Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babcina moda powraca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babcina moda powraca. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 października 2024

Ma prawie 50-lat, a przetrwała do dziś

Jakie było moje zdziwienie, kiedy na filmiku Córki na profilu jej firmy JomeDesign na Instagramie zobaczyłam w mojej bluzce naszą modelkę, czyli najstarszą Wnuczkę (link na końcu). Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo wiele ubrań odziedziczyła po mnie ku swojej wielkiej radości (pisałam o tym m.in. w tekście pt. "Babcina moda powraca"), ale tej akurat bluzeczki na pewno jej nie dałam. Ba, dawno już nawet o niej zapomniałam.

Na jej nagły widok przypomniało mi się, że nosiłam ją w Polsce w latach osiemdziesiątych. Potem podarowałam ją Córce, ale ona rzadko ją ubierała. Jak już, to dawno temu, bo w latach dziewięćdziesiątych. Aż tu nagle bluzka jest — na Wnuczce. Mało tego, Wnuczka ma na sobie nawet takie same krótkie czarne spodenki... Co za przypadek!



Obydwa zdjęcia zrobiła Córka, tyle że na przestrzeni 40 lat. Na lewym zdjęciu swojej Córce obcięła pół głowy, artystycznie ma się rozumieć... Hmm, i chyba słusznie, w końcu na swoim firmowym profilu powinna prezentować swoją biżuterię, a nie twarz pięknej Córki. A jak widać na prawym zdjęciu, mnie ani swojemu Bratu nic nie obcięła, pewnie wtedy, ponad 40 lat temu, tylko nas miała do "zaprezentowania", to co miała jeszcze obcinać.😁

Przyznam szczerze, że aż mi się łezka w oku zakręciła, gdy tę moją wspaniałą bluzeczkę na Wnuczce zobaczyłam, bo mam dużo wspomnień z nią związanych. Tym bardziej że to moja Mamusia własnoręcznie mi ją wydziergała.

Że też Córka ją cały czas przechowywała w szafie, to bardzo mnie zaskoczyło, bo ona nie ma po mnie manii chomikowania. Wszystkie stare ciuchy, czasami nawet nieużywane, które w jej oczach straciły na atrakcji, wywozi do Caritasu. Kiedy ją spytałam, jak to możliwe, że się tej akurat bluzki nie pozbyła, odpowiedziała:

— No wiesz, jakbym mogła, przecież ona jest ręcznie zrobiona.

No tak, artyści już tak mają, że co ręcznie wykonane, ma wartość dodaną. To okazuje się, że jednak ma coś po mnie.

Zawsze tak uważałam i uważam nadal. Mam wielki szacunek do wszelkich rękodzieł. Przykładem tego są chociażby: kołderka do wózeczka, czapeczka i sukieneczka do chrztu Córki, które ciągle trzymam w szafie, a które wydziergałam jeszcze przed jej narodzinami.

Podobny szacunek mam do słowa pisanego. Wszystko, co napisane jest dla mnie święte. Nie tylko książki. Różne ważne dla mnie teksty, swoje i czasem innych ciągle przechowuję w specjalnych teczkach, segregatorach, czy też kasetkach. I zawsze pamiętam jaki tekst gdzie jest. Córka się nieraz ze mnie śmieje i mówi:

— Gdyby, co nie daj Bóg, w twoim domu wybuch pożar, to w tri miga spłonie cały, i to zanim straż pożarna zdąży przyjechać.


Link do rzeczonego filmiku Córki na FB


wtorek, 27 sierpnia 2024

Babcina moda powraca... Wypisz wymaluj

Przynajmniej u mnie w rodzinie. Moje wnuczki co rusz przetrzepują moją opasłą ogromną trzyskrzydłową szafę. Opasłą, bo ja mam tendencję do chomikowania ciuchów (to pewnie pozostałość po siermiężnej komunie) i rzadko kiedy coś z szafy wyrzucam. Chyba że jest już nieładne. Zawsze miałam takie poczucie, że się jeszcze mogą przydać. A kiedy na świat przyszły moje trzy wnuczki, to już byłam tego pewna.

Jedynie w pierwszym roku po wybuchu wojny na Ukrainie, kiedy wraz z córką pracowałyśmy jako wolontariuszki w Ośrodku dla Uchodźców z ramienia Czerwonego Krzyża, bardzo uszczupliłam zawartość szafy, ale ciągle jeszcze jest w niej mnóstwo różnych ciuchów, nawet takich, które jeszcze z Polski przywiozłam.

Tak że wnuczki mają w czym przebierać. A są to naprawdę porządne oryginalne rzeczy. Kiedyś większość z nich sama projektowałam, a moja wieloletnia kochana krawcowa wytrwale szyła.

Ostatnio moja najstarsza wnuczka (pracuje w modelingu), będąc u mnie, zdrowo się obłowiła, nie tylko w ciuchy, ale i w paski i torebki.

Wczoraj, kiedy weszłam na jej Instagram, miałam okazję zobaczyć, jak się prezentuje w mojej długiej spódnicy, którą kupiłam sobie 22 lata temu na wesele jej rodziców i nigdy potem już jej nie założyłam. Nie wiem czemu, może dlatego, że była na mnie trochę przydługa i tylko do wysokich szpilek pasowała? A że wnuczka jest wysoka, ma prawie 180 cm, nie to, co moje 158, to na nią pasuje jak ulał.

Założyła do niej też mój czarny pas wybijany kryształami, a ten to ma już przynajmniej 40 lat. W sumie bardzo ładnie wygląda. Mówiła, że jej koleżanki uwierzyć nie mogły, że to takie starocie.



Średnia wnuczka była już kiedyś wcześniej i buszując po szafie, wybrała sobie krótkie spodenki jeansowe i do nich torbę z takiego samego jeansu.

Najmłodsza, 10-latka, z kolei tylko paski mogła sobie wybrać i jedną oryginalną folkową torebkę z Bułgarii. Aha i futrzane bolerko swojej mamy, które ona miała na sobie jako dodatek do swojej kreacji ślubnej.

Bo też muszę przyznać, że i córki niektóre ciuchy przechowuję u siebie w szafie. Z prostej przyczyny, córka jest moją odwrotnością i stosuje zasadę, że jak się przez dwa lata jakichś ciuchów nie założyło, trzeba je wyrzucić z szafy, czyli wywieźć do kontenera. Muszę ją wic pilnować i co ładniejsze w porę przemycać do siebie.

Wnuczki są tą zasadą swojej mamy niepocieszone, ale że u mnie mogą sobie co rusz nadrobić uwielbiane myszkowanie po szafie, to jakoś to swoje niepocieszenie rekompensują. Ba, mówią nawet zgodnie, że moje ciuchy im się bardziej podobają, bo mają w sobie to coś.

Przy ostatniej u mnie wizycie najmłodsza wnuczka mi powiedziała:

— Babciu, ty wszystko trzymaj dalej, nic nie wyrzucaj, tak jak mama, za trzy lata będę już taka duża jak ty i też sobie dużo rzeczy wybiorę, bo bardzo mi się podoba ta twoja babcina moda.