Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość do koni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość do koni. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 grudnia 2023

Koń, największy przyjaciel człowieka


Kto kocha konie,

ten z pewnością wie,

ile w nich piękna

na jawie i w śnie.


Ile w nich gracji,

cudnej zwiewności,

gdy galopują

w zewie wolności.


Ile przyjaźni

szczerej, głębokiej...

Ten, co je kocha,

wie to najlepiej.




środa, 20 września 2023

Ech te konie, siwe konie

Do koni ciągnie mnie od dziecka. Obok psów, to moje najukochańsze zwierzęta. Widać jednak, że nie tylko moje, gdyż, jak twierdzą naukowcy, w historii relacji pomiędzy człowiekiem a udomowionymi zwierzętami największe znaczenie dla człowieka miały i mają właśnie konie i psy.

Na widok konia, choćby z bardzo daleka, nie mogę oprzeć się pokusie zbliżenia się do niego. Tym razem było podobnie. W czasie wycieczki rowerowej na skraju lasu zobaczyłam kilka koni na wybiegu. Niewiele myśląc, skierowałam rower w tamtą stronę. Byłam cała w kwiatkach, kiedy na mój widok siwy koń podszedł się przywitać.



Stał przy mnie dobrą chwilę, dając się głaskać z każdej strony. W końcu się odwrócił i stępem ruszył dumnie wyprostowany do swoich towarzyszy paść się dalej.



Kocham konie z całego serca. Nie można ich przecież nie kochać. Są piękne, mądre, przyjacielskie i do tego ogromne. Uwielbiam też im się przyglądać. A kiedy widzę je galopujące, to aż dech mi w piersiach zapiera. Konno niestety nie jeżdżę. Przez całe życie marzyłam o własnym koniu, ale tego akurat marzenia nie udało mi się spełnić. Żałuję bardzo! Pozostaje mi jedynie z pozycji obserwatora zachwycać się nimi... i je fotografować.

Zachwycać się, fotografować... ale oczywiście też i o nich pisać. Kiedy przed laty pisałam powieść pt. "Szalone wakacje", w dwóch rozdziałach wplotłam kilka moich autentycznych przygód z końmi o imieniu: Kasztanka, Gladiator i Bucefał w roli głównej. Jedne były bardzo zabawne, inne mocno dramatyczne, że się tak w miarę delikatnie wyrażę.

Wiele ludzi czuje lęk przed końmi. Uważam, że zupełnie niepotrzebnie. Konie są przecież bardzo przyjazne człowiekowi. Jeśli się tylko chce, można się go szybko pozbyć. Wystarczy skorzystać z prostych porad jakiegoś profesjonalnego koniarza (hipologa). Aby je jednak wprowadzić w życie, pierwszy krok i tak trzeba zrobić samemu. A potem już tylko... miłość do koni... na zawsze.

Jeśli o mnie chodzi, wszystkie konie kocham jednakowo, bez względu na maść, ale akurat siwe kojarzą mi się zawsze z bajką. Stąd zapewne te wierszyki, które też wiele lat temu popełniłam:


Siwy koń


Hej ty koniu, siwy koniu,

pięknym żeś rumakiem.

Ech pognałabym ja z tobą,

upajając się wiatru smakiem.

Choćby na oklep i bez baczmagów,

byleby z tobą, boś koń na schwał.

I heya! z kopyta galopem,

a w szczerym polu już tylko cwał.


Hej ty koniu, siwy koniu,

dokąd ty tak gnasz?

Parskasz, prychasz, rwiesz z kopyta,

rozwichrzoną grzywę masz.

Czujesz pewnie zapach wiosny

W południowym wietrze...

Galopujesz po horyzont,

chrapami wciągając powietrze.


Ech ty koniu, siwy koniu,

pięknyś ty ogierek!

Marzysz pewnie o swej klaczy

słodkiej jak cukierek.

Marzenia jak skrzydlaty pegaz

niech cię w przestworza niosą,

a ujrzysz wnet w obłokach klacz,

przystrojoną srebrzystą rosą.

Ech ty koniu, siwy koniu,

gnaj po horyzont, gnaj!

Gdy znów wrócisz do mnie we śnie,

w moim sercu zakwitnie raj!


Konik Pegazek


Konik Pegazek skacze po łące…

Biały jakoby skąpany w mące.

Białe ma nóżki i ogon cały,

czarne oczęta i nosek mały.


Pegazek zawsze jest bardzo wesoły,

z łąki przybiega wprost do stodoły.

W stodole bryka co sił po sianie,

wciąż wypatrując, czy idzie śniadanie.


Pan niesie czarę pełniutką owsa.

Pegazek na to i hop!, i hopsa!

Biegnie do stajni szybkim galopem,

otwiera bramę siarczystym kopem.


Staje przy żłobie, w napięciu czeka…

Pan sypie owsa, nijak nie zwleka,

śmiejąc się przy tym bardzo donośnie:

Brawo Pegazek, pięknie mi rośniesz!

A gdy już będziesz koniem na schwał,

razem ruszymy przed siebie w cwał

i popędzimy, gdzie oczy poniosą...

rankiem o brzasku, poranną rosą.


niedziela, 25 października 2020

Koń, piękno i gracja w jednym

Konie, obok psów, to moje najukochańsze zwierzęta. Miłość do koni mam chyba zakodowaną w genach — po moim pradziadku ułanie. Tak myślę, bo zawsze na widok konia promienieję i nie mogę się oprzeć pokusie zbliżenia się do niego. Nawet kiedy jest daleko.

Tym razem było podobnie. W czasie wycieczki rowerowej na skraju lasu zobaczyłam dwa konie na wybiegu. Niewiele myśląc, skierowałam rower w tamtą stronę. Byłam cała w kwiatkach, kiedy jeden z nich podszedł do mnie się przywitać.

 

 

Mogłabym tak stać i podziwiać bez końca te piękne, ogromne zwierzęta. Zwłaszcza w galopie. Nie ma piękniejszego widoku jak koń w galopie... to czysta poezja.

"Koniom wody by dać, śpiew dośpiewać i trwać, jeszcze dzień, jeszcze noc na wichurze by stać..." To są słowa piosenki Wołodii Wysockiego "Konie"*, które wyśpiewuję sobie na widok koni. Jakoś akurat ta piosenka najbardziej mi pasuje do tych cudownych zwierząt.  



* Piosenka "Konie": https://www.youtube.com/watch?v=xrtPtGtP5Gg — to najpiękniejsze wg mnie wykonanie.


Z cyklu: Zoologia stosowana”


czwartek, 11 października 2018

Miłość do koni

Konie kocham od zawsze. Uwielbiam im się przyglądać. A kiedy widzę je galopujące, to aż dech mi w piersiach zapiera. Konno niestety nie jeżdżę. Przez całe życie marzyłam o własnym koniu, ale tego akurat marzenia nie udało mi się spełnić. Żałuję bardzo. Pozostaje mi jedynie z pozycji obserwatora nimi się zachwycać. I też się zachwycam. Zawsze i wszędzie, jak tylko konia zobaczę. I to w każdej postaci.
Wczoraj znów miałam okazję zachwycić się koniem. Tym razem w postaci rysunku. Rysunku, który moja Córka wykonała na swoje własne potrzeby. Gdy go tylko zobaczyłam, tak mnie zachwycił, że siłą wrodzonej namiętności do koni, „podprowadziłam” jej go. Zaś kiedy wróciłam do swojego domu, od razu napisało mi się wierszyk do tego rysunku.

 

 

Hej, ty koniu, siwy koniu,

pięknym żeś rumakiem.
Ech, pognałabym ja z tobą,
upajając się wiatru smakiem.
Choćby na oklep i bez baczmagów,
byleby z tobą, boś koń na schwał.
I heja! Z kopyta galopem —
a w szczerym polu już tylko cwał.

Hej, ty koniu, siwy koniu,

dokąd ty tak gnasz?
Parskasz, prychasz, rwiesz z kopyta,
rozwichrzoną grzywę masz.
Czujesz pewnie zapach wiosny 
W południowym wietrze...
Galopujesz po horyzont,
chrapami wciągając powietrze.

Ech, ty koniu, siwy koniu,
pięknyś ty ogierek!
Marzysz pewnie o swej klaczy,
słodkiej jak cukierek.
Marzenia — jak skrzydlaty pegaz —
niech cię w przestworza niosą,
a ujrzysz wnet w obłokach klacz,
przystrojoną srebrzystą rosą.


Ech, ty koniu, siwy koniu,

gnaj po horyzont, gnaj!
Gdy znów wrócisz do mnie we śnie,
w moim sercu zakwitnie raj!


Już w dzieciństwie, kiedy tylko spostrzegłam jakiegoś konia, stałam z rozdziawioną buziunią i przypatrywałam się mu. Pamiętam też, że zbierałam różne kartki i obrazeczki z końmi wszelkiej maści. Zaś na ogniskach harcerskich nieraz śpiewałam piosenkę o siwym koniu. Pewnie każdy ją zna. To szło jakoś tak: "Siwy koń mnie niesie po prerii, po lesie, a ja sobie śpiewam piosnkę tą. Siwy koń mnie niesie po prerii po lesie, a ja sobie śpiewam piosnkę tą. Rio de Janeiro, ahoj, caballero. Najpiękniejszy miesiąc to maj" (...). Piosenka niby banalna... ale o koniu. A ja lubię piosenki o koniach. Do dziś. Jaką tylko gdzieś usłyszę, słucham z rozrzewnieniem. Ech, konie, jak ja was kocham.

Żałuję bardzo, że konno nie jeżdżę. Wprawdzie w dalekiej przeszłości parokrotnie jeździłam, to jednak powiedzieć o sobie, iż "jeżdżę konno", to zbyt wielka przesada. Nawet parę lat temu jeździłam. Pewnego dnia, kiedy jak zwykle byłam w lesie na spacerze ze swoim „bodyguardem” Dogiem Arlekinem, spotkałam tam faceta, który objeżdżał akurat swoje konie. Na jednym siedział w siodle, a drugiego bez siodła miał przytroczonego rzemieniem do swojego siodła. Kiedy się do mnie zbliżył, zażartowałam sobie:
O, dwa konie, a jeden jeźdźca... A to nie szkoda by ten drugi koń tak sam bez jeźdźca stępał?
A co, miałaby pani ochotę być drugim jeźdźcem? — pytaniem na pytanie odpowiedział facet, chichocząc pod nosem.
Jaka była moja odpowiedź? Wiadomo. Po chwili siedziałam już na pięknym siwym koniu, szczęśliwa, że o matko! Na oklep oczywiście... I jazda po lesie! Mój pies też był szczęśliwy. Wreszcie mógł poczuć prawdziwy zew natury. 
Po ponad godzinnej jeździe po lesie, odprowadziłam „swojego” siwego konika, siedząc na jego grzbiecie oczywiście, aż do jego stajni. Chyba mnie polubił, bo długo za mną przez okienko zaglądał... Ech, konie, jak ja was kocham!