Polacy lubią rozprawiać o
demokracji, o wolności, o prawach, rzadko jednak o obowiązkach z
demokracji wynikających. W Internecie szczególnie jest to
zauważalne. Z wieloma opiniami się zgadzam, z wieloma nie. Niektóre
mnie rażą. Niektóre wręcz brzydzą. Zwłaszcza, kiedy mowa o
wolności słowa.
I choćby nie wiem jak, ci chwalący
obecną demokrację według PiS głosili swoje racje, to jednak nie
zagłuszą ludzi o odmiennym zdaniu. Bo dlaczego akurat teraz, za
rządów tej partii, jest tyle nienawiści dookoła, tyle zawiści,
tyle chamstwa, tyle arogancji, tyle agresji?
Zauważam też, że wiele jest osób,
które ciągle wyrażają swoją tęsknotę za latami 60., 70. i 80.
ubiegłego wieku. Czyżby tęsknili za komuną?
Socjolodzy twierdzą, że ta
nostalgia bierze się stąd, iż ludzie uwielbiają wspominać swoją
młodość i tak naprawdę to tęsknią tylko za młodością, która
przypadała akurat na okres komuny. Oczywiście, wiele w tym prawdy.
Ale niech mi nikt nie mówi, że ludzie wtedy nie byli lepsi. Byli
biedniejsi, to fakt, ale dla siebie mieli szacunek. Na pewno byli też
bardziej zdyscyplinowani, mieli wyższe morale... I co tu dużo
gadać, byli szczęśliwsi.
Czy to zasługa komuny? Na pewno nie.
Tacy po prostu byli wtedy ludzie. Lepsi. Zwłaszcza młodzież była
lepsza. Dlaczego? Ano dlatego, że w życie wprowadzana była przez
dorosłych dotkniętych piętnem wojny. Wyniszczonych przez wojnę.
Brzmi to paradoksalnie, ale to prawda! Dorośli wtedy ponad wszystko
pragnęli godnie żyć, przekazywali więc młodym pozytywne
wartości, dawali sobą właściwy przykład. Czego efektem było to,
że młodzi starszych bardziej szanowali, wielu z nich obdarzali
uznaniem, autorytetem. A jak jest dzisiaj? Jaki przykład dają
dorośli? Czego młodych uczą?
W dzisiejszych czasach dorośli
niestety niewiele dobrego potrafią młodych nauczyć. Albo nie chcą.
W wielu przypadkach rodzice, zasłaniając się brakiem czasu, wolą
podsuwać swoim dzieciom materialne osiągnięcia współczesnej
cywilizacji, jak: telefony komórkowe, komputery, internet, a sami
zajmować się sobą... i wyścigami szczurów. Albo, co gorsza,
zapijaczeni „leżą odłogiem”, że się tak wyrażę, i za swoje
nałogi i niedołęstwo życiowe winią wszystkich innych, byle nie
siebie. Często zrzucają je też na karb ubóstwa, za które z kolei
obwiniają państwo.
Kto się dzisiaj tak naprawdę
młodymi przejmuje? Kto ich dzisiaj wychowuje? Kto ich wspiera? Kto
im daje poczucie bezpieczeństwa? W większości ulica... i internet.
Nie ma idealnego ustroju, to fakt,
jednak nikt do tej pory lepszego nie wymyślił. Tak po prawdzie, to
nie ustrój jest winny temu, kiedy źle się dzieje w narodzie, a
człowiek... dorosły człowiek. Dokładniej pisałam o tym przed
laty w swoim felietonie pt. „Dorośli dzieciom”. Ciągle jest
aktualny. Niestety.
Demokracja, jak na razie, jest
najlepszą formą ustrojową, jaką mamy na świecie (ma swój
początek w starożytnej Grecji). Co nie znaczy, że nie można mieć
do niej zastrzeżeń.
Jeśli zaś chodzi o polską
demokrację, to myślę, że wtedy dopiero będzie w Polsce lepiej,
kiedy już wymrą wszystkie komunistyczne i nawet postkomunistyczne
dinozaury. Bo jak na razie, jest ona tak koślawa, że większość
ludzi zamiast lepiej się w niej czuć, czuje się gorzej... i ma
gorzej. Oprócz nuworyszy oczywiście i wszystkich pisowców u żłobu.
Potrzebna jest przede wszystkim
rewolucja kulturowa. Polacy przede wszystkim muszą się wyzbyć
chamstwa i nienawiści, i wszystkiego tego, co tymi niechlubnymi
odczuciami jest związane. Muszą się nauczyć wewnętrznej
dyscypliny. A zewnętrzną po prostu przestrzegać. Bez dyscypliny
wolny człowiek podatny jest na demoralizację.
Wolność słowa nie polega na
bezkarnym, chamskim, wulgarnym opluwaniu wszystkich i wszystkiego
dookoła. W ostatnich latach chamstwo w Polsce rozpleniło się
potwornie, i to właśnie w tych latach przypadających na
demokrację. Jestem bardzo zniesmaczona wulgarnością, zwłaszcza
wśród młodzieży. Niedobrze mi się robi, kiedy przyjdzie mi się
z nią zetknąć. Kiedyś młodzież nie była taka impertynencka.
Nie w takim wymiarze. I czyja to wina? Dorosłych, tylko i wyłącznie.
Wszak to dorośli stworzyli młodym taką rzeczywistość.
Demokracja nie polega na tym, żeby
mieć, posiadać, znaczyć wiele. Żeby bez pardonu rozpychać się
łokciami w realizacji swoich coraz bardziej zachłannych potrzeb.
Ludzie, którzy nie przywiązują
zbytniej wagi do dóbr materialnych, którzy lubią mieć tylko to,
co im najbardziej do codziennego życia potrzebne, są szczęśliwsi.
Przyznam, że ja tak mam, więc coś
na ten temat wiem. Natomiast na ludziach bardzo się zawiodłam. W
młodości całym sercem byłam otwarta na świat, na wszystkich
ludzi. Niestety, w wielu przypadkach na dobre mi to nie wyszło.
Obecnie, w tych jakże
niebezpiecznych czasach, pełnych nienawiści i agresji, coraz
częściej podzielam słowa G.B. Shaw`a: — „Im bardziej poznaję
ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta”... Bo:
Kiedy byłam
jeszcze młoda,
wierzyłem w
idee i autorytety...
Dziś
autorytety jak świece przygasły;
z
idei zostały same tylko bzdety.
Kiedy byłam
jeszcze młoda,
wierzyłem w
prawo i sprawiedliwość...
Dziś
niestety dla mnie znaczą tyle,
co bezprawie
i... upierdliwość.
Kiedy byłam
jeszcze młoda,
wierzyłem w
dobro całego świata...
Dziś
niestety już nie wierzę,
skoro nadal
brat zabija brata.
Kiedy byłam
jeszcze młoda,
wierzyłem w
przyzwoitych ludzi...
Dziś
niestety wielu z nich
lęk i
odrazę we mnie budzi.
***
Od kiedy
nie jestem już młoda,
dręczy mnie
Shaw`a myśl przeklęta:
„Im
bardziej poznaję ludzi,
tym
bardziej kocham zwierzęta”.