Najpierw jest cisza po zimie. Jeszcze chłodna ziemia, jeszcze nagie gałęzie — i nagle on. Mały, złoty płomyk przy ścieżce. Podbiał.
Niepozorny, jakby niepewny, a jednak pierwszy. Jak szept, który mówi więcej niż krzyk. W jego kruchej formie kryje się coś większego — obietnica. Że wróci ciepło. Że świat znów zacznie oddychać.
Nie zachwyca jak ogrodowe kwiaty. Często mijany, niedoceniony. A przecież jego siłę dostrzegano od wieków — wiedział o niej już Hipokrates. W tym drobnym kwiecie pulsuje pamięć natury.
Zakwita, zanim pojawią się liście — jakby nie mógł czekać. Jakby chciał być pierwszy, by powiedzieć: już czas. Dopiero później rozwiną się miękkie, sercowate kształty, na początku otulone delikatnym puchem, potem coraz bardziej surowe, milczące.
A nocą wszystko cichnie. Kwiaty zamykają się powoli, jak oczy zmęczone dniem.
I tylko ziemia wie, że to właśnie od niego zaczyna się wiosna.
