środa, 16 sierpnia 2023

Helikon Trójbarwny ozdobą motylarni

Motyl ten ma wyjątkowo długie i bardzo ciekawe kolorystycznie skrzydła. Występuje w Ameryce Południowej i Środkowej. Żywi się nektarem i pyłkiem kwiatowym, dlatego też najczęściej można go tam spotkać na skrajach lasów i polanach. Także w ogrodach. No i oczywiście w motylarniach w Europie.



Sfotografowany przeze mnie piękny okaz żyje sobie właśnie wśród innych motyli w motylarni na Wyspie Kwiatów na Jeziorze Bodeńskim. Nie jest płochliwy, zdążył się już do ludzi przyzwyczaić.

Choć motyle tego gatunku lubią odpoczywać ze złożonymi skrzydełkami, gdzieś w gęstwinie liści tropikalnych roślin, na widok ludzi rozkładają je pięknie i ku radości wszystkich cierpliwie pozują do zdjęć.


Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"


wtorek, 15 sierpnia 2023

Poranna wędrówka ośmiu łap i dwóch stóp

Czasami na moje piesze wędrówki wyruszam z psami mojej córki. Tym razem wędrowałam z nimi obrzeżami miasta. A tu jest gdzie wędrować, wszak miasto leży w rozległej kotlinie.



Było chłodno, ale maszerowało się wspaniale. Najpierw trzeba było zasuwać ostro pod górkę, aby wyjść z miasta, a w drodze powrotnej ostro w dół. Osobiście wolę iść pod górkę niż w dół, ponieważ takie ostre zejście jest bardziej forsujące dla kolan. Oczywiście są tu też inne, łagodniejsze zejścia dla wędrowców, ale co tam, póki mogę, wybieram te trudniejsze.

Po drodze podziwiałam widoki, są cudowne. Pieski też miały frajdę. Dwuletni wippet, suczka Daya, ganiała po łąkach jak strzała, zaś dwunastoletni jej "brat", labradoodle Aramis ganiał za nią, tyle że nie tak szybko. Nie tyle jest to z jego wiekiem związane, co z rasą. Wippety wszak należą do jednych z najszybszych psów na świecie.



Po niemalże trzygodzinnej wędrówce wróciliśmy do domu. Zadowoleni i głodni jak psy... Trzy psy, bo dwa na ośmiu łapach, a jeden na dwóch. No dobra, stopach, ale głodny tak samo. ;)


poniedziałek, 14 sierpnia 2023

Konie w maskach pasą się na łące

Na moich rowerowych wędrówkach mam okazję podziwiać wiele wspaniałych, przykuwających wzrok rzeczy, związanych przede wszystkim z florą i fauną. Za każdym też razem z takich wędrówek przywożę do domu masę zdjęć. Tym razem przywiozłam najwięcej zdjęć koni. Bo też koni tu na pastwiskach pasie się bardzo dużo. A ja kocham konie.

Niektóre podziwiam z daleka, a przy niektórych się zatrzymuję i robię im sesję zdjęciową. Dzisiaj sfotografowałam tylko parę koni, by później na monitorze komputera przyjrzeć się im dokładniej i obejrzeć ich wspaniałe, jakże pomysłowe maski.

Zawsze jest mi bardzo żal tych koni, które zmuszone są walczyć z chmarą natrętnych much siadającym im na pyskach i pchającym się bezczelnie im do oczu, uszu i nozdrzy. Biedne paść się spokojnie nie mogą, bo ciągle muszą trzepać głowami, aby się od nich opędzić. A te wredne muszyska i tak zaraz wracają. Czasami pomagam im i gałęzią przepędzam te nachalne małe potwory, ale to też nie na długo przynosi im ulgę.

Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam je w maskach. Cóż za idealny pomysł! Chwała temu, co je wymyślił. Teraz konie mogą się spokojnie paść i muchy mogą im co najwyżej na zad skoczyć... No!

Już z daleka zauważyłam, że jeden koń na mój widok zaczął iść w moim kierunku. Szybko podjechałam do niego i zeskoczyłam z roweru. Konik tak jakby coś chciał ode mnie. Nie od razu skumałam, w czym rzecz, ale po chwili, kiedy zobaczyłam, jak muchy pchają mu się do nozdrzy, zaskoczyłam. Otóż jego maska, pewnie od gryzienia wysokiej trawy, podwinęła się i muszyska znów miały używanie.



Obciągnęłam mu ją natychmiast na miejsce. Konik zadowolony postał chwilkę jeszcze przy mnie, po czym się odwrócił i spokojnie oddalił się do swoich towarzyszy celem dalszego pałaszowania trawy.



Ja też byłam zadowolona, że spełniłam dobry uczynek, i też jeszcze przez chwilkę postałam, robiąc konikom zdjęcia, po czym się głośno z nimi pożegnałam i ruszyłam w dalszą drogę.


niedziela, 13 sierpnia 2023

Kłamstwo ma krótkie kacze nogi

Jako że często jeżdżę rowerem po okolicach, a i na różne wycieczki po Niemczech, mam okazję podziwiać także tutejsze zadbane i ogólnie dostępne lasy, pola, łąki, pastwiska.

I jedno, co mogę powiedzieć, ba, wręcz muszę, to to, że Kaczyński tym swoim głosem rozdeptanej żaby pieprzy jak na mękach, że się tak wyrażę, że niby to ludzie tutaj mają ograniczone wejścia do lasów. Toż to istne brednie. Nie omieszkał też postraszyć Polaków Tuskiem... A jakże! Na jednym oddechu i coraz bardziej skrzekliwie poinformował, że gdyby Tuskowi udało się dopchać do władzy, to będzie dążył do takich samych ograniczeń w Polsce, pozbawiając Polaków swobodnego wejścia do lasu i możliwości grzybobrania... No czyż nie idiota?! A kimże są ci Polacy, którzy bezrefleksyjnie przyjmują te i inne jego podłe kłamstwa za objawioną prawdę?

Nawiasem mówiąc, tu nikt nikomu nie zabrania wejścia do żadnego lasu bez poważnej przyczyny. Nikt też nie zabrania zbierania grzybów, nawet w prywatnych lasach. Trzeba tylko umieć się należycie zachowywać i znać umiar. A że w większości ludzie są tutaj zdyscyplinowani, to też podporządkują się i jednemu, i drugiemu.

Rany, jak ja Wam Rodacy współczuję, że musicie znosić na co dzień tego podłego manipulanta, który po trupach dąży do autorytaryzmu i wciska Wam takie i tym podobne bzdety.

Ten podły mały człowieczek, oderwany od rzeczywistości ma Polskę i Polaków gdzieś. Jedyne, czego chce, to nie tyle rządzić, ile panować nad narodem, nad całym państwem. I choć już ledwie zipie, słaniając się często na nogach, dalej prze do przodu na drodze do osiągnięcia pełnego autorytaryzmu. I to z coraz to większym przyśpieszeniem. Zapewne zdaje sobie sprawę, że inaczej czeka go definitywny koniec kariery politycznej. I, co gorsza, rozliczenie za jego chorą politykę rujnującą Polskę i polskie społeczeństwo.

Zostały ostatnie dwa miesiące do wyborów. Zobaczymy, kogo 15 października Polacy wybiorą. Czy zatryumfuje dobro, czy zło? Czy Polska wreszcie odsapnie i odbije się od coraz bardziej cuchnącego średniowieczną stęchlizną dna, czy też z kretesem zginie w odmętach kaczej zgnilizny?



Kłamstwo ma krótkie nóżki... jak to u kaczuszki.


sobota, 12 sierpnia 2023

Do odważnych... bungee jumping należy?

Zawsze mnie zastanawiało, co młodzi ludzie widzą w skokach na bungee. Chcą udowodnić sobie, że są odważni, czy pokonać jakieś własne lęki? Tak do końca tego nie rozumiem, ale skoro niektórzy ludzie to robią, to trzeba to przyjąć za fakt, i albo podziwiać ich odwagę, albo pukać się w czoło.

Nigdy mi nawet na myśl nie przyszło, że kiedykolwiek sama będę musiała się z tym faktem zmierzyć. Oczywiście nie biorąc w nim bezpośredniego udziału, a tylko, czy aż tylko, pośredni, ale wywołujący we mnie silne przeżycie. Jakie? Otóż takie, że

mój syn, który nigdy wcześniej nawet nie wspominał, żeby kiedykolwiek skoczyć z tego ustrojstwa, jednak skoczył. W tajemnicy przede mną ma się rozumieć.

Było to siedem lat temu. Na czterdziestkę dostał od kolegów w prezencie kartę na taki wyczyn, czyli bungee jumping z Europabrücke Bridge w Austrii z wysokości 190 m. No to nie wypadało mu prezentu nie przyjąć.

Przyznał mi się do tego dopiero parę dni po fakcie. Nie chciałam uwierzyć. Pokazał mi więc filmik, który z jego skoku koledzy nagrali. Słychać na nim głos jednego z nich:

— Szacun, szacun Przem... Chryste! Ja bym nigdy w życiu nie skoczył!

O rany, ten filmik był dla mnie, jako matki, ogromnym przeżyciem, i co tu dużo ukrywać, poryczałam się. Po czym wymusiłam na tym moim rodzonym wariacie przysięgę, że nigdy więcej tego nie zrobi.

Minęło siedem lat i znów byłam zmuszona przeżyć podobną sytuację. Okazało się, że mój najstarszy wnuk, syn mojego syna, poszedł w jego ślady i zrobił to samo. Bo też, podobnie jak i on, na urodziny dostał kartę na takowy skok i też z tego samego miejsca.

Dużo później się o tym dowiedziałam. Wnuk najwyraźniej nie chciał mnie straszyć, ale też to bardzo przeżyłam. I kiedy wyprosiłam od niego filmik z jego skoku i go obejrzałam, też się poryczałam.


W prawym górnym rogu widać obiekt do skoków na zaporze Verzasca (220 m) w Szwajcarii. Jest to miejsce wyjątkowe, bo właśnie z tej zapory swój słynny skok oddał James Bond grany przez Pierce’a Brosnana w filmie „Golden Eye”.


Jako ciekawostkę dodam, że najwyższy na świecie obiekt do skoków na bungee (252 m) znajduje się w Polsce na wieży Big Tower w Szczecinie.

Nie należę do ludzi strachliwych, wręcz przeciwnie, sama lubię uderzenia adrenaliny i nieraz robiłam rzeczy, które były w oczach innych niebezpieczne. Nawet i teraz zdarza mi się bezpośrednio brać udział w różnych takich sytuacjach. Chociaż już bardziej z przypadku, niż z własnej woli. Jednak starałam się zawsze mieć wszystko pod kontrolą.

Nigdy się o siebie nie bałam, ale o moje dzieci i wnuki obawiam się i będę się obawiać już do końca moich dni... Jakiem mama i babcia.


czwartek, 10 sierpnia 2023

Wierzący kontra niewierzący

Wierzący w większości nie tolerują niewierzących, zapominając jakoś dziwnie o drugim Przykazaniu Miłości, i co rusz dają temu wyraz. Wprost lub w sposób zawoalowany.

Niewierzących* specjalnie to nie dotyka, bo z reguły są pozytywnie nastawieni do życia. A co za tym idzie, też i do wierzących. Zwłaszcza do tych, co nie epatują nachalnie swoją wiarą i są dobrymi ludźmi. Niestety, takich wiernych nie ma zbyt wielu... Nad czym boleje nie tylko Pan Bóg.


To  zdjęcie jest oryginalne i zawiera w sobie pewne ukryte przesłanie. Mało kto jednak zwraca na nie uwagę... Mało kto rozumie. 


* Niewierzący kontra wierzący

* Im bardziej wredni, tym bardziej wierzący


Z cyklu: „Przemyślenia z życia wzięte”


Rodzinny stół zbliża i spaja rodzinę


Jaka rodzina taki stół.

Jaki stół taka rodzina...

Jaki razem utworzy dom,

taki później wspomina.






W każdym domu szanującej się rodziny powinien być duży stół, spełnia on wszak wiele użytecznych funkcji, a przede wszystkim wspiera jej codzienne życie.

Bo rodzina przy stole: rozmawia i wzajemnie się słucha; spożywa posiłki i pracuje; bawi się i przyjmuje gości; wypoczywa i ładuje baterie... etc.

Wychodzi na to, że stół jest jednym z najważniejszych mebli w domu. Kto go ma, z pewnością przyzna, że dzięki niemu w dużej mierze jego rodzina trzyma się razem i lepiej się rozumie.


Z cyklu: „Przemyślenia z życia wzięte”