Jest w lesie coś, czego nie widać, a co można poczuć z każdym oddechem. To zapach żywicy, wilgotnej kory i igliwia, ale także niewidzialny świat fitoncydów – naturalnych substancji, którymi drzewa chronią siebie i swoje otoczenie. Warto jak najczęściej wchodzić do lasu, by poczuć ich energię.
Energię, bez której nie drgnęłoby żadne serce, nie rozkwitłby żaden pąk, nie popłynąłby oddech życia.
Naukowcy dawno już odkryli, że drzewa wydzielają fitoncydy – niewidzialne, eteryczne cząsteczki o działaniu bakteriobójczym i grzybobójczym.
Nazwali je roślinnymi antybiotykami, choć dla mnie są raczej szeptem lasu – jego oddechem, który oczyszcza gardło, nos i krtań.
Nic dziwnego, że pobyt w ciszy sosnowych i świerkowych borów od dawna poleca się jako sposób na głęboki oddech, odprężenie i bliski kontakt z naturą. Tam powietrze smakuje zdrowiem.