Wystarczył jeden dzień z plusową (wreszcie!) temperaturą i proszę — wiosna wraca, jakby nigdy nic, z tym swoim niewinnym uśmieszkiem. No cóż… trochę nas ostatnio wystawiła do wiatru tym nagłym zaśnieżeniem przyrody, ale dobra — nie będziemy się długo gniewać.
Bo jak tu się nie cieszyć? Cieszymy się my, ludzie… i najwyraźniej też zwierzęta.
Na przykład krety. Te to dopiero urządziły powitalną imprezę! W trybie ekspresowym ozdobiły polany całymi kolekcjami kopczyków. I to nie byle jakimi — świeżutkie, równiutkie, jak spod igły.
Mało tego — nadal pracowały! Bo kiedy rano wybrałam się na kijki, niektóre kopczyki wciąż się ruszały. Normalnie krecia robota na żywo.
Widać, że kreciki wzięły sprawy w swoje łapki i nadrabiają zaległości po zimowo-wiosennych zawirowaniach. Tempo mają takie, jakby ktoś im zamontował turbo doładowanie. Kopią, sypią, działają bez przerwy!
Efekt? Polana w okamgnieniu zamieniła się w galerię kopczyków. I to jaką!
Jeden krecik to już w ogóle poszedł o krok dalej i stworzył prawdziwe dzieło sztuki. Sami popatrzcie, w jakim anturażu ustawił swój kopczyk.
No powiedzcie — czy to nie ma klimatu? Zastanawiam się, czy to był przypadek, czy jednak pełna, krecio-artystyczna koncepcja.
A może to instalacja na cześć powrotu wiosny? Taki performance dla wtajemniczonych?
Tak czy inaczej — jestem zachwycona. Kopczykiem, rzecz jasna, bo sam artysta nie raczył się pokazać… Mimo że naprawdę uprzejmie do niego zagadywałam.
Za to kopczyk… jakby się speszył — i przestał się ruszać ?
