Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sarenki żerują w ogrodzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sarenki żerują w ogrodzie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 lutego 2024

Szczekająca sarna?

Jakie było moje zdziwienie, kiedy wczoraj robiąc sobie w kuchni kawę, usłyszałam nagle przeraźliwe szczekanie. Głośne i przeciągłe. Trudno nie być zdziwionym, wszak tu nie ma bezpańskich psów. Każdy ma swojego właściciela i szczekania właściwie się nie słyszy. Jak już, to tylko na moment.

W końcu nie wytrzymałam i pobiegłam do pokoju, by przez drzwi do ogrodu sprawdzić, co się dzieje. I taki oto obrazek zobaczyłam.



Tyle lat żyję, a jeszcze nie słyszałam szczekającej sarny. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Chwilę do niej przemawiałam spokojnym głosem, ale ona nadal szczekała. Po chwili jednak puściła się biegiem i przeskakując żywopłot, już bez szczekania pobiegła wprost na ulicę. Mam nadzieję, że nic się jej tam nie stało. Na szczęście nie było słychać, aby auta jakieś akurat jechały. Strasznie mi było jej żal.

Zaglądnęłam zaraz do Internetu, aby sprawdzić, skąd to szczekanie sarny. No i dowiedziałam się, że sarny szczekają tylko wtedy, kiedy znajdują się w niebezpieczeństwie, kiedy przestraszą się czegoś lub kogoś. W ten też sposób przekazują informację innym sarnom ze swojego stada, że znajdują się w jakiejś nadzwyczajnej sytuacji.

Już wcześniej kilkakrotnie pisałam o sarenkach w moim ogrodzie, że jakoś tak od roku zaczęły się u mnie pojawiać, i albo ich było sześć, albo cztery. Czasami pojawiały się na parę dni, czasami tylko na jeden dzień. A czasami i parę tygodni nie było ich widać.

Od idiotycznej strzelaniny w Sylwestra (choć z roku na rok coraz bardziej tutaj przez burmistrza miasta ograniczanej), przedwczoraj pojawiły się po raz pierwszy, i tylko dwie młode. Parka. Samiec i samica. Po ich zachowaniu było widać, że są razem szczęśliwe, co rusz się nawzajem lizały. Zostały nawet na noc, śpiąc spokojnie pod jabłonią przytulone do siebie.

Co wczoraj się stało, że tylko jedna sarenka była w ogrodzie, nie mam pojęcia. Najwyraźniej jakiś zły człowiek je przepędził i w popłochu rozbiegły się, każda w inną stronę.

Straszne, co w ostatnich latach dzieje się na tym świecie. Ludzie już całkiem zwariowali. Na potęgę niszczą swoje środowisko i upośledzają jednocześnie naturalne środowisko dzikich zwierząt.

Szlag mnie trafia, kiedy widzę to zło zalewające naszą Planetę. Znów powtórzę za G.B. Shaw`em: — "Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta".


sobota, 22 kwietnia 2023

Niespodziewana wizyta

Od miesiąca sarenki nie pojawiają się już w moim ogrodzie. Myślałam, że moje przypuszczenia i słowa leśniczego, z którym rozmawiałam ostatnim razem, się spełniły — sarenki z wiosną wróciły do lasu na dobre.

Jakie było moje zdziwienie, kiedy dziś rano, siedząc przy biurku, kątem oka zobaczyłam, że coś się rusza przy schodkach w ogrodzie. Patrzę, a to rogacz (sarni samiec), stoi i patrzy na mnie.

Ależ byłam zaskoczona. Chciałam mu zrobić zdjęcie, ale zanim sięgnęłam po telefon komórkowy leżący na regale, oddalił się w głąb ogrodu.



Dziwne to wszystko, ale prawdziwe. Czyżby ten rogacz miał sentyment do tego miejsca? Rozglądałam się po ogrodzie, myśląc, że zobaczę więcej sarenek, albo przynajmniej jego samicę, ale nie, był sam.

Zabawił u mnie około godzinki. Forsycji nie ruszył, najadł się tylko trawy... i się ulotnił. Gdzie? Nie wiem. Może do sąsiedniego ogrodu, a może już do lasu, do swojej ciężarnej partnerki?

Była to wizyta zupełnie niespodziewana, to fakt, ale jakby nie patrzeć, miła. Przestałam się już zamartwiać tym, że te sarnie wędrówki po ogrodach są nienormalne, że po drodze może im się coś złego stać. Myślę, że one dzięki swojemu instynktowi już dobrze wiedzą, czego chcą i gdzie.



* Człowiek upośledza naturalne środowisko dzikich zwierząt

* Sarenki wróciły do mojego ogrodu

* Sarenki wybrały życie w mieście?

* Spotkanie z leśniczym


sobota, 25 marca 2023

Spotkanie z leśniczym

Po długiej przerwie sarenki znów są u mnie w ogrodzie. A już myślałam, że wróciły do lasu na dobre. Tym razem postanowiłam specjalnie zaczaić się na leśniczego, by zaciągnąć języka osobiście i dowiedzieć się, co to ma znaczyć, że one tak ciągle do mnie wracają. Udało się. Dzisiaj go spotkałam i rozmawiałam z nim.

Trochę to dziwne — powiedział, zastanawiając się. — Z pewnością wyczuły w pani dobrego człowieka i instynktownie kierują swoje raciczki do pani ogrodu.

Opowiedziałam mu wtedy o mojej styczniowej przygodzie z sześcioma sarenkami, kiedy to wracając autem z lasu z kijkowania, na pierwszej ulicy się na nie natknęłam. Próbowały przebiec przez jezdnię, i to tuż przed maską mojego auta. Musiałam ostro hamować, by w nie nie uderzyć. Dwie się odważyły i jak szalone przebiegły od razu. Natomiast pozostałe cztery spanikowały i się wycofały. Przebiegły dopiero wtedy, kiedy się zatrzymałam.

No to ma pani odpowiedź — zaśmiał się. — Sarenki sobie panią zapamiętały.

Na zakończenie naszej rozmowy uspokoił mnie, że one wrócą do lasu z pewnością, kiedy tylko poczują zew natury. A już na pewno wtedy, kiedy samica będzie gotowa do porodu.

Skąd ten poród? Ano stąd, gdyż opowiedziałam mu, że od paru dni widzę już tylko parkę sarenek: samca i samicę (kozła i kozę), która wyraźnie ma się ku sobie, tuląc się do siebie, liżąc i bawiąc się radośnie. 



* Człowiek upośledza naturalne środowisko dzikich zwierząt

* Sarenki wróciły do mojego ogrodu

* Sarenki wybrały życie w mieście?


środa, 8 lutego 2023

Sarenki wróciły do mojego ogrodu

Jakie było moje zdziwienie, kiedy po prawie dwóch tygodniach, siedząc przy biurku, znów kątem oka zobaczyłam sarenki w moim ogrodzie*. Najwyraźniej te same. Bo ponownie było ich cztery i jedna z nich, ta odważna, znów podeszła do mnie pod same schody.

A już myślałam, że nigdy nie wrócą, jak je ostatnim razem pies sąsiada przegonił. Jednak wróciły. Dlaczego? Sama już nie wiem.

Są takie piękne, że nie mogłam sobie odmówić ich uwiecznienia. Korciło mnie też, aby rzucić im kawałek sałaty i marchewki, ale w końcu się powstrzymałam. Raz, że nie byłam pewna, czy im nie zaszkodzą, a dwa, wiadomo, mogłyby się przyzwyczaić i ciągle by wracały... A przecież ich miejsce jest w lesie.

 

Och, czyż nie są cudowne?! Może one nawet u mnie w ogrodzie nocują?

 


* Człowiek upośledza naturalne środowisko dzikich zwierząt


piątek, 27 stycznia 2023

Człowiek upośledza naturalne środowisko dzikich zwierząt

Niestety, i to coraz bardziej. Świadczą o tym zwierzęta błąkające się w poszukiwaniu pożywienia po wsiach, a nawet po ulicach miast. Niektórych ludzi takie obrazki bawią. Innych przerażają. A jeszcze innych smucą. Mnie smucą, bo to przykry widok. Widok, który mówi nam o tym, że coś tu nie gra. Że zwierzęta nie są szczęśliwe, że przestały się dobrze czuć, skoro opuszczają swoje naturalne środowisko.

Jakie było moje zdziwienie, kiedy wczoraj wczesnym rankiem, siedząc przy biurku i pisząc na komputerze, kątem oka zobaczyłam coś dużego w moim ogrodzie...

Pies sąsiada — w ułamku sekundy przeleciała mi myśl po głowie. Natychmiast odwróciłam głowę i spojrzałam przez szklane drzwi na zewnątrz.

Rany, to nie pies, to sarenka! Stoi bez ruchu przy schodkach i patrzy na mnie swoimi ogromnymi oczami. Oniemiałam! Nie wiedziałam, co mam robić. Bałam się, że jak się ruszę, to ona ucieknie. Ale nie! Stała i wciąż patrzyła na mnie.

Powoli odsunęłam więc fotel od biurka i wstałam. Biurko mam przy samych drzwiach, toteż nie musiałam wykonywać wiele ruchów by móc przykleić nos do szyby. Sarenka ciągle stała jak stała, czyli bez ruchu, i dalej patrzyła na mnie. Bez żadnego lęku.

Ten nasz kontakt wzrokowy trwał i trwał... W końcu naszła mnie ochota zrobić jej zdjęcie. Pech chciał, że aparat fotograficzny miałam akurat w drugim pokoju, a telefon komórkowy w kuchni. Zaryzykowałam. Wolnym krokiem odeszłam od okna, po czym szybko pobiegłam po komórkę do kuchni, bo bliżej.

Kiedy wróciłam, sarenki niestety przy schodkach już nie było... Ha, ale ciągle jednak była w ogrodzie, tyle że nieco wyżej, na wzniesieniu.

 

 

Po cichu otworzyłam drzwi i z komórką w ręku stanęłam na schodku. Sarenka odwróciła się w moją stronę i znów wpatrywała się we mnie bez ruchu. Wykorzystałam ten moment i drżącą ręką pstryknęłam jej kilka zdjęć... A ona dalej stała.

Nagle dźwięk telefonu stacjonarnego oderwał mnie od tego emocjonującego zajęcia. Szybko pognałam do pokoju stołowego, pogadałam krótką chwilę i na powrót udałam się na miejsce fotografowania. Sarenka nadal stała, ale wnet się odwróciła i poszła... do ogrodu sąsiada, wykorzystując mały prześwit w żywopłocie. 

 

 

Widziałam ją między krzewami jak wygrzebuje coś z ziemi i zjada. Obserwowałam ją dobrą chwilę, kiedy nagle... moim oczom ukazały się przy niej kolejne trzy sarenki. Och, aż łzy mi się w oczach zakręciły... Biedulki! Odechciało mi się robić zdjęcia. Nie chciałam je spłoszyć. Niech się już najedzą, skoro tam coś do jedzenia znalazły... Póki sąsiad nie wypuści swojego wilczura.

Trudno mi jest pogodzić się z tym widokiem sarenek. Przecież mój dom stoi w odległości około dwóch kilometrów od lasu. To co one tu robią? Nigdy jeszcze nie widziałam dużych dzikich zwierząt w mieście, choć mieszkam tu już ponad trzydzieści lat.

Jakieś dwa tygodnie temu też miałam przygodę z sarenkami. Otóż kiedy autem wracałam z kijkowania z lasu i wjechałam w pierwszą ulicę, nagle zauważyłam na jej prawym chodniku sześć sarenek próbujących przez nią przebiec, i to tuż przed maską mojego auta. Dwie się odważyły i jak szalone przebiegły od razu. Cztery jednak spanikowały i się wycofały. Zaskoczona takim widokiem musiałam ostro hamować, aby w nie nie uderzyć. Dopiero jak się zatrzymałam przebiegły pozostałe. I co to ma znaczyć? Gdzie się wybrały? Może to te same wczoraj były u mnie w ogrodzie?

Muszę spytać znajomego leśnika, co to właściwie oznacza, że sarenki nagle się w mieście pojawiły, i co w takim przypadku powinno się robić. Jestem pewna, że w lasach pożywienia im nie brakuje. Leśnicy o to bardzo dbają. Widzę to od lat.

A może to po tej wariackiej strzelaninie w noc sylwestrową sfiksowały? A może to drwale ze swoimi przeraźliwie głośnymi piłami z lasu je wypłoszyły?

Smutne to wszystko... I nie ma co urywać, że za taki stan rzeczy odpowiadają ludzie. I tylko ludzie, gdyż w ten, czy inny sposób coraz bardziej upośledzają naturalne środowisko dzikich zwierząt.

***

No nie! Dzisiaj skoro świt znów do mnie przyszły. Niestety! Niestety, bo nie wiem, co z nimi zrobić. Koniecznie muszę wejść w kontakt z leśniczym.

 


Gdzieś tak po godzinie dziesiątej pies sąsiada tym razem je przegonił. Ujadał na nie jak szalony. Biedulki! Mało raciczek nie pogubiły, tak uciekały... Och, jak mi ich żal.