To właśnie tam ma dojść do spotkania Wołodymyra Zełenskiego z Donaldem Trumpem — rozmowy przedstawianej jako kluczowa nie tylko dla Ukrainy, ale i dla całego Zachodu.
Czy przyniesie ono realne korzyści dla kraju od lat wyniszczanego wojną? Trudno o optymizm. Nadziei jest niewiele, a wątpliwości — bardzo dużo.
Niepokój budzi fakt, że przyszłe losy Ukrainy, Europy, a w pewnym sensie także świata, zależą dziś od polityka znanego z nieprzewidywalności i upodobania do prowokacji.
Nie jest tajemnicą, że Trump wielokrotnie prezentował pobłażliwy stosunek do Władimira Putina — byłego funkcjonariusza KGB, odpowiedzialnego za tragedię własnego narodu i agresywną politykę wobec sąsiadów. To właśnie ta relacja sprawia, że stawka dzisiejszych rozmów wydaje się jeszcze wyższa.
Dziennikarskim zwyczajem można powiedzieć: „pożyjemy — zobaczymy”. O godzinie 19 czasu polskiego spotkają się dwaj prezydenci, a świat na chwilę wstrzyma oddech, zadając sobie pytanie, czy będzie to początek zmiany — czy tylko kolejny rozdział niepewności.
