Powoli
kończy się czas na grzyby. W formie grzybobrania oczywiście. Kto
się na nich zna, zbiera je, kto nie, lepiej niech je tylko podziwia.
A naprawdę jest co.
Podziwianie
ich piękna jest zawsze bezpieczne. Osobiście za czorta się na
grzybach nie znam i gdy natknę się na nie w lesie, skupiam się
jedynie na ich oglądaniu i ewentualnym uwiecznianiu co piękniejszych
okazów.
W Polsce
to co innego, w Polsce to się znałam, że ho, ho! I często
grzybobranie uskuteczniałam... Ale tylko z moją mamą. Bo ona, jak
mało kto, była grzybową ekspertką.
Tu nigdy
grzybów nie zbierałam i nie zbieram. Nie tylko z tego powodu, że
od czasu katastrofy w Czarnobylu Niemcy odradzają ich zbierania, ale
przede wszystkim dlatego, że grzyby są bardzo zwodnicze, potrafią
skutecznie i bardzo niebezpiecznie zmylić każdego niepewnego
grzybiarza... Wolę więc nie ryzykować i na targu je kupować,
bo... Bo? No właśnie, bo jestem grzybową ignorantką i pewnie taką
już pozostanę.
Za to w
moim albumie przyrodniczym mam ich całą masę. Różnych. Na pewno
te jadalne są wymieszane z tymi niejadalnymi, tworząc istny
miszmasz, ale tylko na pierwszy rzut oka, bo co wrażliwsze oko
dostrzeże w nich piękny wielobarwny
kalejdoskop typu mix&match.
Bo też
co jak co, ale piękna odmówić im nie można. A ja to ich piękno
dostrzegam i wszędzie je fotografuję. Oto niektóre z nich w
skomponowanych przeze mnie kolażach:
* królestwa
fungi — czyli grzybów. Grzyby nie należą ani do fauny, ani do
flory. Są organizmami cudzożywnymi. Dla swojego rozwoju pobierają
substancje odżywcze z materii organicznej wytwarzanej przez rośliny
lub zwierzęta.