czwartek, 7 listopada 2019

Urok brunatnej jesieni

Nie często mamy okazję podziwiać brunatną jesień. Najczęściej po złotej jesieni nastają mrozy, silne wiatry (czasami już nawet w jej trakcie) i liście szybko spadają z drzew. Nie zdążą pociemnieć, przejść ze złotej barwy w brunatną. W tym roku jest inaczej. W tym roku jesień jest cudowna. Możemy podziwiać całą gamę jesiennych kolorów, które zmieniają się bardzo powoli i bardzo bajecznie.
Tegoroczna jesień najwyraźniej chce nam zrekompensować nazbyt upalne, męczące lato... i trwa, i trwa! Cudownie trwa. Nawet w zamglony poranek, nawet w pochmurny dzień ma swój urok. W takich momentach jej brunatność jest jeszcze bardziej zaakcentowana.


Wędrówki po królestwie brunatnej jesieni są fascynujące. To bajeczne uczucie tak iść i iść ścieżynkami wyścielonymi brunatnymi, dźwięcznie szeleszczącymi pod stopami liśćmi.




Jesienne drzewa

Szumi las, szumią jesienne drzewa...
Wiatr im na liściach złotem przygrywa.
Szumią o czasach dawno minionych,
O ludzkich losach dziwnie splecionych.

Długo żyjąc, wiele widziały,
Choć w jednym miejscu tylko stały.
Szumią o wszystkim, co kto woli…
O ludzkiej doli… i niedoli.

Szumią o pięknie całego Świata…
Los ludźmi wszakże po Ziemi miota.
Ludzie pod drzewem chętnie siadają,
O cudach Świata opowiadają.

Szumią o sile tkliwej miłości,
O oczarowaniu, o zazdrości.
Wszystko od ludzi to usłyszały,
Bo jak spowiednik... słuchać musiały.




wtorek, 5 listopada 2019

poniedziałek, 4 listopada 2019

Dziś przeżyłam kolejne trzęsienie ziemi

W mieście, w którym mieszkam, dzisiaj w nocy o godz. 1:59 znów zadrżała ziemia. Trzęsienie ziemi tym razem osiągnęło siłę 3,9 st. w skali Richtera. To było okropne uczucie. Ze snu wyrwał mnie potworny huk i wstrząs. W pierwszym momencie wystraszyłam się bardzo, ale zaraz zorientowałam się, że to nie eksplozja, tylko... trzęsienie ziemi. Tylko? Skąd to tylko? Ano stąd, że było to już trzecie trzęsienie ziemi jakie tu przeżyłam, nabieram więc coraz to większego doświadczenia i polegam też na informacjach tutejszych sejsmologów, a właściwie, chcę polegać.
Czy dzisiejsze trzęsienie ziemi było tragiczne w skutkach? Jak do tej pory policja nie odnotowała żadnych szkód materialnych. Jeśli zaś chodzi o szkody psychiczne, to z pewnością nie jeden obywatel miasta i okolic takowych doznał, bo też trzęsienie ziemi do przyjemności nie należy. Zwłaszcza w czasie snu.
Mam nadzieję, że wtórnych wstrząsów nie będzie. Jednak z ewentualnymi trzęsieniami ziemi muszę się niestety pogodzić, gdyż miasto nasze leży w strefie sejsmicznej. Przedostatnie trzęsienie ziemi, jakie tu przeżyłam (na szczęście nieświadomie) miało miejsce 22.03.2003 r., a miało ono siłę o wiele większą, bo aż 4,5 stopnia w skali Richtera i narobiło trochę szkód. W niektórych budynkach popękały szyby i pospadały dachówki.
Wtedy to nawet przez myśl mi nie przeszło, że to trzęsienie ziemi było. Ale to i dobrze, przynajmniej zaoszczędziłam sobie stresu. Nieświadomość bywa czasem błogosławieństwem.
A było to tak: w momencie kiedy trzęsienie ziemi miało miejsce, odbierałam akurat przez okno bio-warzywa od Bauer`a (rolnika), jakie w każdą środę mi dostarcza. A tu nagle, jak nie huknie raz po razie, jak nie dmuchnie rozedrganym powietrzem, mało nam skrzynia z warzywami z rąk nie wyleciała. Najpierw oczywiście się wystraszyliśmy, ale po chwili buchnęliśmy śmiechem, psiocząc w żartach na żołnierzy, że tym razem przesadzili z ćwiczeniami na pobliskim poligonie wojskowym.
Co to naprawdę było dowiedziałam się dopiero z radia. Epicentrum trzęsienia ziemi oddalone było jakieś 10 km od miejsca gdzie mieszkam. A tam ludzie bardzo byli przestraszeni. Czytałam w Internecie komentarze niektórych osób tam mieszkających. Porównywali je do potwornego hałasu zbyt szybko jadącej kawalkady ciężarówek, które nagle zaczęły uderzać w ściany budynków. Inni z kolei, podobnie jak ja z Bauer`em, podejrzewali o przesadę żołnierzy, którzy od kilku dni ostro ćwiczyli na działach na poligonie.

Pierwsze przeżyte przeze mnie trzęsienie ziemi zaskoczyło mnie całkowicie i potwornie przeraziło. Pojęcia nie miałam, co to takiego.
Pamiętam, że stałam wtedy w kuchni przy stole i obierałam sobie jabłko. Nagle, jak coś nie łomotnie, piekielnie głośno i przeciągle, jakby się dom walił. Wyrwałam z kuchni w tak szalonym tempie, że nawet nie zdążyłam poczuć, czy coś się zatrzęsło. Przeleciałam przez przedpokój, i wpadając do pokoju roboczego, jednym susem wyskoczyłam przez otwarte — na szczęście — drzwi do ogrodu. Na szczęście, bo nie wiem, czy w tym potwornym przerażeniu i tempie nie wyrwałabym ich z zawiasami. Kiedy znalazłam się już w ogrodzie, zobaczyłam nagle, że mam na nogach pantofle domowe. No to jak to tak?! W ogrodzie w domowych pantoflach? Dla pedantki to szok! A ja jestem niepoprawną pedantką. Niewiele myśląc, wpadłam z powrotem do pokoju i porwałam buty ogrodowe, stojące przy drzwiach... i ponownie wyleciałam na ogród. Zszokowana, trzęsąc się na całym ciele, zmieniłam obuwie, po czym usiadłam na trawę i zaczęłam się zastanawiać, co też to mogło być. (Muszę przyznać, że ta moja wolta z butami w tle urosła do rangi anegdoty, z której moi bliscy do dziś się śmieją, ja zresztą też). Moje zastanawianie się nie trwało jednak długo. Wnet odzyskałam rezon, odwaga we mnie wstąpiła i zaczęłam biegać dookoła domu, sprawdzając, czy aby w całości stoi. Kiedy robiłam już drugie okrążenie, usłyszałam nagle głos mojego sąsiada z przeciwka. Tubylca.
Droga sąsiadko, a cóż to pani tak biega dookoła? — spytał rechocząc. — Niech się pani nie martwi, naszym domom nic nie grozi, wytrzymają trzęsienie ziemi nawet o sile 7,5 stopnia w skali Richtera. Tak są budowane.
To to było trzęsienie ziemi?! — wykrzyczałam pytanie jeszcze bardziej wystraszona.
A co pani myślała, że wojna?! — jeszcze głośniej zarechotał sąsiad.
Sama już nie wiem, co ja wtedy myślałam, ale że to może być trzęsienie ziemi, to z pewnością ani mi na myśl nie przyszło. Bo i skąd, skoro trzęsienia ziemi jeszcze nigdy nie przeżyłam. Teraz już trochę wiem, co to znaczy.

Sprawdziłam w Internecie jakie trzęsienie ziemi było tutaj w ostatnich latach najgroźniejsze, no i doczytałam się, że 3.08.1978 r. o magnitudzie 5,7 stopnia w skali Richtera. Wtedy odnotowano bardzo dużo strat. Wiele domów popękało, wiele dróg zapadło się głęboko. Brrr...! Okropność! Gdybym wtedy wiedziała, że to trzęsienie ziemi… rany, to bym chyba... No, przynajmniej po buty nie wracała do domu.

Mam wielką nadzieję, że nasze domy rzeczywiście są solidnie budowane i wytrzymają każde trzęsienie ziemi… I jeszcze większą nadzieję, że kolejne trzęsienie ziemi tak szybko nie nastąpi, bo też takie piekielne huki i telepania, wcale nie są zabawne.



Być teściową…

Dzisiaj miałam okazję potrzymać za guzik. Był u mnie kominiarz. Co roku o tej samej porze trzymam za guzik. Chociaż nie, tym razem trzymałam nieco wcześniej. Może nawet bym się nie zorientowała, ale to sam kominiarz już w progu zameldował mi, że przyszedł do mnie o trzy tygodnie wcześniej. Mówił, że za dwa dni wyjeżdża na urlop i chce wszystkich zleceniodawców obsłużyć przed urlopem, żeby na wczasach mieć spokojną głowę i dobrze wypocząć. Że w tym roku wyjątkowo ma urlop jesienną porą, a nie jak co roku, letnią, ponieważ całą lato siedziała u nich jego teściowa. Wszystko to zameldował mi jednym tchem i natychmiast zabrał się za czyszczenie i sprawdzanie stanu technicznego przewodów kominowych mojego pieca centralnego ogrzewania. Ja w tym czasie pobiegłam do kuchni zaparzyć kawę.
Kiedy podeszłam do niego z dwiema filiżankami kawy, na mój widok zawołał:
Wielkie dzięki, kawa dobrze mi zrobi! Jeszcze tylko jeden dom mam do zrobienia i potem mogę się już przygotowywać do wyjazdu na wczasy. A wie pani, aż trzytygodniowe wczasy wykupiłem, by móc zapomnieć o tym koszmarze z teściową w tle… E tam, w tle, na pierwszym planie. Ależ mnie ona wykończyła!
Co, taka niedobra? — zapytałam ze współczuciem.
Niedobra…? To zbyt delikatne określenie… — zagrzmiał. — To alte Hexe*, nie teściowa. Pół zdrowia zjadła mi przez te parę miesięcy. Żonie również.
To pańska żona nie mogła jakoś wpłynąć na swoją matkę?
A gdzież tam! Na nią wpływu nikt nie może mieć… Bo przecież ona jest najlepsza, najmądrzejsza, najinteligentniejsza, najzaradniejsza… naj, naj, naj, we wszystkim jest „naj” i nikt nawet stanąć przy niej nie może. To są jej słowa.
No to faktycznie, zarozumiałość przez nią przemawia.
A żeby pani wiedziała. I to jaka! Ale to jeszcze nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że jak się jej choćby jednym malutkim słówkiem zwróci uwagę, to potem cały dzień ma się z głowy, bo ona potrafi chodzić za człowiekiem krok w krok i nadawać jak radio… jak zepsute radio, skrzeczące, trzeszczące, świdrujące uszy. Jak żyję, nie spotkałem takiego babsztyla.
A wie pan, kiedyś, już dawno temu, napisałam wiersz satyryczny o podobnej teściowej — zachichotałam.
Wspaniale! Temat na satyrę pierwsza klasa. Czy mogłaby pani mi go przeczytać?
Zanim kominiarz był gotowy ze wszystkim, nasłuchałam się jeszcze o jego teściowej co niemiara. Momentami też i naśmiałam, bo na niektóre historyjki nie można było inaczej reagować.
Sama jestem teściową, i to podwójną, ale żyję z moją Synową i Zięciem na stopie przyjacielskiej. Szanujemy się i lubimy. Jesteśmy w bliskim kontakcie. Mieszkamy też blisko siebie. Nasze domy są oddalone o przysłowiowy rzut beretem. Na wczasy też nieraz jeździmy razem. Zwłaszcza mój Zięć dba o to, bym z nimi jechała. Jestem bardzo szczęśliwa z naszych rodzinnych układów. I jak mniemam, moje dzieci oraz ich małżonkowie również.
Ciężko mi jest zrozumieć, dlaczego niektóre teściowe, zamiast świecić dobrym przykładem dla małżonków swoich dzieci, świecą niczym jarzeniówki arogancją, zawiścią i nierzadko nawet nienawiścią. Czy tak postępują prawdziwe matki? Czy nie lepiej jest żyć w zgodzie i obopólnym szacunku?
Kiedy kominiarz zbierał się już do wyjścia, podziękował mi, że się mógł przede mną wygadać i sobie ulżyć. A ja mu na pożegnanie przeczytałam (czyt. przetłumaczyłam) mój wiersz satyryczny:

Teściowa

Jestem teściową i czasem mnie trafia,
Że w wicach wyglądamy gorzej niż mafia.
Bo ta choć groźna, ma poważanie.
A kim my jesteśmy, miłe panie?

Zewsząd słychać, nawet w eterze:
Teściowo, ty stary rowerze!
Tak nam dziękują za naszą krwawicę
I wciąż wymyślają idiotyczne wice.


Ja na ten przykład, miłe panie,
Z wielką pasją spełniam swe zadanie.
Mój zięć szanowny mi nie podskoczy,
Gdyż go kontroluję i w dzień i w nocy.

Czy dba o czystość, czy drżą mu ręce.
Czy nie ma ciągot do zezwierzęceń.
Czy się przypadkiem czymś nie zaraził.
Co mu przy ludziach z butów wyłazi.

Czy córce pomaga, czy zmywa talerze.
Jakoś blado wygląda, może coś bierze?
Jak z wiarą u niego, może niewierzący?
Czeka go wtedy schab z kwasem żrącym.

Podglądnę czasem przez dziurkę od klucza,
Czy w łóżku jest okay, czy robi za buca.
Jaka jest jego gestów wymowa...
Czy czegoś nie tuszuje albo nie chowa.

Czy darzy córkę miłością bez granic,
Czy może biedulkę od dawna ma za nic.
Co on bełkocze, o czym jest mowa,
Wszystko rozszyfruję, bom jego teściowa!


Kominiarz słuchał z zapartym tchem, a gdy skończyłam, huknął ze śmiechem:
Pani, to ta teściowa z pani wiersza, w porównaniu do mojej, to złota teściowa… Es ist mein Ernest!**


* Alte Hexe — (niem.) stara wiedźma.
** Es ist mein Ernest — (niem.) mówię poważnie.


Pieskie życie w rodzinie

Pies jest członkiem rodziny. Kochanym, przyjacielskim, wrażliwym. Kiedy choruje, zasługuje na jeszcze więcej ciepła i jeszcze więcej uwagi.





piątek, 1 listopada 2019

Pamięci Tych którzy odeszli do innego wymiaru


Kiedy nie mogę być przy grobach moich Bliskich i Znajomych, tradycyjnie już, palę dla Nich znicze w ogrodzie... Jestem z Nimi myślami i całym sercem...

Rozmyślam o Nich Wszystkich. Oczami wyobraźni widzę Ich jak gdzieś stamtąd, z drugiej strony tęczy, patrzą na mnie. W tle sączy się muzyka Jeana Michela Jarre`a. Ona inspiruje moją wyobraźnię w takich momentach najbardziej. Widzę coraz lepiej, coraz wyraźniej... Wszyscy się do mnie uśmiechają... Wszyscy machają do mnie rękami... Są szczęśliwi. Kiedy się żegnamy, gdzieś w oddali słyszę  piosenkę: "Bal wszystkich świętych".

Zawsze o tym pamiętam: „Czym Wy byliście, my jesteśmy, czym Wy jesteście, my będziemy...
Pokój Waszym Duszom.