wtorek, 4 października 2022

Krasnoludki wszystkich krajów łączcie się!

 

Czas by na tym świecie

wreszcie się zmieniło...

By stał się piękniejszy,

by łatwiej się żyło.


Gdzie szukać pomocy,

kogo o nią prosić?

Do kogóż to kogóż

nasze modły wznosić?


Bo ileż tak można

samemu zmieniać świat,

skoro na betonie

nie rośnie żaden kwiat?


Może krasnoludki

ruszą nam z pomocą?

Wołajmy je głośno,

a zjawią się nocą.


Kto wierzy w nie mocno,

we śnie ujrzy zmiany:

Jak świat nam pięknieje;

człek nie jest pętany.

 


9775-gif-krasnoludki zszywka.pl


Oferta pracy... Zbyt wczesna lub zbyt późna?


Zaglądam tu często, bo strona chwalebna,

i jakże do życia niezmiernie potrzebna…

Na ofertę pracy bym chętnie przystała,

Gdyby mi no tylko mama zgodę dała.




Zaglądam tu często, bo strona chwalebna,

i jakże do życia też bywa potrzebna…

Na ofertę pracy bym chętnie przystała,

Gdybym no tylko mniej latek miała.


Z cyklu: Pół żartem, pół serio”


niedziela, 2 października 2022

Warto wspominać...

No niech mi ktoś powie, że nie warto. Warto! I to jeszcze jak! A jak nam się zechce głębiej pochylić głowy nad wspomnieniami, mogą stać się one jeszcze piękniejsze. Ba, budujące wręcz. A już na pewno rozbawiające i poprawiające nastrój.

Mojej blogowej Psiapsiółce z dawnych lat, Hani, mistrzyni fotomontażu, już ładne parę lat temu się zechciało swoją szanowną główkę pochylić i przy okazji swoich wspomnień, w tajemnicy przede mną, skopiowała sobie jedno ze zdjęć z moich z kolei wspomnień, i proszę bardzo, jak 16-letnią Halszkę wspaniale wystroiła.

 


Była to dla mnie bardzo miłą niespodzianką. Bo oczywiście zaraz dostałam od Niej, jak to określiła: — „wieczyste pozwolenie” — na używanie tego dzieła... No i używam, bo nie będę ukrywać, że bardzo mi się podoba Halszka w takim wystrojonym wydaniu. Dziękuję Ci Haniu raz jeszcze!


Tymczasem na blogowisku... O słowie danym a nie dotrzymanym

 

Znikam kochani na jakiś czas…

więc do widzenia, żegnam Was!

Nie smućcie się jednak, bo ja się nie smucę,

Zamelduję się zaraz jak tylko wrócę.


I co?... I cisza!


Jednak słowo dane nie jest dotrzymane...

Wszakże zostało milcząco złamane.

Musimy więc sprawdzić co to się stało,

by na blogach naszych znów wszystko grało.


O, jest i odzew!


Kochani melduję, że wszystko w porządku,

Wnet Wam mą historię streszczę od początku.

Niezmiernie mi miło, że się o mnie martwicie...

Czasem dane słowo weryfikuje życie.

 



piątek, 30 września 2022

Demokracja po polsku

Polacy lubią rozprawiać o demokracji, o wolności, o prawach, rzadko jednak o obowiązkach z demokracji wynikających. W Internecie szczególnie jest to zauważalne. Z wieloma opiniami się zgadzam, z wieloma nie. Niektóre mnie rażą. Niektóre wręcz brzydzą. Zwłaszcza, kiedy mowa o wolności słowa.

I choćby nie wiem jak, ci chwalący obecną demokrację według PiS głosili swoje racje, to jednak nie zagłuszą ludzi o odmiennym zdaniu. Bo dlaczego akurat teraz, za rządów tej partii, jest tyle nienawiści dookoła, tyle zawiści, tyle chamstwa, tyle arogancji, tyle agresji?

Zauważam też, że wiele jest osób, które ciągle wyrażają swoją tęsknotę za latami 60., 70. i 80. ubiegłego wieku. Czyżby tęsknili za komuną?

Socjolodzy twierdzą, że ta nostalgia bierze się stąd, iż ludzie uwielbiają wspominać swoją młodość i tak naprawdę to tęsknią tylko za młodością, która przypadała akurat na okres komuny. Oczywiście, wiele w tym prawdy. Ale niech mi nikt nie mówi, że ludzie wtedy nie byli lepsi. Byli biedniejsi, to fakt, ale dla siebie mieli szacunek. Na pewno byli też bardziej zdyscyplinowani, mieli wyższe morale... I co tu dużo gadać, byli szczęśliwsi.

Czy to zasługa komuny? Na pewno nie. Tacy po prostu byli wtedy ludzie. Lepsi. Zwłaszcza młodzież była lepsza. Dlaczego? Ano dlatego, że w życie wprowadzana była przez dorosłych dotkniętych piętnem wojny. Wyniszczonych przez wojnę. Brzmi to paradoksalnie, ale to prawda! Dorośli wtedy ponad wszystko pragnęli godnie żyć, przekazywali więc młodym pozytywne wartości, dawali sobą właściwy przykład. Czego efektem było to, że młodzi starszych bardziej szanowali, wielu z nich obdarzali uznaniem, autorytetem. A jak jest dzisiaj? Jaki przykład dają dorośli? Czego młodych uczą?

W dzisiejszych czasach dorośli niestety niewiele dobrego potrafią młodych nauczyć. Albo nie chcą. W wielu przypadkach rodzice, zasłaniając się brakiem czasu, wolą podsuwać swoim dzieciom materialne osiągnięcia współczesnej cywilizacji, jak: telefony komórkowe, komputery, internet, a sami zajmować się sobą... i wyścigami szczurów. Albo, co gorsza, zapijaczeni „leżą odłogiem”, że się tak wyrażę, i za swoje nałogi i niedołęstwo życiowe winią wszystkich innych, byle nie siebie. Często zrzucają je też na karb ubóstwa, za które z kolei obwiniają państwo.

Kto się dzisiaj tak naprawdę młodymi przejmuje? Kto ich dzisiaj wychowuje? Kto ich wspiera? Kto im daje poczucie bezpieczeństwa? W większości ulica... i internet.

Nie ma idealnego ustroju, to fakt, jednak nikt do tej pory lepszego nie wymyślił. Tak po prawdzie, to nie ustrój jest winny temu, kiedy źle się dzieje w narodzie, a człowiek... dorosły człowiek. Dokładniej pisałam o tym przed laty w swoim felietonie pt. „Dorośli dzieciom”. Ciągle jest aktualny. Niestety.

Demokracja, jak na razie, jest najlepszą formą ustrojową, jaką mamy na świecie (ma swój początek w starożytnej Grecji). Co nie znaczy, że nie można mieć do niej zastrzeżeń.  

 

 

Jeśli zaś chodzi o polską demokrację, to myślę, że wtedy dopiero będzie w Polsce lepiej, kiedy już wymrą wszystkie komunistyczne i nawet postkomunistyczne dinozaury. Bo jak na razie, jest ona tak koślawa, że większość ludzi zamiast lepiej się w niej czuć, czuje się gorzej... i ma gorzej. Oprócz nuworyszy oczywiście i wszystkich pisowców u żłobu.

Potrzebna jest przede wszystkim rewolucja kulturowa. Polacy przede wszystkim muszą się wyzbyć chamstwa i nienawiści, i wszystkiego tego, co tymi niechlubnymi odczuciami jest związane. Muszą się nauczyć wewnętrznej dyscypliny. A zewnętrzną po prostu przestrzegać. Bez dyscypliny wolny człowiek podatny jest na demoralizację.

Wolność słowa nie polega na bezkarnym, chamskim, wulgarnym opluwaniu wszystkich i wszystkiego dookoła. W ostatnich latach chamstwo w Polsce rozpleniło się potwornie, i to właśnie w tych latach przypadających na demokrację. Jestem bardzo zniesmaczona wulgarnością, zwłaszcza wśród młodzieży. Niedobrze mi się robi, kiedy przyjdzie mi się z nią zetknąć. Kiedyś młodzież nie była taka impertynencka. Nie w takim wymiarze. I czyja to wina? Dorosłych, tylko i wyłącznie. Wszak to dorośli stworzyli młodym taką rzeczywistość.

Demokracja nie polega na tym, żeby mieć, posiadać, znaczyć wiele. Żeby bez pardonu rozpychać się łokciami w realizacji swoich coraz bardziej zachłannych potrzeb.

Ludzie, którzy nie przywiązują zbytniej wagi do dóbr materialnych, którzy lubią mieć tylko to, co im najbardziej do codziennego życia potrzebne, są szczęśliwsi.

Przyznam, że ja tak mam, więc coś na ten temat wiem. Natomiast na ludziach bardzo się zawiodłam. W młodości całym sercem byłam otwarta na świat, na wszystkich ludzi. Niestety, w wielu przypadkach na dobre mi to nie wyszło.

Obecnie, w tych jakże niebezpiecznych czasach, pełnych nienawiści i agresji, coraz częściej podzielam słowa G.B. Shaw`a: — „Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta”... Bo:  

 

Kiedy byłam jeszcze młoda,

wierzyłem w idee i autorytety...
Dziś autorytety jak świece przygasły;
z idei zostały same tylko bzdety.

 

Kiedy byłam jeszcze młoda,

wierzyłem w prawo i sprawiedliwość...
Dziś niestety dla mnie znaczą tyle,
co bezprawie i... upierdliwość.

 

Kiedy byłam jeszcze młoda,

wierzyłem w dobro całego świata...
Dziś niestety już nie wierzę,
skoro nadal brat zabija brata.

 

Kiedy byłam jeszcze młoda,

wierzyłem w przyzwoitych ludzi...
Dziś niestety wielu z nich
lęk i odrazę we mnie budzi.

***

Od kiedy nie jestem już młoda,

dręczy mnie Shaw`a myśl przeklęta:
Im bardziej poznaję ludzi,
tym bardziej kocham zwierzęta”.


poniedziałek, 26 września 2022

Wspomnienia. Nostalgiczny balsam dla duszy

To bardzo wkurzające, że czas tak szybko płynie. Trudno się z tym pogodzić, że tak się śpieszy. Że dzieciństwo tak szybko przeleciało, że młodość choć trochę dłużej nie trwała. Rach-ciach, i człowiek ma jedno i drugie już za sobą. Kurcze, co za życie! Trzeba by było komuś palcem za to pogrozić. No tak, ale komu? Skoro nie wiadomo komu, trzeba się z tym stanem rzeczy pogodzić i cieszyć się z tego, co nam dane, czyli z każdego nowego dnia, z każdej najmniejszej nawet chwili.

Mówi też o tym wierszyk, który już dawno temu napisałam, chociaż młoda jeszcze byłam. Pewnie już wtedy czułam, że zbyt szybko płynie. Mimo to udało mi się posiąść sztukę bycia szczęśliwą... na przekór wszystkim i wszystkiemu.

 

Nieubłagany czas

A czas jak rzeka, jak rzeka płynie,
Nieubłaganie… Z szybkości słynie.
Nikt go zatrzymać nigdy nie zdoła,
Ni bogacz z mamoną, ni zwykła pierdoła.

Jedyna to sprawiedliwość na tym świecie,
I ja o tym wiem, i wy o tym wiecie…
Cieszmy się zatem dzisiejszym dniem,
Porzućmy smuteczki i… carpe diem!

 

Wspaniałą rzeczą jest też mieć dobre wspomnienia z dzieciństwa i lat młodości. Takie wspomnienia działają jak balsam na duszę, skołataną nieraz nieuchronnym starzeniem się ciała.

Szczęściem dla mnie takich dobrych wspomnień mam bardzo dużo. Pewnie też dlatego, tak miło mi się pisało autobiografię z tamtego okresu, którą zatytułowałam: „Narzucona autobiografia Halszki”.

Czasami z potrzeby chwili publikuję jej fragmenty. Tym razem będą to zdjęcia z opisem, które w pewnym sensie, pół żartem, pół serio, tłumaczą przymiotnik w jej tytule:


Halszka ma już latek pięć... (5)

i na życie wielką chęć!
 

Moja rodzinka była już w komplecie... Chociaż nie, brakowało jeszcze braciszka, ale on urodzi się dopiero za 6 lat.

Na całe życie zapamiętam ten seans fotograficzny. Rany, to się działo! Pan fotograf kazał schować paluszki, co by szkaradnie nie wyszły na zdjęci u, i patrzeć w dziurkę takiego ogromniastego aparatu fotograficznego. Miał z niej ptaszek wyskoczyć. Nie wyskoczył jednak. Może dlatego, że się wystraszył pana fotografa, bo pan fotograf, ni stąd, ni zowąd, skoczył nagle za aparat i narzucił na siebie jakąś czarną dużą płachtą... Iii? Coś błysnęło, coś huknęło... i poszliśmy do domu.


Od kiedy Halszka skończyła lat siedem... (7)
kontakt z naturą stał się jej credem.
 

Bez wody ani rusz. Tak zdobywałam pierwsze szlify w swoim kolejnym żywiole. Wprawdzie żadna ryba ze mnie, a rak, ale że na bezrybiu i rak ryba, kocham wodę jak prawdziwa ryba. (Ciekawa jestem, czy fotka ta nie zostanie usunięta przez cenzurę, wszak jestem na niej w nieprzyzwoitym stroju topless). 

Halszka latek ma już dziesięć... (10)

i wielką ciekawość co los przyniesie.
 

Moje pierwsze zdjęcie do paszportu zrobiono mi przed wyjazdem za granicę... Ha, ale nie byle jaką zagranicę, bo aż do ZSRR, a dokładniej, na Ukrainę, do Zbaraża.

Pojechałam tam z rodzicami i z jedną ze starszych siostrzyczek (oraz z braciszkiem w maminym brzuszku). Rodzice koniecznie chcieli nam pokazać swoje strony z lat dzieciństwa i młodości oraz swój majątek, jaki tam zostawili... Eee tam, zostawili, Sowieci im wszystko zabrali i z kartą majątkową wyrzucili na Ziemie Odzyskane.

 

Halszka ma już lat dwanaście... (12)

i radości pełne garście.
 

Po raz pierwszy zapuściłam sobie włosy i uplotłam warkoczyki, a za namową maminki i wręczoną mi własnoręcznie przez nią uszytą sukieneczkę, ubrałam się w końcu jak dziewczynka. Do tego kapelusik, balerinki, torebeczka, i takie tam różniste dziewczęce fidrygałki. No bo jak dziewczynka, to dziewczynka.

Całe dzieciństwo byłam chłopczycą, i też jak chłopak wyglądałam. Może chciałam (bardziej podświadomie niż świadomie) zrehabilitować się przed rodzicami za tę niemiłą niespodziankę, jaką im zrobiłam, przychodząc na świat trzecim „dziurawcem”, jak to tatulek mawiał. A rodzice tak bardzo przecież czekali na chłopczyka. Potem nieraz słyszałam, że dałam im tak popalić, jak trzech chłopaków naraz. Psociłam jak chłopczur, przyznaję... ale na wesoło. 

 

Ho, ho...! Halszka ma już szesnaście lat... (16)

i bez rodziców rusza ochoczo w świat.
 

Miałam tylko jedną ciocię na wsi (w Kotlinie Kłodzkiej), u której niemalże rok w rok spędzałam wakacje. Czasem ze starszą siostrą, najczęściej jednak sama. Miałam tam dwóch kuzynów do zabawy i chmarę chłopaków z sąsiedztwa. To były cudowne czasy. Ileż wspaniałych wspomnień mam z tamtego okresu. Same niezwykłe, same szalone... przez to i niezapomniane.

Na kanwie tych moich właśnie wspomnień (m.in.) po latach powstała powieść pt. „Szalone wakacje”.

 

Halszka ma już lat dziewiętnaście... (19)

Rany!, wszak to już ostatnie naście.
 

Chcąc nie chcąc weszło mi się w dorosłość. Wszak Egzamin Dojrzałości po 5-letnim Technikum zaliczyłam, Dyplom Maturalny ze zdjęciem mojej fizjonomii z tajemniczym uśmieszkiem dostałam, i kropka... Wypinkalać do dorosłego życia!

Rany, no i po co ja w ogóle do tego egzaminu dojrzałości przystępowałam?! Nie chcę być dorosła! Chcę być nadal młodziuchną dzierlatką... trochę postrzeloną, trochę szurniętą, zawsze wesołą... i uśmiechniętą.

Cóż, czasu niestety nie da się zatrzymać, płynie jak rzeka. Młodość już też przeminęła, pozostały jedynie wspomnienia. Piękne wspomnienie. Ale ja, gdzieś w głębi duszy, nadal jestem tą samą Halszką, trochę postrzeloną, trochę szurniętą, zawsze (no, prawie zawsze) wesołą... i uśmiechniętą.


sobota, 24 września 2022

Szopka w wydaniu Kaczystów z Orłem Białym w tle


Antoni Macierewicz dostał Orła Białego...

Teraz, gdy o nim prawda na jaw wychodzi?

Gdy został uznany za kłamcę smoleńskiego?

Jakżeż to jest możliwe?! Przecież to się nie godzi!

***

Nikt mu jego zasług odebrać nie może,

za czasów komuny wszak zrobił wiele.

Teraz ludziom twarze nienawiścią orze...

Tak realizuje Kaczyńskiego cele.

 


Zdjęcie z Twittera A. Sz.
 

Z cyklu: ”Satyriady”