czwartek, 17 czerwca 2021

Polska powstaje z kolan. Historyczne zwycięstwo Polski nad Niemcami. Wspomnienia

Tak, Polska powstaje z kolan. Nareszcie! I to w każdej dziedzinie życia. Wczorajszy mecz piłki nożnej na Stadionie Narodowym w Warszawie jest tego dodatkowym i jakże wymownym dowodem. Polska po raz pierwszy w historii zwyciężyła Niemców! Bardzo zasłużenie zwyciężyła (2:0). Jest to także bardzo symboliczne zwycięstwo.



Pozytywna energia polskich kibiców, jaka buzowała na Stadionie Narodowym, głośno i barwnie, nie dopuściła, aby Niemcy golami zagroziły Polsce. Przyczyniła się nawet do tego, ba, wręcz zaczarowała nogę Łukasza Podolskiego (to mój ulubieniec od początku jego kariery, także za jego działalność w Polsce), że ta się co nieco wykrzywiła i Poldi, choć ze świeżą energią wszedł na boisko dopiero kilkanaście minut przed końcem meczu, z impetem strzelił... w poprzeczkę bramki. Tym samym, co trzeba podkreślić, ochroniła go przed późniejszą nagonką w Polsce. A ta potrafi być bezlitosna. Poldi zdążył jej doświadczyć już wielokrotnie. Tacy są polscy kibice.




Cała Polska oszalała z radości. I tej radości niech nikt nawet nie próbuje zakłócić. Jest ze wszech miar zasłużona.

Trochę mi żal Niemców, że przegrali. Mieszkam w Niemczech ponad ćwierć wieku i siłą rzeczy zawsze im kibicuję. Ale w tym przypadku, cieszę się ogromnie ze zwycięstwa Polski.


Wiwat Polscy Piłkarze! Wiwat Polacy!

Wiwat Polska!


11.10.2014

* Zdjęcia z Internetu


Tak, tak, to tylko wspomnienia... Niestety! A było tak pięknie. I co przeszkodziło, aby było tak częściej? Odpowiedź zostawiam działaczom Polskiego Związku Piłki Nożnej i po części polskim kibicom.

Może tym wspomnieniem, jakże energetyzującym — telepatycznie zagrzeję naszych piłkarzy do walki w sobotnim meczu Polska-Hiszpania?... Oby!

Dla polskich kibiców piłki nożnej najważniejsze jest to, abyście  uwierzyli w siebie, drodzy piłkarze, i wreszcie stworzyli zgraną drużynę, która umożliwi Robertowi Lewandowskiemu strzelać gole. Taką, jaką tworzą piłkarze Bayern Monachium, gdzie Robert strzela gol, za golem.

Trzymamy kciuki. Będziemy gorąco dopingować, z wiarą, że kolejne mecze uda Wam się wygrać. (?)


środa, 16 czerwca 2021

Nie bądź jeleniem...

  — Czyli kim? Frajerem? A niby co to ma znaczyć?!

Kto to w ogóle wymyślił?

Powinien te brednie raz na zawsze odryczeć!




Dobrzy ludzie postrzegają mnie jako silne i piękne zwierzę, budzące szacunek i podziw. Dla nich jestem symbolem duszy i sił nadprzyrodzonych oraz pośrednikiem pomiędzy światem roślin i zwierząt. Dla nich jestem symbolem wewnętrznego dziecka, istoty, która zamieszkuje w ich sercach. Dla nich jestem symbolem wędrowców i ich patronem... I to jest prawda.

Do zobaczenia więc na leśnych rozdrożach, drodzy wędrowcy!

 

Z cyklu: Zoologia stosowana”


wtorek, 15 czerwca 2021

Polacy, nic się nie stało... Czyżby?

Po meczu Polska — Słowacja (1:2) załamka. Polacy są nie tylko załamani, są wściekli. I to w większości. Do takich bez kija nawet nie podchodź. Ale są też i tacy, którzy próbują robić dobrą minę do złej gry i taki a nie inny wynik meczu tłumaczą ogromnym pechem Polski. Pytani zaś głośno zapewniają, iż nadzieja ich nie opuszcza i mocno wierzą w wygraną polskiej drużyny w kolejnym meczu — z Hiszpanią.

 


Porażka naszych piłkarzy bardzo boli polskich kibiców, bo zbyt mocno uwierzyli w wygraną Polski. Bo zbyt mocno zaangażowali się patriotycznie. A piłka nożna to przecież tylko sport, który powinien przede wszystkim bawić, dawać przyjemność, a nie z wojną się wręcz kojarzyć. A tak w ostatnich latach niestety jest. I to na coraz większą skalę. Akcje kiboli są tego przykładem. Nie tylko na stadionach.

Pamiętam jak trzy lata temu przed Mundialem Jacek Gmoch, uderzając w podobną patriotyczną nutę, wyskoczył w spocie pt. „Ducha walki nam nie zabraknie”* niczym Filip z konopi. Czy to aby nie przesada? W każdym razie trudno coś takiego zrozumieć. Bo żeby aż takie działa wytaczać? Piłkę nożną kojarzyć z bronią, ze śmiercionośnym narzędziem do ataku na wroga? To nie jest zabawne. — „Polacy, po swoje!” — wykrzyczał na koniec.

I po co z powodu piłki nożnej zaraz tak walić w dzwony patriotyczne? Po co ta bufonada? Internauci bardzo mocno skrytykowali ten spot. Na YouTube padały pod nim takie m.in. komentarze:

— „Brakuje Matki Boskiej”.

— „Oglądając to odczuwam wstyd przed samym sobą”.

— „Myślę, że taka "reklama" dla Polski jest szkodliwa i ośmiesza nasz poziom intelektualny”.

Cóż, Polacy bardzo lubią używać napompowanych patriotycznym patosem słów przy takich okazjach. Nie bardzo to rozsądne, bo potem jakoś głupio to wszystko wygląda, kiedy kicha wyjdzie.

Polacy, nic się nie stało, to nie wojna, to piłka nożna. Bawmy się dalej. Jasne, że lepiej by się nam bawiło, gdyby nasza drużyna wygrywała mecz po meczu. Ale... jak się nie da... bawmy się dalej. EURO 2020 trwa.

Polacy, nic się nie stało” — słowa z piosenki Andrzeja Grabowskiego urosły przez te wszystkie lata posuchy niemalże do rangi przysłowia. Podobnie jak: „Nie ma takiej rury na świecie, której nie można odetkać” — z jeszcze starszej piosenki Jerzego Stuhra. A w te akurat słowa może wierzyć każdy. Każdy, kto dysponuje dużą dozą wyobraźni, albo... naiwności (?). Wszystko jedno. Byleby wierzył. Bo: „Jak człowiek wierzy w siebie, to cała reszta to betka”. To prawda. A wtedy o wiele więcej może zdziałać, czy z przysłowiową rurą, czy z czymkolwiek innym.

Dzisiaj jednak dla wszystkich polskich kibiców piłki nożnej najważniejsze jest to, aby nasi piłkarze uwierzyli w siebie i wreszcie stworzyli zgraną drużynę, żeby Lewandowski miał możliwość strzelać gole. Jak tak się stanie, ich szanse na wygraną wzrosną z pewnością. 

 


Nam zaś pozostaje trzymać kciuki za nich i gorąco dopingować, z wiarą, że kolejny mecz uda im się wygrać... No bo skoro nie ma takiej rury... 

 


Grajcie z wiarą, nasi kochani piłkarze! Życzymy Wam wygranej... i sobie oczywiście. Żebyśmy nie musieli znów zaśpiewać: — „Polacy, nic się nie stało”.




* Spot „Ducha walki nam nie zabraknie”:

https://youtu.be/-G4pCRX5z0w


poniedziałek, 14 czerwca 2021

O tym kto i o co apeluje

 

Samozwańcza recenzentka

Ciśnienia nie wytrzymała.

Zmieniła przeto swój profil...

Owadem nagle została.


W krzywym zwierciadle świat widzi,

Awersję swą demonstruje.

Sterować niezmiennie lubi...

O zgodę apiać apeluje.*

 


* Ape — jako synonim fałszywej osoby.


Zapach koszonych traw

Nastały sianokosy. Pierwsze tej wiosny. Przynajmniej tu gdzie mieszkam. Wybywając sobotnim rankiem z domu na wycieczkę rowerową, nawet się nie spodziewałam, że takie cudowne zapachy na mnie czekają.

Będąc już za miastem, zobaczyłam niesamowite obrazki. Niemalże na każdej łące, na każdej polanie odbywały się sianokosy. Trochę mnie to zdziwiło, że to taka skomasowana akcja. W końcu się jednak domyśliłam, wszak cały maj był bardzo deszczowy. Początek czerwca tak samo. To jak było kosić?

Sobota okazała się być wreszcie pierwszym, tak naprawdę słonecznym i suchym dniem. Nic więc dziwnego, że kto żyw i kto choć kawałek łąki, czy też polany miał, kosił szczęśliwy, że Pan Bozia taką szansę mu dał.

 


Uwielbiam zapach sianokosów

spowijający łąki i polany...

I zapach suszonego siana,

gdy w słońcu pięknie skąpane.




Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"


czwartek, 10 czerwca 2021

Ofiara własnej sławy... i słabej psychiki

Parę lat temu poruszyło mnie ohydne zdjęcie Violetty Villas opublikowane w artykule o niej w pewnym polskim czasopiśmie. Pamiętam, że kiedy je wówczas zobaczyłam, byłam oburzona i załamana jednocześnie. Żal mi jej było. Bardzo żal! Zaś na bezdusznych paparazzi byłam wściekła. Bo jakże tak można z buciorami włazić w czyjeś prywatne życie, wyczekując okazji do zrobienia sensacyjnych zdjęć? To obrzydliwe! Z szacunku do wielkiej divy tamtych lat, zdjęcia tego, ukazującego aż nadto jej późniejszy tragizm, nie zamieszczę.

Wtedy się domyślałam, że sam tytuł zdjęcia („Violetta Villas zeszła na psy”) był w pewnym sensie też i metaforą, że redaktorowi tegoż artykułu chodziło pewnie o tę ogromną ilość psów (ponad 300), jakimi się ona wówczas otaczała. Uważam jednak, że to go wcale nie tłumaczy, bo zdjęcie jest wstrętne.

Mieszkając za granicą, nie miałam okazji śledzić kariery Violetty Villas i niewiele wiedziałam o jej kolejach życia. I pewnie dlatego, coś mi wtedy kazało wyciąć to zdjęcie i je zachować. Teraz, kiedy ona zmarła, przypomniało mi się o nim. Odszukałam je... i kiedy tak na nie patrzę, żal mi jej jeszcze bardziej. Dziś rozumiem, że padła ofiarą własnej sławy oraz słabej psychiki... i pseudoprzyjaciół.

Violetta Villas (Czesława Maria Cieślak) urodziła się 10 czerwca 1938 roku w Belgii. Dzieciństwo i młodość spędziła jednak w Lewinie Kłodzkim na Dolnym Śląsku. Tam też zmarła.

Była największą divą polskiej sceny. Miała fenomenalny głos. Śpiewała sopranem koloraturowym o skali aż czterech oktaw. Sławna była także w wielu krajach. Zwłaszcza we Francji i USA. I w końcu jej własna popularność zniszczyła ją. Najwidoczniej nie była gotowa na to, by zostać wielką gwiazdą. Sława zwyczajnie ją przerosła.

 

 

Czy była dobrym człowiekiem? Trudno oceniać, nie znając jej osobiście. Jest jednak coś, co mi się w niej nie podobało. Mianowicie to, że nie była matką dla swojego jedynego dziecka, syna. Pomijam już nawet okres jego dzieciństwa, kiedy to całkowicie pochłonęła ją chęć zrobienia kariery, bo to można jeszcze jakoś zrozumieć, ale że w późniejszym okresie nie chciała mieć z nim kontaktu i wręcz uważała go za wroga, to już zrozumieć nie sposób. Takie jest moje zdanie.

 

   

Jej syn w dorosłym wieku wielokrotnie wyciągał do niej pomocną dłoń. Ona jednak stale ją odtrącała. Wolała otaczać się obcymi ludźmi oferującymi jej pomoc. I oczywiście zwierzętami.

Postać jej zawsze budziła wiele kontrowersji. W ostatnich latach jej życia coraz bardziej zamykała się w sobie. Miała problemy z alkoholem. Syn opowiadał, że bardzo cierpiała, że walczyła ze swoimi słabościami i chciała się wyleczyć, ale w samotności, bez niczyjej pomocy z zewnątrz. Co jakiś czas jej się to udawało. 

 



Niestety, potem znowu wracała do swoich używek. Wtedy zaczął się jej ostry zjazd w dół. Zarywała koncerty, nie dotrzymywała umów i terminów. Choroba upadlała ją coraz bardziej.

Czy osoby z jej bliskiego otoczenia (zwłaszcza ta jedna — jej opiekunka) nie poczuwają się do odpowiedzialności za jej śmierć — w tak podłych warunkach?


Taką Violettę Villas chcę zapamiętać...

 


Jej cudowny głos będzie mi

zawsze towarzyszył.


Żegnaj kolorowy ptaku

o niebiańskim głosie!

 

 

 

 

Zdjęcia pochodzą z Internetu.

 

8.12.2011



Dzisiaj, 10 czerwca 2021, Violetta Villas obchodziłaby 83 urodziny. Zmarła zbyt szybko (5.12.2011) i w zbyt uwłaczających człowieczeństwu warunkach. Anielski głos tej wielkiej divy brzmieć będzie jednak przez wiele kolejnych stuleci.


środa, 9 czerwca 2021

Kwiaty zdobiące czerwcowy las

Wspaniale jest teraz w lesie. Wprawdzie słońca było mało, jak do tej pory, a deszczu nadmiar, ale kwiaty się rozwijają i pięknie ozdabiają las. Są dorodne i różnokolorowe. Niemalże na wszystkich niestrudzenie pracują pszczółki. Także i inne owady. Przyroda jest cudowna — zwłaszcza czerwcową wiosną.

Kiedy jestem w lesie, nie mogę przejść obojętnie koło takiego piękna. Podziwiam wszystkie kwiaty i uwieczniam. Chcę, by ich piękno trwało dłużej.

 

 

 
 
 


Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"