Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyobraźnia dzieci nie zna granic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyobraźnia dzieci nie zna granic. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2026

Tam, gdzie wanilia kwitnie

Uwielbiam zanurzać się w świat dziecięcych zabaw — patrzeć, słuchać, być blisko. To przestrzeń, w której wszystko jest możliwe: rodzą się postacie, splatają historie, a wyobraźnia nie zna żadnych granic.

Mój najmłodszy wnuczek był w tym świecie prawdziwym mistrzem. Potrafił godzinami bawić się sam, a przecież nigdy nie był sam. Tworzył wokół siebie bohaterów, z którymi rozmawiał, śmiał się, śpiewał, a czasem nawet płakał, gdy jego opowieść stawała się smutna.

Najczęściej był nurkiem — odważnym i dobrym. W ręku trzymał harpun, który w rzeczywistości był tylko patyczkiem do kwiatów, lecz w jego wyobraźni miał moc ratowania.

Wyruszał więc na pomoc syrence, ściganej przez złego rekina. I mówił za wszystkich: jako nurek rozkazywał i tłumaczył, jako rekin groził, jako syrenka błagał o ratunek. Niekiedy dołączały też małe rybki, nawołujące w popłochu:

— „Uciekaj, syrenko! Dobry nurku, ratuj ją!”

A potem następował finał — zawsze ten sam, a jednak za każdym razem wyjątkowy. Nurek zwyciężał, lecz nie krzywdził. Wystarczało lekkie stuknięcie harpunem i stanowcze polecenie:

— „Idź tam, gdzie wanilia kwitnie”.

Uśmiechałam się wtedy, bo to przecież moje słowa. Jakimś cudem odnalazły drogę do jego bajkowego świata.

Najpiękniejsze było to, że w tych jego zabawach dobro zawsze wygrywało.

Dzieci mają niezwykły dar — potrafią tworzyć światy, które są nie tylko barwne, ale i dobre.

Wszystkie moje wnuczki lubiły bawić się w wymyślone przez siebie bajki. Moja szafa też to dokładnie pamięta.

Dziś są już dorosłe. A jednak wierzę, że gdzieś w nich nadal istnieje tamto miejsce — ciche, jasne, pełne wyobraźni... Tam, gdzie wanilia kwitnie.



wtorek, 27 października 2020

Wyobraźnia dzieci nie zna granic

Uwielbiam przyglądać się i przysłuchiwać zabawom moich wnuków. Ileż w nich niezwykłych improwizacji, cudownej fantazji, bajecznych postaci. Mój najmłodszy, 4-letni wnuczek, w zabawach takich wiedzie prym. Potrafi godzinami bawić się sam ze sobą. Jednak w swoich zabawach nigdy nie występuje sam. Zawsze wymyśla sobie przynajmniej jakieś dwie postacie, z którymi prowadzi rozmowy, śpiewa, tańczy… Nieraz nawet i płacze, jak taka akurat scena rozgrywa się w jego wyobraźni.

Pojęcia nie mam skąd mu przyszło na myśl, aby założyć na siebie pudełko plastikowe i wiaderko, które wcześniej (pewnie specjalnie) opróżnił ze swoich zabawek i w ten sposób, w takim przebraniu, grać rolę nurka. Bardzo szlachetnego nurka. Bo też z harpunem w rączce (za co posłużył mu patyczek do kwiatów doniczkowych) ratował syrenkę przed złym rekinem. A ile się przy tym nagadał, i to w trzech osobach. Tłumaczył, prosił, nakazywał — jako nurek; złościł się, krzyczał złowrogo — jako rekin; śpiewał, błagał, płakał — jako syrenka… Ba, raz się nawet kilka rybek pojawiło, które jedna przez drugą wołały: — „Uciekaj syrenko, rekin ciebie chce zjeść! Szybko, szybko, uciekaj!... Kochany nurku, dobry nurku, odważny nurku, ratuj syrenkę od złego rekina! Ratuj, śpiesz się, syrenka płacze ze strachu!” — No i oczywiście dobry nurek pokonał złego rekina moim patyczkiem… Ups!, chciałam powiedzieć — harpunem, i syrenkę uratował. Pokonał, nie znaczy zabił. A gdzież tam! Mój wnuczek… to jest nurek, ma dobre serduszko, nie zabija nikogo. Postukał tylko złego rekina harpunem po płetwie i kazał mu się wynosić: — „Tam gdzie wanilia kwitnie”. Uśmiałam się serdecznie, bo to są moje słowa. Nieraz tak mówię, kiedy ktoś mnie zdrowo wkurzy.

Wnuczek był bardzo uradowany, że udało mu się syrenkę uratować. Ja też się cieszyłam. I to podwójnie. Raz, że miał wspaniałą zabawę, a dwa, co bardzo istotne, że w jego zabawie — dobro zwyciężyło zło. Jak zawsze zresztą.

Na zakończenie zabawy „na dnie oceanu”, wnuczek, jako nurek i jako syrenka — w jednej osobie, odśpiewał jeszcze nauczoną dziś w przedszkolu wesołą piosneczkę (jedną zwrotkę dyszkantem, drugą basem), i kiedy skończył, zawołał:

— Babciu, jestem głodny!

 


Bardzo mi się podobają wnuczka zdolności do fantazjowania. Niechaj fantazjuje ile wlezie. Mam nadzieję, że w jego przypadku to nie tylko skłonność do spontanicznego fantazjowania, która jest naturalną cechą dziecka, ale i zdolność. Zdolność, którą będzie w sobie rozwijał przez całe swoje życie. O wiele przyjemniej będzie mu się wtedy żyło. Osoby z bogatym życiem wewnętrznym umieją być szczęśliwe. Mimo wszelkich przeciwności losu.

Będąc na popołudniowym spacerze, wnuczek zachwycał się ślimakiem winniczkiem napotkanym na drodze. Kiedy go zobaczył, zawołał:

— Babciu, daj aparat, zrobię mu zdjęcie. Wygląda tak pysznie!

 


Pysznie? Dlaczego powiedział „pysznie”? Nie dojrzale, na ten przykład, albo ładnie, czy też uroczo… Albo coś w ten deseń, tylko pysznie. Zastanowiło mnie to bardzo. Wprawdzie w moim wnuczku płynie francuska krew, bo też jego dziadek jest Francuzem, ale to chyba nie oznacza, że, że… a nie, nie, z pewnością nie! To pewnie tylko moja (z kolei) bujna wyobraźnia takie skojarzenia mi podsuwa… A sio, niesmaczne myśli!



Wszystkie moje wnuczki lubiły bawić się w wymyślone przez siebie bajki. Kochane i radosne dzieciaki. Jestem szczęśliwą babcią.