wtorek, 7 kwietnia 2026

Zima odwołana. Potwierdzone w terenie

Wsiadłam na rower z jednym celem: odnaleźć resztki zimy. Po drodze było dużo lasu, trochę zdziwienia i jedno bardzo konkretne odkrycie.


Nie tęsknię za zimą. To wiosna jest moją porą — najbliższą, najprawdziwszą. A jednak lubię nadawać swoim rowerowym wędrówkom sens, nawet jeśli jest on przewrotny. Tym razem postanowiłam poszukać resztek zimy.

Krążyłam więc po leśnych ścieżkach, zaglądałam w znajome i mniej znane zakamarki. I nic. Ani śladu. Ani jednej grudki śniegu. I dobrze — ta pustka wcale mnie nie rozczarowała. Wręcz przeciwnie, była jak cichy znak, że wszystko toczy się swoim rytmem.



Dopiero gdy przejeżdżałam z jednego lasu do drugiego, trafiłam na coś, co wyglądało jak wspomnienie zimy. Na zboczu jednej z gór zalegała biel — obca, trochę nie na miejscu. Zapewne sztuczna, utrzymana siłą na stoku narciarskim.

Nie dotknęłam jej. Patrzyłam tylko z dystansu, jak na coś, co już do mnie nie należy. Zrobiłam kilka zdjęć — na dowód, że jeszcze przez chwilę trwa.



Zdjęcia wyszły zwyczajne, może nawet niedoskonałe… a jednak lubię je. Bo wiem, że za kilka tygodni ten widok zniknie bez śladu. Drzewa pokryją się liśćmi i zamkną ten krótki, przejściowy moment między porami roku.



Zanim ruszyłam w dół, w stronę domu, zatrzymałam się jeszcze przy Pomniku Wędrowca. I tam stwierdziłam, że jakby tych „wotów” na nim ubyło… Pamiętam dokładnie, że wisiały tam trzy biustonosze, a teraz nie ma żadnego. Czyżby komuś się przydały?

Obeszłam pomnik dookoła, na chwilę zatrzymując się w ciszy. Zostawiłam swój breloczek — drobny znak obecności — i ruszyłam dalej. W stronę domu. W stronę wiosny.