Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia życia szczęśliwego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia życia szczęśliwego. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 lipca 2021

Green smoothie. Zielony koktajl na zdrowie

Green smoothie to zmiksowany napój o gęstej, kremowej konsystencji, wykonany na bazie owoców, warzyw liściastych oraz ziół.

W zależności od użytych składników smoothies mogą być słodkie, kwaśne, gorzkie, a nawet pikantne. Można do nich dodawać mleko sojowe, czy też z owsa lub ryżu. Można jogurt, a także herbatę, albo nawet zwykłą, przegotowaną wodę.

Green smoothies, wbrew nazwie, wcale nie muszą być zielone. Mogą mieć barwę białą, pomarańczową, żółtą, czy nawet czerwoną, w zależności od tego, jakie warzywa i owoce wrzucimy do miksera. 

 


Zielone mają jednak moc wyjątkową, gdyż zawierają mnóstwo chlorofilu. Chlorofil to fotosyntetyczny barwnik, dzięki któremu rośliny mają właśnie kolor zielony. Często określany jest także mianem „słonecznego barwnika”, ponieważ absorbuje energię słoneczną i przynosi duże korzyści także dla organizmu człowieka: zwiększa jego odporność, spowalnia proces starzenia, stabilizuje ciśnienie krwi, łagodzi bóle, zwalcza bakterie, chroni przed szkodliwym promieniowaniem, wzmacnia mięsień sercowy, a także zapobiega chorobom nowotworowym.

W zależności od składu dostarczają nam również dużo białka, enzymów, magnezu, potasu, fosforu, żelaza, witaminy A, witaminy z grupy B oraz witamin C, E i K. Są bogate w naturalne cukry i węglowodany.

Zasadą ich tworzenia jest połączenie około 60% świeżych (w zimie mrożonych) surowych owoców i 40% zielonych warzyw, najlepiej liściastych, oraz ziół. Można je przechowywać do 24 godzin w lodówce, koniecznie w szklanym i szczelnie zamkniętym pojemniku.



Lato to najlepszy czas na smoothies. To zrozumiałe. W lecie mamy największy wybór owoców i zielonych warzyw. Najlepiej też smakuje. Jednak zimową porą także możemy się nimi rozkoszować wykonanymi z mrożonych produktów.

Smoothies to samo zdrowie. To wspaniała alternatywa dla osób, które są uczulone na laktozę. Dostarczają sporą porcję najważniejszych składników diety. Są też bardzo sycące, szczególnie te na bazie banana. W zupełności mogą zastąpić klasyczne śniadanie. Ba, są nawet o wiele zdrowsze, gdyż są bogate w białko i błonnik. W Internecie każdy może znaleźć i wybrać dla siebie mnóstwo różnych przepisów.

Smoothie to wreszcie dobra metoda dla osób pragnących pozbyć się zbędnych kilogramów. Po jego spożyciu przez wiele godzin nie odczuwa się głodu. I zupełnie nie ma się ochoty na słodycze.

***

Od dawna już jestem fanką smoothies. Stałam się nią za namową córki, która jeszcze wcześniej nią się stała. Obydwie preferujemy właśnie zielone, obfitujące w chlorofil. Miksujemy mnóstwo zielonych warzyw, różnych, np. ogórki, cukinie, brokuły, ale przede wszystkim liście różnych sałat, kapusty, szpinaku, szczawiu, selera, pietruszki, ziół, także mleczy i pokrzywy. No i owoce oczywiście. Też różne, w zależności od tego, jakie akurat mamy w domu.

Przyznam szczerze, że polubiłam to moje śniadanie w postaci green smoothies. Piję go dziennie 1/2 litra. Robię zawsze 1 litr na dwa dni.

Po pierwszym miesiącu raczenia się nim ze dziwieniem stwierdziłam, że schudłam dwa kilogramy. Nigdy nie miałam tendencji do tycia, ale ucieszyły mnie te stracone kilogramy. Widocznie były mi niepotrzebne, skoro się ich tak łatwo pozbyłam. W ciągu następnego miesiąca znów schudłam ponad kilogram. A co dziwniejsze, tak jakby od wewnątrz. Najwyraźniej pozbyłam się złogów z jelit i toksyn. Ha, ale najważniejsze jest to, że czuję się o wiele zdrowsza, silniejsza i mam jeszcze więcej energii niż wcześniej. Choć na brak energii nigdy nie narzekałam. Ruchliwa jestem od urodzenia. Postanowiłam jednak tę zdobytą — dzięki smoothies — energię w sobie magazynować… Na starość jak znalazł.

 


Smacznego i na zdrowie!


wtorek, 19 maja 2020

Ja, szczęśliwa kobieta

Dzięki swojej naturze umiem być szczęśliwa... Na przekór wszystkim i wszystkiemu. Jasne, że mam czasami gorsze dni, w których ni jak szczęśliwą czuć się nie mogę. Jednak i w takich dniach mam na siebie metodę. Wyuczoną. Wrzucam wtedy na luz i daję się nieść sile rozpędu dnia, z wiarą, że co złe, musi minąć. A co najważniejsze, co rusz jak mantrę powtarzam sobie: „jestem szczęśliwa… jestem szczęśliwa…”. Staram się wtedy też jak najczęściej do siebie uśmiechać… I to działa. Naprawdę. Od kiedy doszłam do perfekcji z tą moją metodą, o wiele szybciej, a i łagodniej, wychodzę z różnych perypetii. Szybciej pozbywam się też napadów smutku i przygnębienia… No i jestem szczęśliwa. Tak po prostu.
W życiu najbardziej fascynuje mnie, i to od kiedy tylko pamiętam, otaczająca mnie przyroda. Dlatego żyję z nią w bardzo bliskim kontakcie. W symbiozie. Nie wyobrażam sobie wręcz dnia, w którym zaraz po przebudzeniu nie mogłabym się z nią wszystkimi zmysłami przywitać. Mieszkam w pięknej okolicy. Dookoła góry i lasy. Przynajmniej 3, 4 razy w tygodniu wczesnym rankiem maszeruję z kijkami po lesie, chłonąc wszystkie leśne dary Matki Natury. Natomiast w innych dniach, zaraz po przebudzeniu, pierwsze moje bosonogie kroki kieruję do ogrodu, by móc choć na chwilę rozkoszować się jego porannym pięknem... No i proszę bardzo, co pewnego poranka w nim odkryłam. Czyż to nie cudowny obrazek?


Od lat objadałam się wisienkami z mojej wiśni i nigdy oprócz wisienek nic innego na niej nie widziałam… Aż tu nagle zobaczyłam te piękne kwiatuszki. Oniemiałam z wrażenia. Nie wiem, co to za jakie i jak na drzewie w ogóle wyrosły… Ale są. Od tamtej pory każdego lata. Zawsze są piękne, duże, w bajecznie chabrowym kolorze, z żółtym oczkiem. No czyż to nie cud natury? Cud jak nic!