sobota, 29 października 2022

Halloween, zabawy w klimacie zaświatów i duchów

Zbliża się 31 października, Halloween. Tradycje tego święta dotarły do Polski pod koniec XX wieku i choć mają wielu przeciwników, z roku na rok stają się coraz bardziej popularne. Wszak to dzień zabawy pozwalającej nam na wesoło oswajać się z tym, co nieuniknione — ze śmiercią.

Radosnego więc Halloween! Życzenie to oczywiście nie dotyczy tych, których to święto brzydzi, obraża albo wkurza. Życzenie to skierowane jest do wszystkich tych, którzy mają poczucie humoru i lubią się bawić. A także obserwować jak się inni bawią. Zwłaszcza dzieci.

Tradycje święta Halloween wywodzą się z pogańskiego, celtyckiego obrządku sprzed 2,5 tys. lat zwanego: „All Hallow's Ele”, czyli Wigilią Wszystkich Świętych. Celtowie w czasie Samhain (przypadający właśnie na 31 października) odprawiali modły za zmarłych, by wspomóc ich w wędrówce przez zaświaty. Wierzyli, iż w noc z 31 października na 1 listopada duchy zmarłych schodzą na ziemię, aby odwiedzić swoich bliskich. Ta noc była dla nich wyjątkowo magiczna, ponieważ według ich wierzeń, wieczorem kończyło się lato i stary rok, a zima i nowy rok zaczynały się dopiero o świcie. Dwanaście nocnych godzin nie należało więc ani do lata, ani do zimy, były niczyje. I to właśnie w tych godzinach magicznej nocy dusze zmarłych odwiedzały swoich bliskich.

Pozostałością tych pradawnych wierzeń jest właśnie Halloween, którego prawdziwe tradycje ostały się zapewne jeszcze tylko w Irlandii. Tam też do dziś jest jednym z najważniejszych dni w roku.

We współczesnym Halloween trudno doszukać się elementów mistycznych. Halloween to przede wszystkim zabawa.

Obchodzone jest hucznie w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii. Ale przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, i to za przyczyną irlandzkich osadników właśnie, którzy te tradycje w XIX wieku przywieźli tam ze sobą, osiedlając się licznie.

W ostatnich latach Halloween to przede wszystkim zwyczaj związany z maskaradą odnoszącą się do święta zmarłych. Popularnym zwyczajem jest przebieranie się za duchy, upiory, czarownice, wampiry, diabły. Im straszniejsza postać, tym lepiej… tym bardziej cool! Tak przebrane dzieci chodzą po domach sąsiadów, i pukając do drzwi, wołają: — „Trick-or-treating!” (ang. cukierek albo psikus!). Psikusem tym jest jakaś psota, którą dzieci robią właścicielowi, jeśli ten zlekceważy je i nie da "zapłaty". Ludzie, którzy mają w sąsiedztwie dzieci, a także, co najważniejsze, poczucie humoru, przygotowują się do Halloween i już wcześniej zaopatrują się w słodycze… I wszyscy się przy tym bardzo dobrze bawią.

W Niemczech, w niektórych landach, Halloween jest także bardzo popularny. Dzieci w upiornych przebraniach wędrują od domu do domu, i pukając do drzwi, wołają: —„Süß oder sauer?!“ — (niem. słodkie albo kwaśne?!).

Odwiedzany przez dzieci dom musi być jednak udekorowany halloweenowymi ozdobami. Jeśli nie jest, dzieci omijają go. Taką znamienną dekoracją halloweenową, i zarazem nieodłącznym symbolem tego święta jest wydrążona dynia z otworami w kształcie twarzy ze świecą w środku.

 

 


W Polsce, jak już wspominałam, Halloween pojawiło się w latach 90. I choć nadal budzi wiele kontrowersji, zwłaszcza wśród księży, z roku na rok rozpowszechnia się coraz bardziej. Dzieje się tak pewnie dlatego, iż pozwala ludziom do tematyki przemijania i śmierci podejść w luźniejszy sposób. Ba, nawet się pobawić wesoło i radośnie. A dzieci z kolei, dzięki tej zabawie, choć upiornej nieco, to jednak przez nie uwielbianej, oprócz słodyczy, jakie zdobywają w tym dniu od sąsiadów, wołając: — "Cukierek albo psikus!", zdobywają coś jeszcze. Zdobywają pewną wiedzę. Uczą się pokonywać różne swoje codzienne lęki. Także lęk przed śmiercią.

Ludzie od zawsze fascynują się tym, co nieznane, a że Halloween tworzy taki tajemniczy właśnie klimat, w którym nieodłącznym elementem są duchy i różnego typu zjawy paranormalne — zwolenników mu przybywa. Zwłaszcza młodych.

Jak widać, w dzisiejszym trudnym świecie każda okazja do zabawy jest dobra. Jeśli oczywiście działa na człowieka pozytywnie. A zwłaszcza, kiedy dzieciom przynosi dużo radości. Miejmy tylko nadzieję, że zacni Celtowie, gdzieś tam w zaświatach, nie obrażają się, że ich obrządek ku czci boga śmierci — Samhaina, dzisiaj tak wygląda i że aż tak bardzo został skomercjalizowany.

We współczesnym Halloween, jak już też wspominałam, trudno doszukać się elementów mistycznych. Halloween to przede wszystkim zabawa... Bawmy się więc, kto może i kto chce. A ci, co nie chcą — niech się odfandzolą (że się tak kolokwialnie wyrażę) od tych, co chcą... I tyle!

Myślę, że w obecnym zwariowanym, mało zabawowym świecie, kiedy tak mało mamy powodów do radości, tym bardziej powinniśmy się starać wykorzystywać każdą okazję, by choć na chwilę oderwać się od ponurej rzeczywistości (inflacji, drożyzny putinowskiej wojny... etc.) i od wiecznie skrzywionych i zrzędliwych ponuraków. Nasze zdrowie psychiczne nam za to podziękuje.


czwartek, 27 października 2022

Wywody na temat młodzieży. List do koleżanki z lat młodzieńczych

Tak, Marysiu, masz rację. Też tak uważam, iż mieliśmy lepiej niż dzisiejsza młodzież. Więcej w nas było radości i chęci do życia. Więcej nas cieszyło, mniej smuciło. Nie było w nas tyle znudzenia, tyle frustracji, tyle depresji, tyle brutalności, tyle agresji. Drobniutkie nawet rzeczy, jakie udawało nam się zdobyć, albo zrobić samemu, dawały nam tak wiele satysfakcji, że do dziś dnia je pamiętamy.

Dzisiejsza młodzież w większości nastawiona jest głównie na konsumpcję. Wszystko ma już gotowe, tylko kupić. Nie wie, co to znaczy i jaka to radość samemu sobie stworzyć jakąś rzecz. Dlatego też szybko się nudzi kupionymi rzeczami. Nie ma dla nich zbyt wiele szacunku. Pozbywa się ich bez żalu. W konsekwencji nie wie, co to są malutkie radości, które jakże potrzebne są w życiu, aby pobudzać do działania, stymulować wyobraźnię, wrażliwość... A przecież, im ich więcej, tym w przyszłości bogatsze dorosłe życie.

 

(Przed maturą – wagary nad Odrą)

Tak jak mówisz, Marysiu, przykładem naszych drobnych radości była chociażby ta uszyta przeze mnie czapka-leninówka z czerwonego pluszu, którą na tym zdjęciu (z naszych wagarów w klasie maturalnej) ma Paweł na głowie. Zresztą, wszyscy po kolei ją nosiliście. Aż w końcu mi ją jakiś chuligan zerwał z głowy i zwiał z nią w siną dal... Cham jeden! Było to na dworcu, kiedy po powrocie ze szkoły wysiadaliśmy z pociągu. Pamiętasz? Potem uszyłam sobie drugą. Tę już pilnowaliśmy wszyscy. Wszędzie. :D

Wiele radości sprawiła mi też ta zielona kurtka pikowana z pagonami, którą mam na sobie, a którą ze starego ortalionowego płaszcza mojej mamy sobie przeszyłam. Są to rzeczy, które do dziś dnia wspominam, bo tyle radości mi dały. A to w życiu bardzo ważne, aby mieć jak najwięcej fajnych wspomnień. 

Wspomnienia z lat młodości to elementarne składowe naszego dorosłego życia. I im ich więcej, tym więcej też mamy siły do życia. Bo też takie wspomnienia pozytywnie działają na obszary naszej psychiki. A czyż nasze zdrowie fizyczne nie jest związane z naszą kondycją psychiczną? Jest, i to bardzo mocno.

Kiedyś u Hani na blogu przeczytałam komentarz jakiegoś pana, który nazwał nasze lata młodości szarymi. Bardzo mi się spodobała odpowiedź Hani na ten jego komentarz… Czekaj, zaraz ją zacytuję… O, mam:

— „Dla nas te lata wcale nie były szare (prawda, że innych nie znaliśmy), tylko szalone, pełne marzeń, wariackich pomysłów, radości i nieprawdopodobnych zdarzeń :))) Dla mnie to czarno-białe zdjęcie jest kolorowe od wspomnień!!! :D”.

Czyż nie mądrze mu odpowiedziała? Podziękowałam wtedy Hani, że tak wspaniale broni naszych czasów. Bo to też jest prawdą, że takie one dla nas były. A jakie są elementy życia dzisiejszej młodzieży? Oprócz tych, które wymieniłam wyżej, w dużej mierze rzucają się w oczy: gniew, izolacja, samotność, depresja… Obecnie nawet w piosenkach młodzi dużo wyśpiewują o takich negatywnych uczuciach, o pesymistycznym stanie ducha... I niestety uczucia te coraz częściej stają się motorem ich działania, jakiego na co dzień doświadczamy wszyscy.

Czasami się zastanawiam, czy takie wychwalanie swoich młodzieńczych lat, a krytykowanie obecnej młodzieży nie jest już oznaką starzenia się? Bo jak świat światem, starsi zawsze krytykują młodzież. Być może i tak jest… Jednego jednak jestem pewna, a mianowicie tego, że każde następne pokolenie młodzieży ma życie o wiele uboższe, i to pod każdym względem. Oprócz dóbr materialnych oczywiście.

A dlaczego tak jest? Kto odpowiada za taki stan rzeczy na tym świecie? My dorośli oczywiście. Niestety! A właściwie pewna część dorosłych, która zaślepiona pieniądzem prze w pogoni za nim i nie zważa na nic ani na nikogo.

O rany, ale mnie wzięło na wywody… Ale to Ty, Marysiu, tym swoim ostatnim listem mnie do nich sprowokowałaś. ;D

Ale... ale jakby co, niechaj dzisiejsza młodzież mi wybaczy tę krytykę! I niech mi uwierzy, że za parę lat, które zlecą im tak szybko jak z bicza trzasł (niestety!), będzie tak samo krytykować współczesną jej młodzież. Takie to już jest to nasze życie na tym łez padole. :)

No to na razie, Marysiu. Pozdrawiam i ściskam mocno, Halszka


Z cyklu: „Teksty epistolarne”


poniedziałek, 24 października 2022

Jak żegnaliśmy Polską Złotą Jesień

Czas szybko leci. Kończy się złota jesień i zbliża się szarobura. Ale dopiero się zbliża. Nie ma co o niej zbytnio rozmyślać, bo i tak przyjdzie. Czy nam się to podoba, czy nie. Warto natomiast wykorzystywać każdy ciepły jeszcze dzień i jak najdłużej przebywać na dworze. To nic, że już coraz szybciej robi się ciemno... Mówi się, że: im ciemniej, tym przyjemniej. Tak jest wielu przypadkach. Przy ognisku szczególnie.

Właśnie przy ognisku zrobiliśmy sobie rodzinne pożegnanie Złotej Polskiej Jesieni. Bo my taką „polską” tutaj zawsze mamy. Ale najpierw było wspólne grillowanie. Wszak przyjemność dla podniebienia to rzecz podstawowa.

Piekliśmy na ruszcie różne mięsiwa, kiełbaski, szaszłyki, ryby, warzywa... i zajadaliśmy się tymi pysznościami. Dyżurnym szefem grilla był zięć, zadeklarowany wegetarianin. Tak jak i moja córka. Może to i dziwne, ale co się nie robi dla reszty rodzinki, która może za mięsem nie przepada, ale je raz od czasu jednak je.

Potem już wszyscy razem piekliśmy na deser najpierw kukurydzę, a na koniec mushrooms. To są takie słodkie grzybki, które pod wpływem wysokiej temperatury pęcznieją i stają się bardzo puszyste... Pychota! Smakują naprawdę wybornie.

Wnuczkom smakowały najbardziej ze wszystkich potraw serwowanych w ogrodzie przez starszyznę. Mnie zresztą też. Ostatnio jakoś bardzo za słodkościami jestem. A nie byłam. Długie lata nie byłam. Tylko jako dziecko je lubiłam. Pewnie smaki z dzieciństwa powracają na starość... O pardon!... w starszym wieku... Nie, też nie tak... Aha, w dojrzałym wieku. No, tak brzmi o wiele lepiej.

Jak już brzuchy napełniliśmy do granic możliwości, przyszedł czas na ognisko. Normalne ognisko... z pogawędką.

Najpierw z dzieciakami pogawędziliśmy trochę, a potem, kiedy one zajęły się już sobą, to i my, cała nasza starszyzna zajęła się sobą, planując między innymi w najbliższych dniach wspólną wędrówkę po co raz to mniej złoto-jesiennych górach i lasach.

 

 

Magia ogniska czyni cuda...

Przy ognisku nigdy nie dopada nuda.
Przy ognisku na gawędę przychodzi ochota,
Zwłaszcza po obaleniu flaszki Mamrota.😉😀


Z cyklu: "Opowieści o poważnej i żartobliwej treści"


piątek, 21 października 2022

Krzyżak, nieproszony gość wieczorową porą

Zimno się robi na dworze wieczorową porą i coraz więcej różnych owadów szuka schronienia u ludzi w mieszkaniach. Zauważam to niemal codziennie i każdego nieproszonego gościa wynoszę z powrotem do ogrodu. Niech sobie szukają gdzie indziej odpowiednich dla siebie warunków, bo trudno, aby każdego takiego delikwenta w domu gościć... To by było!

Dzisiaj bez pardonu ładował mi się do środka pająk krzyżak. Kiedy go przyuważyłam, jak się wciska do pokoju przez uchylone drzwi, natychmiast chwyciłam go delikatnie chusteczką higieniczną i wyniosłam w głąb ogrodu.

Jakie było moje zdziwienie, kiedy go wieczorem znów zobaczyłam w tym samym miejscu. Co za uparciuch jeden! Wykonałam więc ten sam manewr, tyle że zaniosłam go już dużo dalej. Na sam koniec ogrodu. Mam nadzieję, że już nie wróci.

 

 


Wprawdzie pająki to nie owady. Są jednak stworzeniami mającymi z nimi wiele wspólnego. I podobnie też jak one, zamieszkują te same środowiska.

Pająk krzyżak z pewnością jest najbardziej znanym pająkiem. Przede wszystkim dzięki swojemu charakterystycznemu wyglądowi, gdyż na odwłoku posiada biały krzyżyk. Stąd też jego nazwa. Dochodzi do 2,5 cm długości i jest typowym drapieżnikiem. Wytrwale plecie sieci, w które łapie swoje ofiary i zjada je.

Co ważne, wiele z jego ofiar to szkodliwe dla człowieka owady. Można więc powiedzieć, że pająki te są bardzo pożyteczne. I choć są jadowite, to jednak człowiekowi nie są w stanie wyrządzić krzywdy. Gryzą wyłącznie w sytuacji zagrożenia, ale po takim ukąszeniu na skórze pojawiają się jedynie dwie małe plamki, które po paru dniach znikają samoistnie.


Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"



czwartek, 20 października 2022

Złoto-jesienne migawki

Chyba każdy przyzna, że jesień to najbardziej fotogeniczna pora roku. Niesamowicie barwna i zaskakująca. Po prostu piękna. Przy każdej pogodzie.

Lubię jesień fotografować. Najwięcej jej piękna widzę w górskich krajobrazach i oczywiście w lesie. Drzewa przybierają przepiękne barwy i aż się proszą, aby je uwieczniać, wszak złota jesień nie trwa długo.

Jeszcze tylko parę dni i przyjdzie czas na brunatną jesień. Też piękną, ale inaczej. Więcej w niej nostalgii.

 


Kiedy jest nawet mżysto, powietrze zimne i bardzo wilgotne, zupełnie mi to nie przeszkadza, bo ja wręcz muszę być w lesie, i to przynajmniej dwa razy w tygodniu. Mam tak swoim centrum dowodzenia zakodowane już od lat... i nie ma zmiłuj.

Może to i dziwne, ale szczególnie lubię maszerować z kijkami w czasie deszczu. Płuca pracują wtedy jak miechy kowalskie.


Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"


środa, 19 października 2022

Kaczyńskiego metody na pokonanie opozycji

 

Po pierwsze: — wyśmiewać;

Po drugie: — obrażać;

Po trzecie: — poniżać;

Po czwarte: — oskarżać.


To wręcz są nakazy

w codziennym przekazie…

Czy jeszcze działają

się wkrótce okaże.

 



Wódz chciałby się zaśmiać głośno i szeroko,

lecz borok nie może, bo w gębie rokoko.

 

poniedziałek, 17 października 2022

Żołędzie, owoce starych dębów

Żołędzie są nie tylko jednym z symboli jesieni, mają także zastosowanie praktyczne, m.in. przy produkcji pasz; w kosmetyce; w homeopatii; w kuchni. Lecz także, a może nawet przede wszystkim, bo od wieków — służą dzieciom do zabawy. Do tworzenia przy pomocy zapałek różnych ludzików. Z pewnością każdy z nas pamięta, czy to z przedszkola, czy ze szkoły takie fikuśne żołędziowe ludziki. Parapety okienne były ich pełne. W domu także.

Czas na zbieranie żołędzi powoli mija. Ale dzieciaki z pewnością już mają ich nazbieranych mnóstwo. Tu gdzie mieszkam jakoś mało jest starych dębów w lasach, młodych natomiast coraz więcej się pojawia. Widać, że tutejsi leśnicy wytrwale je zasiewają. To dobrze, bo dęby to magiczne drzewa. Są bardzo okazałe, osiągają nawet 40 metrów wysokości i żyją do 400 lat. Znane są też przypadki, że dożywają aż 2000 lat.

Owocują natomiast bardzo późno, bo dopiero w wieku około 50 lat. Dzielą się na szypułkowe i bezszypułkowe.

Takiego jednego żołędzią z dębu bezszypułkowego parę lat temu przywiozłam sobie z Polski, z parku na terenie Zamku Książ. Do dziś go noszę w torebce jako talizman, wszak ma magiczną moc przynoszenia szczęścia i dobrego zdrowia.

 


Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"