niedziela, 17 marca 2024

Obiekt UFO w kształcie spodka był... i się zbył

Siedem lat temu, wędrując po lesie, przeżyłam niesamowitą przygodę. Nagle nad dużą polaną na tle błękitnego nieba zobaczyłam tak jakby wiszący bez ruchu spodek. Był duży, połyskiwał w promieniach porannego słońca. Na początku się wystraszyłam, ale po chwili strach ustąpił miejsca zachwytowi. A przede wszystkim ciekawości.

Szybko sięgnęłam do kieszeni kurtki i wyciągnęłam telefon komórkowy. Drżącymi z emocji rękoma pstryknęłam parę zdjęć temu niezwykłemu zjawisku. Kiedy skończyłam i chciałam już tylko naocznie spodek podziwiać, nagle, ni stąd, ni zowąd spodek znikł. Trochę żal mi się zrobiło, że tak nagle się ulotnił, ale świadomość, że go w porę uwieczniłam, rekompensowała mi nieco mój żal.

Ruszyłam w dalszą drogę, gorączkowo rozmyślając o tym, co się przed chwilą wydarzyło.

Jakieś trzysta metrów dalej natknęłam się na dwóch joggujących młodych mężczyzn. Już z daleka widziałam, że mocno gestykulują i co rusz spoglądają w niebo. Kiedy się do nich zbliżałam, jeden z nich zawołał:

Widziała to pani?!... Widziała?! — ręką pokazując na niebo.

Tak, widziałam! — odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Wymieniliśmy się paroma informacjami o tym, co widzieliśmy i obaj w mig oddalili się w przeciwnych kierunku. Wyraźnie było widać, że byli mocno zestresowani. Ruszyli z kopyta szybkim biegiem. Nawet nie zdążyłam się ich spytać, czy zrobili zdjęcia.

Po powrocie do domu chciałam się swoją przygodą jak najszybciej pochwalić dzieciom i przesłać im na WhatsAppie zrobione przez siebie zdjęcia.

Jak postanowiłam, tak natychmiast zaczęłam robić, by swojej niewypowiedzianej radości i emocjom jak najszybciej dać upust... No i? No i przeżyłam ogromny szok.

Otóż okazało się, że zdjęcia, i owszem, nawet bardzo ładne mi wyszły, ale spodka na nich nie było widać.

Ki czort?! — krzyknęłam z wrażenia. I natychmiast zaczęłam przeglądać wszystkie zdjęcia po kolei.

Sprawdzałam je po parę razy, powiększając zoom do maksimum... i nic, ani śladu po rzeczonym spodku. Strasznie, ale to strasznie byłam zawiedziona. Tym bardziej że nie mogłam zrozumieć jak to możliwe, jak to się stało, że na zdjęciach go nie ma. Przecież widziałam go wyraźnie... Zresztą, nie tylko ja.



Zrozumiałam dopiero dużo później — jak to było możliwe, kiedy to, szukając pewnej informacji na temat UFO potrzebnej mi do pisanej akurat powieści fantasy dla młodzieży, weszłam na portal Fundacji Nautilus. Oglądnęłam tam Kroniki Billa Meiera z 1986 roku, który przez wiele lat miał bliski kontakt z przybyszami z pozaziemskiej cywilizacji, a dokładniej z gromady gwiazd w gwiazdozbiorze Byka zwanych Plejadami i — za ich zgodą — zrobił ich pojazdom kosmicznym setki zdjęć i nawet wiele krótkich filmików nakręcił.

W późniejszych latach wszystkie je dokładnie przebadało wielu naukowców i w efekcie tych badań potwierdziło ich autentyczność.

Dla tych, których zainteresuje ten temat, załączam link do rzeczonych Kronik Billa Meiera. Oto on:

https://www.youtube.com/watch?v=hIa3NyHmZxQ&t=887s&pp=ygUSZnVuZGFjamlhIG5hdXRpbHVz


Z cyklu: "Chcesz — wierz. Nie chcesz — twoja sprawa"


Galopująca znieczulica w chrześcijańskim narodzie?

Kiedy oglądam albo słucham wiadomości z Polski, wręcz szlag mnie trafia (nie mam zamiaru przepraszać za to słowo), że tylu ludzi, dorosłych i dzieci, umiera na ulicach, nie doczekując się od nikogo pomocy.

Nie będę wymieniać tych biednych osób, które, chociażby ostatnio musiały pożegnać się z życiem z powodu znieczulicy innych, bo serce mi pęka na samą myśl o nich.

Co to się porobiło z ludźmi, że taka znieczulica ich dopadła? Jak można nie pomóc leżącym na ziemi chorym, pobitym, albo zgwałconym ludziom? Jak to możliwe, że nikt nie reaguje? Nieczuli ludzie łażą wtę i wewtę i nie widzą albo nie chcą widzieć, że ktoś potrzebuje pomocy. Jestem tak tym faktem zbulwersowana, że nie mogę zaznać spokoju... Potwory, a nie ludzie!

Kurczę, jak już się boisz jeden z drugim bezpośrednio pomóc takiej osobie, to przynajmniej zadzwoń na 112, przecież masz w łapie telefon komórkowy!


Fot. pixabay


źródło: comment_ne8pXipizZrPCSSgaecnZl3JcM3jCuIx.jpg


Kiedyś tak nie było. Ludzie w większości byli ludźmi i pomagali sobie nawzajem. Przykład? Chociażby jeden, też dotyczący ludzi w autobusie.

Pamiętam, jak przed wielu laty jechałam miejskim autobusem do szkoły, do pracy, jakiś starszy pan siedzący po przeciwnej stronie nagle zesłabł i po chwili krew zaczęła mu się sączyć z ust.

Na ten widok, niewiele się zastanawiając, pobiegłam do kierowcy i poprosiłam go, żeby natychmiast skierował autobus pod szpital. Co też kierowca zrobił. Wszyscy ludzie w autobusie byli bardzo przejęci tym, co się stało ze starszym panem i każdy na swój sposób próbował jakoś mu pomóc. Jedni otwierali okna, inni wachlowali mu twarz, czym się tylko dało i wycierali krew, a jeszcze inni szeptem się modlili.

Gdy autobus docierał już pod szpital, kierowca otworzył drzwi, wtedy ja, nie czekając aż się całkiem zatrzyma, wyskoczyłam i co sił popędziłam na izbę przyjęć.

Pomoc ruszyła dosłownie po kilku sekundach. Dwóch lekarzy i dwóch pielęgniarzy z noszami w mig zjawiło się w autobusie. Lekarze natychmiast przystąpili do ratowania starszego pana.

Jak już starszy pan odzyskał oddech, przenieśli go na nosze i zabrali ze sobą do szpitala. Na odchodne podziękowali "całej załodze autobusu" (tak nas nazwali) i z uśmiechem na twarzach, łącznie z delikatnym uśmiechem na twarzy starszego pana, weszli do szpitala.

A my, cała załoga autobusu, bijąc brawo i śmiejąc się w głos, bo wreszcie emocje znalazły upust, odjechaliśmy w planowanym według rozkładu jazdy kierunku.


W obliczu narastającej znieczulicy nasuwa się pytanie: — Czy trzeba znów jakiejś potwornej tragedii, która dotknęłaby cały świat, aby ludzie wreszcie stali się ludźmi?

Jak się w najbliższym czasie nic na lepsze nie zmieni, z wielu też jeszcze innych nikczemnych względów toczących nasz świat, ludzkość stanie na krawędzi przepaści... Strasznie to smutne, ale niestety prawdziwe... Człowiek człowiekowi gotuje taki los.


Zainspirowane religijnością pisowskiego katolika...