Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótka charakterystyka Kaczyńskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótka charakterystyka Kaczyńskiego. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 listopada 2020

Szczyt już był. Teraz już tylko równia pochyła, panie Kaczyński

 Jeszcze nigdy do tej pory tak się nie bałam o Polskę. Nawet za czasów stanu wojennego, kiedy to z chwilą jego ogłoszenia przez Jaruzelskiego byłam siódmy dzień za granicą.* Owszem, był to dla mnie ogromny szok, ale wiedziałam, co mam zrobić. A zrobić miałam jedno: wrócić jak najszybciej do Polski. Bez względu na wszystko. Teraz jednak boję się bardziej.

Dalsze trwanie Kaczyńskiego przy władzy to kolejne stracone lata. I to nie tylko dlatego, że Kaczyński nie nadaje się do rządzenia, bo to nienawistny, agresywny megaloman (pewnie już w dzieciństwie bliźniacy nabawili się megalomanii — po ich sławetnej roli w filmie: „O dwóch takich, co ukradli księżyc"), ale też dlatego, że to człowiek pałający żądzą władzy, a jeszcze bardziej żądzą zemsty. Że to dwulicowiec, że to manipulant — nieustannie manipulujący uczuciami Polaków.

Krótko po tragedii smoleńskiej robił ludziom wodę z mózgu swoją nagłą dobrocią, swoją nagłą cudowną przemianą, swoją nagłą miłością do wszystkich. Nawet do Rosjan. Nawet do Niemców. Do swoich gierek wykorzystywał zwłaszcza ludzi młodych, niepamiętających jego stylu rządzenia, a także ludzi nieznających się na polityce.

Swoją „cudowną przemianą" dziesięć lat temu udało mu się nawet namieszać w głowach swoim konkurentom i tragedią smoleńską zakneblować im usta. To było aż nazbyt widoczne jak każdy z nich bał się traktować go jako tego prawdziwego Jarosława Kaczyńskiego, bo nie chciał być przez społeczeństwo postrzeganym jak ktoś bez serca, ktoś kopiący leżącego. A ten obrzydliwy manipulant przez wszystkie lata taką sytuację perfidnie wykorzystywał i uparcie parł do przodu... Po władzę.

— „Panie prezesie, melduję wykonanie zadania!" — te słowa nieżyjącego brata Lecha w dniu wyborów prezydenckich (23.10.2005 r.) — mówią same za siebie. Wiadomo, który z nich był mózgiem wszystkiego. Za czasów rządów obu bliźniaków, kiedy Jarosław był premierem (od 14.07.2006 do 16.11.2007), swoje prawdziwe oblicze pokazał nieraz. To, do czego wtedy doprowadzał, było okropne w wielu sprawach, żeby nie powiedzieć obrzydliwe.

Kiedy stracił brata, swoją bliźniaczą duszę (tę nieco łagodniejszą), na wszystkie sposoby próbował zagłuszyć w sobie wyrzuty sumienia za tę stratę (bo z pewnością je ma, i to uzasadnione) i po przegranych wyborach prezydenckich stał się jeszcze bardziej nienawistny, jeszcze bardziej agresywny. Ze zdwojoną siłą zaczął skłócać Polski Naród. I skłóca nadal. Nieustannie.

Czy tak nadal ma wyglądać Polska? Czy w Polsce musi być aż tyle nienawiści, i to mimo wiary chrześcijańskiej? Czy w Polsce musi ciągle wrzeć? Czy Polska nie może wreszcie budować przyszłości w spokoju, mądrze, bez nienawiści? Może! Stopniowo, krok po kroku, ale tylko wtedy, kiedy Kaczyński na zawsze odejdzie z polityki. Przede wszystkim on.

Takie jest moje zdanie. Takie jest zdanie wielu Polaków, którym dobro Polski leży na sercu i którym obca jest nienawiść i rozdrapywanie ran z przeszłości. Takie jest zdanie Polaków, którzy z podniesioną głową chcą żyć do przodu, a nie co rusz odwracać ją w obawie przed atakiem trzęsących się z nienawiści pisowców.

Z racji tego, że mieszkam poza granicami Kraju, a bardzo interesują mnie losy Ojczyzny, na bieżąco śledzę w mass mediach (także w TVP Info) sytuację w Polsce. Interesują mnie też wypowiedzi Rodaków, i tych stojących za Kaczyńskim, i tych mu przeciwnych. Po tej lekturze za każdym razem dochodzę jednak do tego samego wniosku, że najwięcej chamstwa i nienawiści jest w ludziach stojących właśnie za Kaczyńskim. A co gorsza, są to ludzie głośno deklarujący wiarę w Boga. Jestem tym faktem przerażana. Podwójnie przerażona.


Tymczasem Świat się zastanawia, jak to możliwe, aby w tak pięknym kraju nad Wisłą, mieniącym się demokratycznym, aż tylu policjantów musiało ochraniać jednego człowieka?... No cóż, taka to już polska paranoja. O przepraszam, pisowska paranoja. I Wy Rodacy za nią płacicie. Ja zresztą też. Co miesiąc podatek dochodowy od emerytury (PIT) do Skarbu Państwa.


Foto Mateusz Włodarczyk Fakt24


* Wspomnienie: "Przeklęta data 13 grudnia 1981 roku"


czwartek, 29 października 2020

Kończ pan, panie Kaczyński, wstydu oszczędź...

Kiedy codziennie wgłębiam się w wiadomości z Polski, nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż prezes Kaczyński sfiksował z kretesem. Bo też trudno jest mi zrozumieć, jak w jednym człowieku może być aż tyle cynizmu, sarkazmu, arogancji, chamstwa, nienawiści, brutalności... Ten człowiek mnie przeraża. Naprawdę. Zarzuca Tuskowi i Komorowskiemu przemysł pogardy wobec swojego brata, a teraz sam pluje na nich, rzucając oszczerstwami. Jak sam mówi, nigdy im ręki nie poda. Ba, żadnych nawet kontaktów nie ma zamiaru z nimi utrzymywać.

Czy tak może postępować szef największej partii opozycyjnej? Ile w tym człowieku fałszu, obłudy, hipokryzji. Ile krętactwa i manipulacji. Nieraz się zastanawiam, ile to trzeba mieć w sobie zła i braku elementarnej przyzwoitości, aby bez skrupułów epatować wszem wobec taką postawą. A teraz, po przegranych wyborach, pan prezes Kaczyński szokuje ze zdwojoną mocą.


Jakże ograniczonym sposobem pojmowania świata trzeba się kierować, albo raczej wyrafinowaną hipokryzją, aby mówić dzisiaj, że Polska to kondominium niemiecko-rosyjskie. A Kaczyński mówi. A przecież nie tak dawno, jak w czasie kampanii prezydenckiej niemalże miłość Rosjanom wyznawał, odczytując w spocie swój list do Przyjaciół-Rosjan. W Niemczech zaś po spotkaniu z nadburmistrzem Frankfurtu nad Odrą Martinem Wilke piwko po przyjacielsku z kufelka siorbał. Mało tego, nawet postkomuniści, najgorsi jego wrogowie, w czasie kampanii prezydenckiej nimi być przestali. Wszak z uśmiechem wyciągał do nich rękę, nazywając ich nagle ludźmi lewicy. Ba, nawet Gierek mu się w czasie kampanii podobał i wychwalał go. No tak, zapomniałam, przecież on był wtedy na silnych środkach uspokajających. Tak obecnie twierdzi. Och, ten Kaczyński! Najwyraźniej sam się poczuł jak człowiek, który zdradził samego siebie i własne ideały. Dzisiaj jest zawstydzony swoją postawą w czasie trwania kampanii prezydenckiej. Na siłę chce siebie wybielić za swoje zachowania, za to co mówił, i jak mówił. A za porażkę w wyborach obarcza wszystkich dookoła, a przede wszystkim swój komitet wyborczy. No bo przecież on nie był sobą. Był na silnych środkach farmakologicznych. W ogóle nie przyjmuje do wiadomości, że to właśnie dzięki temu komitetowi, który przedstawiał go jako łagodnego, pokojowo nastawionego, kochającego wszystkich baranka, uzyskał aż tyle głosów wyborców. Bo Polacy przede wszystkim z litości i współczucia na niego głosowali.

A co mówił? Ano mówił, że ta trójka z jego komitetu zamiast kompetencji ma jedynie „ładne buzie". Mówił też, cytuję: — „Było takie przeświadczenie, że ładne buzie w sztabie (...) i demonstrowanie, że ja jestem łagodny, przyniesie nam poparcie. Nic z tego nie wyszło". — Takimi słowami oskarża dzisiaj swoich lojalnych członków komitetu wyborczego. A zaraz po wyborach powiedział: — „Strategia z kampanii się nie sprawdziła. Cnotę straciliśmy, a rubla nie zarobiliśmy". No czyż tymi słowami sam sobie nie wystawił świadectwa? Czy można takiemu człowiekowi ufać i mieć dla niego szacunek?

Jarosław Kaczyński to człowiek o bardzo wybujałej megalomanii. Widać to na każdym kroku. Nic dziwnego, bo już jako dziecko, jak opowiadała jego (ich) matka, Maria Kaczyńska, w zabawach zawsze był generałem, a Lech zwykłym żołnierzem wykonującym jego rozkazy. No cóż, wiele rzeczy z dzieciństwa rzutuje później na dorosłe życie. Dzisiaj Jarek czuje się bardzo zawiedziony, został sam. Główny wykonawca jego pomysłów i idei — odszedł. Pewnie stąd ta ogromna frustracja skutkująca w efekcie eskalacją nienawiści do ludzi mu przeciwnych i dzisiejszej politycznej rzeczywistości w Polsce. Sama rozpacz po stracie brata jest zrozumiała, i nie ulega kwestii. Ale z drugiej strony, jakoś nie bardzo pilno mu było do składania hołdu bratu na Wawelu, wolał pod krzyżem, pod Pałacem Prezydenckim. Sam fakt pochówku brata na Wawelu mu wystarcza. Miło łechce jego pychę.

Frustracja Kaczyńskiego po przegranych wyborach nasiliła się jeszcze bardziej. Bo on naprawdę wierzył, że zostanie prezydentem. A tu taki okropny zawód. Ile trzeba mieć w sobie zła i braku elementarnej przyzwoitości, żeby aż tak bardzo być żądnym władzy? Jak bardzo trzeba być w sobie zakochanym, aby wierzyć, że marzenie o władzy się spełni? A Kaczyński wierzy! Wierzy, że Naród Polski wybierze go w przyszłych wyborach na premiera. A gdyby jeszcze nie w przyszłych, to za kolejne cztery lata z pewnością.

O rany, znów premier Kaczyński? Już to Polska przecież przerabiała. I było strasznie. Ale teraz, gdyby znów został premierem... oj, to by się dopiero działo! Biada Tuskowi i Komorowskiemu. Biada wszystkim jego przeciwnikom. A Polska „opomnikowana" byłaby Lechem jak za komuny Leninem.

Ciągle jest mi żal Kaczyńskiego po tragedii smoleńskiej, tak po ludzku, jako człowieka, ale już jako polityka znieść go nie mogę. Na dzisiejsze czasy on się nie nadaje na polityka. Przynosi Polsce więcej szkód niż pożytku... i wstyd na arenie międzynarodowej. A teraz, po i przed wyborami, dopiero. Nie mogę zdzierżyć, kiedy widzę, słyszę, i czytam, jak on w perfidny sposób gra katastrofą smoleńską na ludzkich uczuciach i wykorzystuje ją jako narzędzie polityczne. Jak kluczy, jak mataczy, jak oczernia, jak oskarża, jak straszy, byleby tylko ludziom w głowach namieszać... i zdobyć ich poparcie.

A kim są ci ludzie, którzy popierają Kaczyńskiego? Wiadomo. Odpowiedź każdy zna z własnego podwórka. To w dużej mierze ludzie sfrustrowani, zakompleksieni, często nieudaczni, niepotrafiący cieszyć się życiem, przepełnieni złością i wrogością do innych. To ludzie, dla których nienawiść jest pożywką i sensem życia... A co znamienne, są to ludzie, którzy deklarują głęboką wiarę w Boga (sic!).

 

6.10.2010


Tekst ten napisałam 10 lat temu, czy wiele się zmieniło? Tak, Jarosław Kaczyński jest o 10 lat starszy... i stał się jeszcze większym satrapą, żądnym krwi, napuszczając Polaków na siebie. Już wie, że jego dni są policzone. Wie, że czeka go „śmierć polityczna“. Wie, że będzie musiał wykonać "honorowe samobójstwo". Słuchając jego przedwczorajszego orędzia i wczorajszego wystąpienia w Parlamencie, odnosi się się wrażenie, że się bardzo boi że może nie mieć innego wyjścia i robi wszystko, żeby to było „samobójstwo zbiorowe“.

Tyle lat straciła Polska, tyle złych rzeczy się w tym czasie wydarzyło... Ale pewnie tak musiało być, żeby Kaczyński wreszcie odszedł w niebyt i jeszcze większymi literami zapisał się na czarnych kartach historii Polski.


* Zdjęcia z Internetu