, aby mi puściła na YouTube filmik o Bolku i Lolku. Uwielbiam tych dwóch braci i ich niezwykłe przygody.

Czasami babcia mi czyta też książeczki o nich, które sama napisała. Dzisiaj, zanim poszliśmy do ogrodu grać w piłkę, poprosiłem ją, aby przeczytała mi tę książeczkę o Bolku i Lolku, w której witają nowych przedszkolaków. Chciałem sprawdzić, czy podobnie witali jak my. No i babcia mi przeczytała.

W książeczce tej najbardziej podobał mi się wierszyk, bo już całkiem upewnił mnie, że tak jest naprawdę. Bolek i Lolek witali nowych przedszkolaków podobnie miło jak my, i są to tacy sami chłopcy jak my. Babcia też to potwierdziła. I dodała jeszcze, że wszystkie dzieci, w każdym kraju, na całym świecie — są kochane.

Po wysłuchaniu całej książeczki, poprosiłem babcię, aby mi ten wierszyk wydrukowała. Chcę go sobie powiesić na ścianie nad łóżkiem. Na nim będę się uczyć czytać. Zanim pójdę za rok do szkoły, to sam już go sobie cały po polsku przeczytam. Bo pamiętacie dzieci z moich poprzednich opowiadań, że ja się urodziłem i mieszkam w Niemczech i że to babcia mnie nauczyła mówić po polsku.

Babcia nieraz się ze mnie śmieje, że ja rozmawiam po polsku jak stary Polak. Nie wiem, czy to dobrze, ale myślę, że tak. No to i czytać muszę umieć po polsku — jak stary Polak. I ten babciny wierszyk mi w tym pomoże:

Witajcie Przedszkolaki

(wierszyk z opowiadania babci pt. „Bolek i Lolek witają nowych przedszkolaków”)


Hejże „wy nowi”, chodźcie tu do nas...

Chłopczyku, dziewczynko, wołamy was!

Wita was całe przedszkole nasze,

Które od dzisiaj — będzie też wasze.


A że przedszkole — to właśnie my,

Bawmy się razem… więc zapraszamy!

Zabawki różne na nas czekają,

Już nas do siebie szeptem wołają.


Książeczki także mamy ciekawe,

A w nich piękny świat, przygody klawe.

Będziemy śpiewać i tańczyć cudnie.

Razem nie będzie nam nigdy nudnie.


Możemy się bawić też i w ogrodzie.

Hasać tam wesoło przy pięknej pogodzie;

Stawiać w piaskownicy duże zamki z piasku;

Zażywać kąpieli w słoneczka blasku.


Tam huśtać się może też każdy z nas.

Wysoko, coraz wyżej... przez długi czas.

Może też wpaść na nasze boisko.

Kto lubi sport, znajdzie tam wszystko.


Nasze przedszkole jest dla nas wspaniałe.

I my to wiemy, przedszkolaki małe.

Dlatego kochamy to miejsce nasze,

Które od dzisiaj — jest też i wasze! 

 

czwartek, 21 lipca 2022

Niby-bajka o współczesnym Czerwonym Kapturku

 

Czerwony Kapturek już dzisiaj

po lesie samotnie nie chodzi...

Nie ze strachu przed groźnym wilkiem,

lecz złem — co od ludzi pochodzi.


Dzisiaj w lesie natknąć się można

na koszmarnych ludzkich potworów,

co groźniejsi od dzikich są zwierząt,

a nawet pozaziemskich stworów.

 

A taki jeden potwór z drugim,

to zło wcielone z natury.

Trudno jest dziecko przed nim ustrzec... (?)

 

— Dość tego! Pokażmy pazury!